Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

183110 miejsce

Sądny dzień Listkoludków

Uroczystości pogrzebowe skopanej – posiedzenie zarządu – koterii będzie miało ogromne znaczenie, jeśli chodzi o poprawę wizerunku polskiej piłki w oczach opinii publicznej.

Nie czarujmy się, jedynym i najbardziej rozsądnym wyjściem z tragicznej sytuacji w jakiej jest obecnie polska piłka jest dymisja całego zarządu. Przecież akceptując decyzje dziewięcioosobowej Komisji Statutowej i sześcioosobowego prezydium ( z dnia 11 i 12 maja 2000 r.) zarząd dopuścił do stanu, z którego wynika że wybrane 11 grudnia 2004 r. władze Polskiego Związku Piłki Nożnej są nielegalne. Co, w połączeniu z aferami korupcyjnymi, „lewymi” licencjami i tajemniczymi kontraktami, pozwala na stwierdzenie, iż PZPN jest... organizacją przestępczą.

Mam nadzieję, że pierwszym i jedynym punktem obrad dzisiejszego spędu przestępców spod znaku "Listka" będzie głęboka analiza sobotniego artykułu Krzysztofa Guzowskiego w „Rzeczpospolitej” w którym redaktor przedstawił fakty, nie pozostawiające żadnych wątpliwości o tym, że sfałszowano statut.

Poza tym szacowna, skopana drużynka musi sobie wreszcie uświadomić, że rozpoczęcie przez ministra Tomasza Lipca, administracyjnej procedury wprowadzenia komisarza na "miodowe salony" jest oparte, nie na „papierze toaletowym”, a na niezbitych dowodach wielokrotnego łamania prawa, które zawarte są w 90-stronicowym raporcie.

Jeśli do tego dodać, wyniki reprezentacji i naszych, tfu, za przeproszeniem, drużyn eksportowych, żenujący poziom rozgrywek ligowych oraz kompromitujące – przeważnie uchodzące płazem – pomyłki „czarnych świstaków” to aż dziw bierze, że niektórzy członkowie zarządu przebąkują o szybkim pozbyciu się Michała Listkiewicza, wybraniu spośród siebie jego następcy i... dalszym kręceniu lodów – tyle tylko, że pod innym szyldem.
Ponieważ wśród „poważnych” kandydatów na następcę "Listka" wymienia się Jerzego E., Andrzeja S. i Jana B., pozwolę sobie, w kilku zdaniach, na scharakteryzowanie każdego z nich, bowiem kibice powinni wiedzieć, kto – do czasu wprowadzenia komisarza – będzie przez kilka tygodni pełnił zaszczytną funkcję skopanego bossa.

Jerzy E.


Zasłynął jako selekcjoner , kiedy to publicznie (zaraz po wywalczeniu awansu) obiecał zdobycie Pucharu Świata na MŚ 2002. Po czym zamiast intensywnie pracować z drużyną i rozszyfrowywać przeciwników, „uciekł” ze swoimi podopiecznymi w reklamy, w efekcie czego interpretacja gry naszych kopaczy na koreańskich boiskach do złudzenia przypominała hymn słynnej Edyty. Później był krótkotrwały epizod z krakowską Wisełką podczas którego pan Jerzy, najpierw obiecał stworzenie doskonałej kapeli, by kilka tygodni później dokonać nie lada sztuki… przegrywając – niemiłosiernie „rzępoląc” – walkę o Ligę Mistrzów z beznadziejnym Panathinaikosem Ateny. Natomiast, co się tyczy działalności związkowej, to Jerzy E. dał się poznać z jak najlepszej strony podczas zatrudniania selekcjonera – wolontariusza Leona zawodowca. Otóż kiedy miała nastąpić ta wiekopomna decyzja, pan Jerzy zadzwonił do mnie i prosił o nagłośnienie decyzji Rady Trenerów, o tym, że on i członkowie tego gremium kategorycznie (moim zdaniem bardzo słusznie) nie zgadzają się na zatrudnienie Holendra, który nie zna realiów panujących w naszym futbolu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy kilka dni później, zobaczyłem, jak przed Komisją Sejmową ds. Sportu zeznawali (czytaj bronili jednoosobowej decyzji "Listka" o powołaniu nowego selekcjonera) Dariusz Dziekanowski oraz kandydat na „wicka" od spraw szkolenia i dyrektora sportowego Listkolandu – Jerzy E. A swoją drogą, to jako członek Klubu Wybitnego Reprezentanta – chciałbym wiedzieć, czy funkcje te, pan Jerzy sprawuje jako wolontariusz, czy też pobiera comiesięczny szmal? Jest to o tyle ciekawe, bowiem jeśli Jerzy E. jest zatrudniony na etacie, to będziemy mieli odpowiedz na pytanie, ile na "miodowych salonach" kosztuje „zmiana poglądów”.

Andrzej S.


Podobną cenzurkę można wystawić „szefowi czarnych” Andrzejowi S., którego zadanie zrobienia porządków w temacie sędziowania przerosło i to ogromnie. Dowodem są pomeczowe „kontrowersje” w Canal+, podczas których, niejednokrotnie widzimy wypaczanie wyników spotkań przez skandaliczne decyzje arbitrów. Jednak najdziwniejsze jest stanowisko (a właściwie brak takowego) przewodniczącego PKS-u w sprawie obsadzanie trójki sprawiedliwych dla drużyny, szkolonej przez syna Andrzeja S. – Tomasza. Złośliwi, których nigdzie nie brakuje sugerują – ja osobiście w to nie wierzę –, że w zdobyciu tytułu przez warszawski zespół ogromny udział miały głośne uwagi (co widać podczas transmisji telewizyjnych z udziałem Legionistów) przekazywane z trenerskiej ławki, podczas spotkań przez Tomasza S. – asystenta Dariusza Wdowczyka.

Jan B.


Co zaś się tyczy trzeciego kandydata na „tymczasowego, chwilowego Listka”, to pragnę poinformować, że w gazecie „Dziennik” szczegółowo opisano zażyłą znajomość, by nie powiedzieć przyjaźń (brutalnie przerwaną przez wrocławskich prokuratorów), jaką darzą się: poseł Samoobrony pełniący jednocześnie funkcję prezesa jednego z 16 okręgowych związków Jan B. i słynny "Fryzjer".

Mając tak „bogaty” wybór spodziewam się, że trzydziestokilkuosobowe gremium zarządu (bardziej odpowiednia nazwa byłaby nierządu) poda się do dymisji. Panowie, jeśli tak nie postąpicie, to przedłużycie tylko swoją agonię i narazicie przyszłego komisarza na koszty. Będzie on musiał pojechać na spotkanie z prezydentem UEFA i przedstawić mu dowody waszych przestępstw. Natomiast po waszej dymisji i zwróceniu się do ministra sportu o ustanowienie komisarza, sprawa interwencji europejskich władz piłkarskich będzie nieaktualna. Przykład Włochów potwierdza moją tezę. Tak więc jeśli, jak publicznie zapewniacie, że dobro piłki leży wam na sercu, to zróbcie to na co czeka całe polskie społeczeństwo.

Jan Tomaszewski

* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym. - czy ten dopisek jest od Redakcji, czy to objaśnienie p. Jana?
O Lipcu też coś ostatnio wyciągnięto - podobno za imprezkę płacił ministerialna kartą... Każdy orze jak może...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.