Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5268 miejsce

Sąd w operze. Sprawa Makropulos [recenzja]

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2013-02-19 11:57

Inscenizację Opery „Sprawa Makrapulos” Leoša Janáčka w Operze Narodowej otwiera dialog dwóch pielęgniarek, które rozmawiają o tym, że życie jest stanowczo za krótkie, że człowiek powinien żyć co najmniej trzysta lat.

Nie słyszymy ich, tylko widzimy za przeszkleniem, w palarni, a dialog jest wyświetlany. Obok znajduje się rząd drzwi, przez które ktoś wchodzi i wychodzi - to odwiedzający i pacjenci domu opieki. Znacznie większą, pozostałą część sceny po prawej stronie wypełniają meble odtworzonej sali sądowej. Na tej właśnie sali, przez kolejne trzy akty, reżyser spektaklu pokazał jak mogłaby wyglądać realizacja marzenia o długowieczności wg Janáčka. Poza właściwym rytmem scen na sali rozpraw, gdzieś obok, co pewien czas pojawia się odwiedzający z bukietem, który puka do drzwi, zostawia go bezimiennej pacjentce i odchodzi. Równolegle na scenie toczy się schyłek normalnego życia oraz życia wyśnionego i wymarzonego. Oba w dyskretnej, nie narzucającej się konfrontacji.

 / Fot. Archiwum Teatru Wielkiego - Opery Narodowej/Fot. K. Bieliński

Akcja opery bez zmian, przez trzy akty rozgrywa się na sali sadowej w minimalistycznej i monumentalnej zarazem scenografii. Szarobury „urzędniczy” odcień użytych kolorów dominuje również w kostiumach. Mężczyźni noszą prochowce i kapelusze, kobiety sukienki o przygaszonych, zwiędłych barwach. Nie wyróżnia się nawet główna bohaterka Emilia Marty, która jedynie w pierwszym akcie występuje w sukience z białym krzyżem i czerwonym krawatem na czarnym tle (co zapewne było ukłonem w stronę duńskiej narodowości sopranistki Evy Johansson). W kolejnych aktach dominujące szarości i brązy znalazły się również na stroju Emilii Marty. W drugim akcie wystąpiła w jednolicie szarej garsonce. Ładnie to współgrało ze scenografią, ale zupełnie nie pomagało wykreowaniu demonicznej i drapieżnej postaci femme fatale, jaką jest przecież Emilia Marty/ Elina Makropulos w tym akcie. Autorka scenografii i kostiumów Anna Viebrock zdecydowanie nie ułatwiła zadania Evie Johansson!

 / Fot. Archiwum Teatru Wielkiego - Opery Narodowej/Fot. K. Bieliński

Rola Makropulos z pewnością należy do ciekawych. To postać kobiety otoczonej aurą tajemniczości - demoniczna i cyniczna femme fatale, na granicy znudzenia nieustającymi hołdami składanymi jej przez mężczyzn. Zarazem jest to rola dynamiczna, która wymaga od wcielającej się w nią aktorki -śpiewaczki zademonstrowania kobiecej pewności siebie, ale także w pewnym momencie desperacji, znużenia i rezygnacji. Rola Makropulos rozwija się niczym etapy żalu opisane przez Elsabeth Kubler-Ross. Od zaprzeczenia i izolacji od otaczającego bohaterkę świata, poprzez gniew i złość towarzyszące kontaktom z otoczeniem, poprzez próby przekupstwa i negocjacji, mające na celu uzyskanie tajemnej receptury eliksiru, aż po finałowe: depresję i akceptację nadchodzącej śmierci. Siła Makropulos tkwi w wiarygodnej psychologicznie konstrukcji postaci. To wszystko oraz dodatkowe odniesienia do świata opery (Emilia Marty jest znaną śpiewaczką) sprawia, że podobno artystki chętnie mierzą się z tą rolą, niejako marząc o micie operowej diwy i femme fatale. Znakiem czasu jest jednak, że obecnie wielkim śpiewaczkom i śpiewakom bliżej jest do wspominania wielkich poprzedników, dawnych mistrzów czy do zakładania fundacji pomocy niż do kreowania demonicznego wizerunku. Evie Johansson tylko częściowo udała się opisana wyżej kreacja Makropulos. Przekonująco wypadła w scenie z drugiego aktu z własnym wnukiem Bercikiem (w tej roli Raymond Very), który nieświadom pokrewieństwa próbował uwodzić własną babkę. Wiarygodnie zaprezentowała się również w scenach znudzenia adoratorami i w finałowej scenie przeszukania i sądu. Słabiej wypadła we fragmentach, w których należało pokazać magnetyczną osobowość femme fatale. Nie do końca stało się tak z winy artystki. Kostiumy również przyczyniły się do tego, że kreowana przez Johansson Makropulos była demoniczna na miarę szefowej działu HR. Ostry, dramatyczny sopran Johansson pasował do roli, brzmiał przekonująco i współgrał z ekspresjonistyczną muzyką. Dobrze wypadli w swoich rolach Jason Howard jako Jaroslav Prus i świetna Anna Bernacka jako Krista.

