2006-09-25 08:17, aktualizacja: 2006-09-25 08:17:15
Uroczystości pogrzebowe skopanej – posiedzenie zarządu – koterii będzie miało ogromne znaczenie, jeśli chodzi o poprawę wizerunku polskiej piłki w oczach opinii publicznej.
Nie
czarujmy
się, jedynym
i
najbardziej
rozsądnym
wyjściem
z
tragicznej
sytuacji
w
jakiej
jest
obecnie
polska
piłka
jest
dymisja
całego
zarządu. Przecież
akceptując
decyzje
dziewięcioosobowej
Komisji
Statutowej
i
sześcioosobowego
prezydium ( z
dnia
11
i
12
maja
2000 r.)
zarząd
dopuścił
do
stanu, z
którego
wynika
że
wybrane
11 grudnia 2004 r. władze
Polskiego
Związku
Piłki
Nożnej
są
nielegalne. Co, w
połączeniu
z
aferami
korupcyjnymi,
„lewymi”
licencjami
i
tajemniczymi
kontraktami,
pozwala
na
stwierdzenie, iż
PZPN
jest...
organizacją przestępczą.
Mam
nadzieję, że
pierwszym
i
jedynym
punktem
obrad
dzisiejszego
spędu
przestępców
spod
znaku
"Listka"
będzie
głęboka
analiza
sobotniego
artykułu
Krzysztofa
Guzowskiego
w
„Rzeczpospolitej” w
którym
redaktor
przedstawił
fakty, nie
pozostawiające
żadnych
wątpliwości
o
tym, że
sfałszowano statut.
Poza
tym
szacowna, skopana
drużynka
musi
sobie
wreszcie
uświadomić, że
rozpoczęcie
przez
ministra
Tomasza
Lipca,
administracyjnej
procedury
wprowadzenia
komisarza
na "miodowe
salony"
jest
oparte, nie
na
„papierze
toaletowym”, a
na
niezbitych
dowodach
wielokrotnego
łamania
prawa, które
zawarte
są
w
90-stronicowym
raporcie.
Jeśli
do
tego
dodać, wyniki
reprezentacji
i
naszych, tfu, za
przeproszeniem, drużyn
eksportowych,
żenujący
poziom
rozgrywek
ligowych oraz
kompromitujące – przeważnie
uchodzące
płazem – pomyłki
„czarnych
świstaków” to
aż
dziw
bierze, że
niektórzy
członkowie
zarządu
przebąkują
o
szybkim
pozbyciu
się
Michała
Listkiewicza, wybraniu
spośród
siebie
jego
następcy i... dalszym
kręceniu
lodów – tyle
tylko,
że
pod
innym
szyldem.
Ponieważ
wśród
„poważnych” kandydatów
na
następcę
"Listka"
wymienia
się
Jerzego
E., Andrzeja
S.
i
Jana
B., pozwolę
sobie, w
kilku
zdaniach,
na
scharakteryzowanie
każdego
z
nich, bowiem
kibice
powinni
wiedzieć, kto – do
czasu
wprowadzenia
komisarza – będzie
przez
kilka
tygodni
pełnił
zaszczytną
funkcję
skopanego
bossa.
Jerzy E.
Zasłynął
jako
selekcjoner , kiedy
to
publicznie (zaraz
po
wywalczeniu
awansu)
obiecał
zdobycie
Pucharu
Świata
na
MŚ 2002. Po
czym
zamiast
intensywnie
pracować
z
drużyną
i
rozszyfrowywać
przeciwników, „uciekł”
ze
swoimi
podopiecznymi
w
reklamy, w
efekcie
czego
interpretacja
gry
naszych
kopaczy
na
koreańskich
boiskach
do
złudzenia
przypominała
hymn
słynnej
Edyty. Później
był
krótkotrwały
epizod
z
krakowską
Wisełką
podczas
którego
pan
Jerzy, najpierw
obiecał
stworzenie
doskonałej
kapeli, by
kilka
tygodni
później
dokonać
nie
lada
sztuki… przegrywając – niemiłosiernie
„rzępoląc” –
walkę o
Ligę
Mistrzów
z
beznadziejnym
Panathinaikosem
Ateny. Natomiast, co
się
tyczy
działalności
związkowej, to
Jerzy
E.
