Facebook Google+ Twitter

Są dni, kiedy słowa niewiele znaczą...

Dziś obrady plenarne Sejmu i Senatu. W windzie spotykam kolegów ze Śląska. - Prawdziwy ludzki dramat - mówią jednym głosem. Ci z lewicy i ci z prawicy. Na korytarzach mnóstwo ludzi. Rozmowy o wyborze marszałka schodzą na drugi plan.

Środa, 25 kwietnia, przed ósmą.
Jestem w Warszawie. Zazwyczaj zaraz po przebudzeniu włączam radio. Dziś po raz pierwszy od niepamiętnych czasów tego nie robię. Przeglądam papiery na posiedzenie Senatu. Z natłoku własnych myśli wyrywa mnie ostry dźwięk telefonu.
- Blida nie żyje - słyszę w słuchawce.
- Jak to nie żyje, przecież wszystko szło ku dobremu. Uporała się już z tą ciężką chorobą.
- Dziś rano się zastrzeliła - słyszę po drugiej stronie. Samobójstwo? Nie chcę wierzyć własnym uszom. Włączam wiadomości. Telefonuję do Marysi Pańczyk.
- Wiesz?
- Wiem...
Nikt nie przysyła SMS-ów, jak to zazwyczaj bywa. Nastaje kompletna cisza. Szok i niedowierzanie. Barbara targnęła się na życie? Była przecież pełna energii, była silna.

Rozglądam się po pokoju w hotelu sejmowym. Podobny pokój po raz pierwszy w życiu widziałam blisko dziesięć lat temu. To był pokój pani poseł, jej pokój. Taki sam: łóżko, biurko, boazeria i mała lodówka. Przyjechałam do Warszawy zrobić kilka wywiadów. Między innymi z nią. O tym, że kobiety powinny dbać o własne zdrowie. I regularnie się badać. Muszą myśleć przecież nie tylko o sobie. Są potrzebne bliskim...
Dziś obrady plenarne Sejmu i Senatu. W windzie spotykam kolegów ze Śląska. - Prawdziwy ludzki dramat - mówią jednym głosem. Ci z lewicy i ci z prawicy. Na korytarzach mnóstwo ludzi. Rozmowy o wyborze marszałka schodzą na drugi plan. Sejm minutą ciszy czci pamięć wieloletniej parlamentarzystki. Większość ją znała. Była przecież posłem przez szesnaście lat. Była wyrazista.

Czwartek, 26 kwietnia.
Gazety pełne rozbieżnych informacji. Patrzę na zdjęcia Basi, na wszystkich taka ładna. Myślę o Henryku Blidzie. Był zawsze u jej boku. Czasami żartowałam, że nosi za nią torebkę. Oboje sympatyczni i zwyczajni. Widywaliśmy się często na oficjalnych spotkaniach. Ona drobna blondynka o zdecydowanym charakterze i mocnym uścisku ręki. On przystojny brunet o ujmującym sposobie bycia. Dobre małżeństwo z blisko czterdziestoletnim stażem. Dzisiaj dużo myślę o nim.

Włączam wewnętrzną telewizję. Sala sejmowa pusta. Za pół godziny ministrowie mają podać informacje, co tak naprawdę stało się w Siemianowicach Śląskich. Potem ma być seria pytań: sześć pytań jeden klub, sześć drugi, pozostałe mogą zadać mniej. Już są. Polityka miesza się z ludzkim nieszczęściem. Dzięki Bogu, że nie ma debaty. Ciszej nad tą trumną, mówię w sejmowym hotelu sama do siebie.

Czy ja dobrze zrozumiałam, że Henryk zaraz po tragedii, po utracie najbliższego człowieka, był przez kilka godzin przesłuchiwany.
Nie mogę zasnąć. Przypominam sobie, że jako jedna z pierwszych zgłosiła się do udziału w dyktandzie dla polityków. I pisała. Jej bardzo ważni koledzy zrejterowali, wymawiając się w ostatniej chwili chorobą albo nagłymi obowiązkami. Była taka odważna, myślę. Potrafiła nakrzyczeć na Millera, do upadłego broniła swoich racji. Obrywało jej się nieraz za to od "swoich". Potrafiła się przeciwstawić, nie zważając na to, czy rozmawia z premierem, czy z innym ministrem. Potrafiła się popłakać i rzucić mięsem... Tak dzielnie walczyła z chorobą. Co się stało, że tym razem się poddała?

Piątek rano. "Dziennik Zachodni" otwieram na stronie, na której powinien być jej felieton. Tekstu nie ma. Są za to zdjęcia: Basia nastolatka, zdjęcie ślubne Basi z Henrykiem, Barbara w mundurze górniczym. I kilka zdań Marka Kempskiego.
Są dni, kiedy słowa niewiele znaczą. Licząc na zrozumienie Czytelników - dzisiaj pomilczę.

Sobota.
Biegam od internetu do radia, od radia do telewizji, czytam wszystkie gazety. Staram się ją zrozumieć. Nie mogę uwierzyć, że znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Nie była przecież żadną aferzystką. Żyła w jednym i tym samym mieście, jednym i tym samym domu przez 57 lat. Wszyscy ją znali od urodzenia. Mała społeczność. Miała dobrą opinię, była stanowcza i serdeczna. Była solidna i pracowita. Była lubiana.

Niedziela.
Wyjeżdżam na kilka dni. Muszę napisać felieton na piątek. Chciałam zupełnie o czymś innym. Nie potrafiłam.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Pani Krystyno, w mediach było tyle o Pani Barbarze B., że nie jestem już w stanie przyswoić kolejnych porcji informacji na ten temat. Pozdrawiam i życzę sukcesów w wiadomościach24.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.