 / Fot. Archiwum Teatru Wielkiego - Opery Narodowej/Fot. K. Bieliński

Podczas warszawskiej premiery zobaczyliśmy dramat prawniczy o pożytkach płynących z dobrze przeprowadzonej sprawy spadkowej. Scenografia mocno podkreślała ten aspekt, rozgrywającego się na deskach warszawskiej opery dramatu. Nieco słabiej uwypuklony został, za sprawą mankamentów aktorskiej kreacji Emily Marty egzystencjalny thriller o marzeniach i złudzeniu, że długie życie ma samo w sobie inną, lepszą wartość. A szkoda, bo kto wie czy właśnie to nie byłoby ciekawsze.
Przedstawienie jest gratką dla melomanów. Kooprodukcja Opery Narodowej z Salzburger Festspiele jest bowiem rodzajem uznania dla naszej opery ze strony przedstawicieli jednej z najbardziej znanych muzycznych imprez globu. Osoby reżysera – Christopha Marthalera jak i współpracujących z nim osób, to z kolei nietuzinkowe postaci świata opery i zobaczenie efektów ich pracy na krajowej scenie to rzecz wyjątkowa. Podobnie jak wyjątkowa, bo w tym przypadku była to polska premiera, jest inscenizacja dzieła Leoša Janáčka.

Leoš Janáček z żoną. 1881 r. / Fot. Archive of the Department of Music History of the Moravian Regional Museum in Brno

Przedstawienie jest oczywiście gratką dla tych melomanów, których nie zniechęci dialogowa forma opery bez arii. Forma ta, nawet nie tyle teatralna co filmowa w swoim wyrazie sprawia, że przedstawienie jest gęste od sensów i znaczeń, które dodatkowo w napięciu podtrzymuje ekspresjonizm muzyki. Może to, trzeba uczciwie przyznać, nużyć, zwłaszcza gdy zawodzi aktorska kreacja. Może też wciągać i fascynować, gdy „wszystko gra” jak w finale opery.



Opera w trzech aktach
Libretto: Leoš Janáček według Karela Čapka
Dyrygent: Gerd Schaller
Reżyseria: Christoph Marthaler
Scenografia i kostiumy: Anna Viebrock
Reżyseria świateł: Olaf Winter
Dramaturg: Malte Ubenauf
Współpraca reżyserska: Joachim Rathke
Przygotowanie chóru: Bogdan Gola
obsada:
Emilia Marty - Eva Johansson
Albert Gregor - Raymond Very
Vitek - Jan Vacik
Krista - Anna Bernacka
Jaroslav Prus - Jason Howard
Janek - Rafał Bartmiński
Dr Kolenatý - Marek Gasztecki
Maszynista - Mieczysław Milun
Porządkowa / Pokojówka - Joanna Cortes
Hauk-Šendorf - Paweł Wunder
Jin Ling (aktorka) - Sasha Rau
Mary Long (aktorka) - Lidia Majerczak

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.