dał
się
poznać
z
jak
najlepszej
strony
podczas
zatrudniania
selekcjonera – wolontariusza
Leona
zawodowca. Otóż
kiedy
miała
nastąpić
ta
wiekopomna
decyzja, pan
Jerzy
zadzwonił
do
mnie
i
prosił
o
nagłośnienie
decyzji
Rady
Trenerów, o
tym, że
on
i
członkowie
tego
gremium
kategorycznie (moim
zdaniem
bardzo
słusznie) nie
zgadzają
się
na
zatrudnienie
Holendra, który
nie
zna
realiów
panujących
w
naszym
futbolu. Jakież
było
moje
zdziwienie, kiedy kilka
dni
później, zobaczyłem, jak
przed Komisją
Sejmową
ds. Sportu
zeznawali (czytaj
bronili
jednoosobowej
decyzji
"Listka"
o
powołaniu
nowego
selekcjonera) Dariusz
Dziekanowski
oraz
kandydat
na
„wicka" od
spraw
szkolenia
i
dyrektora
sportowego
Listkolandu – Jerzy
E. A
swoją
drogą,
to
jako
członek
Klubu Wybitnego
Reprezentanta – chciałbym
wiedzieć, czy
funkcje
te, pan
Jerzy
sprawuje
jako
wolontariusz, czy
też
pobiera
comiesięczny
szmal? Jest
to
o
tyle
ciekawe, bowiem
jeśli
Jerzy
E. jest
zatrudniony
na
etacie, to
będziemy
mieli
odpowiedz
na
pytanie, ile
na
"miodowych
salonach"
kosztuje „zmiana
poglądów”.
Andrzej S.
Podobną
cenzurkę
można
wystawić
„szefowi
czarnych” Andrzejowi
S., którego
zadanie
zrobienia
porządków
w
temacie
sędziowania
przerosło
i
to
ogromnie. Dowodem
są
pomeczowe
„kontrowersje”
w
Canal+, podczas
których, niejednokrotnie
widzimy
wypaczanie
wyników
spotkań
przez
skandaliczne
decyzje
arbitrów. Jednak
najdziwniejsze
jest
stanowisko (a
właściwie
brak
takowego)
przewodniczącego
PKS-u
w
sprawie
obsadzanie
trójki
sprawiedliwych
dla
drużyny, szkolonej
przez syna
Andrzeja
S. – Tomasza. Złośliwi, których
nigdzie
nie
brakuje
sugerują – ja
osobiście
w
to
nie
wierzę –, że
w
zdobyciu
tytułu
przez
warszawski
zespół
ogromny
udział
miały
głośne
uwagi (co
widać
podczas
transmisji
telewizyjnych
z
udziałem
Legionistów)
przekazywane
z
trenerskiej
ławki, podczas
spotkań
przez
Tomasza
S. – asystenta
Dariusza
Wdowczyka.
Jan B.
Co
zaś
się
tyczy
trzeciego
kandydata
na
„tymczasowego, chwilowego
Listka”, to
pragnę
poinformować, że
w
gazecie
„Dziennik”
szczegółowo
opisano
zażyłą
znajomość, by
nie
powiedzieć
przyjaźń (brutalnie
przerwaną
przez
wrocławskich
prokuratorów), jaką
darzą
się:
poseł
Samoobrony
pełniący
jednocześnie
funkcję
prezesa
jednego
z
16
okręgowych
związków
Jan
B. i słynny
"Fryzjer".
Mając
tak „bogaty”
wybór
spodziewam
się, że
trzydziestokilkuosobowe
gremium
zarządu (bardziej
odpowiednia
nazwa
byłaby
nierządu) poda
się
do
dymisji. Panowie, jeśli
tak
nie
postąpicie, to
przedłużycie
tylko
swoją
agonię
i
narazicie
przyszłego
komisarza
na
koszty. Będzie
on
musiał
pojechać
na
spotkanie
z
prezydentem
UEFA
i
przedstawić
mu
dowody
waszych
przestępstw. Natomiast
po
waszej
dymisji
i
zwróceniu
się
do
ministra
sportu
o
ustanowienie
komisarza, sprawa
interwencji
europejskich
władz
piłkarskich
będzie
nieaktualna. Przykład
Włochów
potwierdza
moją
tezę. Tak
więc
jeśli, jak
publicznie
zapewniacie,
że dobro piłki
leży
wam
na
sercu, to
zróbcie to
na
co
czeka
całe polskie społeczeństwo.
Jan
Tomaszewski
* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje
się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego ma prawo dochodzić
sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor
felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.