To główne założenia programu Unii, mającego na celu zwiększenie bezpieczeństwa drogowego i tym samym redukcję liczby ofiar drogowych. Nad ostatnim postulatem - kursów dokształcających kierowców - zawisło widmo strajków. Nowe zasady szkoleń znacznie uszczuplą portfele przewoźników, jak i firm ich zatrudniających. Kursy odbywane według nowych wymagań są przede wszystkim dłuższe, a tym samym znacznie kosztowniejsze. Nie trudno się domyśleć, że z tego względu pracodawca chcący utrzymać kierowcę w swoim przedsiębiorstwie, zmuszony będzie ponieść koszty kursów dokształcających.

Swoistym paradoksem jest to, że politycy tyle mówili o tworzeniu dogodnego rynku pracy w Polsce, aby rodacy nie wyemigrowali na Wyspy Brytyjskie. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle... Obowiązek szkolenia w wymiarze 280 godzin (w tym 16 godzin zajęć praktycznych w ruchu drogowym i 4 godziny zajęć praktycznych z jazdy w warunkach specjalnych), który dla kategorii D1, D1+E, D, D+E wszedł w życie z dniem 10 września 2008 roku, a dla kategorii C1, C1+E, C, C+E wejdzie 10 września 2009 roku, budzi obawy o przyszłość polskich firm transportowych.
Wymagania, jakie się stawia przyszłym kierowcom TIR-ów, mogą wstrzymać dopływ młodych, chcących pracować w branży. Z uwagi na niedoskonałości rozporządzenia Ministerstwa Infrastruktury, pojawiły się już głosy o umyślnym sabotażu polskiego transportu, który ma nas wykluczyć z rynków unijnych. Niewykluczone, że Związek Zawodowy Transportowców przystąpi do strajków. Oby tak się nie stało, bo na przykładzie Włoch mieliśmy okazję przekonać się, jak opłakane i dotkliwe mogły by być jego skutki.