Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2705 miejsce

Saga rodu Sadowskich herbu Nałęcz

W 1413 r., za zgodą króla Jagiełły, Wincenty Świdawa adoptował Vincenta de Frasne do herbu Nałęcz. Vincent ożenił się z Jadwigą, objął w posiadanie wieś Napachanie i przyjął miano: Wincenty de Napachanie herbu Nałęcz.

Herb rodu Nałęczów / Fot. Zdzisław SadowskiW 1410 r. rycerz z Francji Vincent de Frasne, ze swoim giermkiem Bernardem, jeździł po turniejach rycerskich w Europie, walcząc ze zmiennym szczęściem. Vincent, był trzecim synem Jeana de Frasne, więc nie mógł liczyć na odziedziczenie ich rodowej posiadłości, mógł tylko dorobić się majątku na turniejach lub liczyć na znaczne łupy w bitwach i potyczkach. Chciał wzbogacić się, chociaż na tyle, żeby kupić w swoim rodzinnym regionie Franche-Comté, jakiś dochodowy majątek ziemski, ożenić się szczęśliwie i zostać protoplastą nowego poważanego rodu.

Na ostatnim, przegranym turnieju, spotkał wysłanników wielkiego mistrza zakonu Ulricha von Jungingena, którzy namawiali rycerzy do udziału w krucjacie przeciwko Polsce i Litwie. Obiecywali uzyskanie w krucjacie znacznych łupów, niczym w wyprawach krzyżowych. Przedstawiali rycerzom w Europie wspaniałe korzyści z udziału w krucjacie, szerzenie chrześcijaństwa i bogate łupy. Vincent de Frasne, zdecydował się wziąć udział w tej krucjacie w chorągwi Świętego Jerzego (gości zakonu).

30 czerwca 1410 r. ze swoim giermkiem Bernardem stawił się w Malborku.
Zastał już tam rycerzy: Crequy, Fauquembergues, Auxerre, Offemont, Preaux, Bacqueville, de la Marche, z Francji, FitzAlan, Stafford. Lovell, Beauchamp, Plantagenet, Holland, Warwicka z Anglii, von Daun-Densborn, Luxembourg, von Schleiden z Luksemburga i innych znanych z turniejów rycerskich. Dowiedział się, że w chorągwi Świętego Jerzego pod dowództwem rycerza Krzysztofa von Gerstorf, będą mogli wspomóc Zakon Krzyżacki w prowadzeniu krucjaty przeciwko niewiernym na wschodzie Europy.

Vincent cieszył się, że zdążył przed wielka bitwą (ostateczną rozprawą z wojskami Polski i Litwy) i liczył na znaczne łupy, tym bardziej, że w turniejach rycerskich nie szło mu ostatnio najlepiej. 4 lipca chorągiew Świętego Jerzego, wraz z innymi chorągwiami krzyżackimi, zajęły pozycje na ufortyfikowanej przy pomocy palisad, linii obrony wzdłuż rzeki Drwęcy. Jednak Polacy i Litwini ominęli zastawioną pułapkę i obeszli wojska zakonne od wschodu i kontynuowały marsz w kierunku Malborka. Wojska krzyżackie, po odejściu wojsk polsko-litewskich znad Drwęcy, pomaszerowały przez Lubawę w kierunku Grunwaldu i Stębarka, z zamiarem przecięcia drogi wojskom Polskim i Litewskim.

Rankiem 15 lipca 1410 roku obie armie stanęły naprzeciw siebie. Chociaż Vincent de Frasne rwał się do bitwy, musiał poczekać aż do bitwy włączy się jego Chorągiew. Chorągiew świętego Jerzego weszła do bitwy w drugiej fazie, podczas ataku jazdy krzyżackiej na lewe skrzydło armii polsko-litewskiej. Bitwa ciężkiej jazdy obu stron wkrótce zamieniła się najpierw w potyczki grup rycerzy, a później niczym w turniejach, w pojedynki poszczególnych rycerzy i ich giermków w lesie i na bagnach. Vincent szukał rycerzy w bogatych zbrojach, los postawił mu na drodze rycerza Dobrogosta Świdawę z Szamotuł.

Najpierw konno, potem pieszo, rycerze walczyli do upadłego, aż nie mieli już siły podnieść miecza. Vincent de Frasne, nie widząc już szansy na wygraną, tym bardziej, że jego giermek leżał już pokonany, poddał się Dobrogostowi, zdając się na jego łaskę. Dobrogost wiedział, że tej walki nie wygrał, ale przyjął poddanie się przeciwnika, tym bardziej, że poddający się nie był Krzyżakiem, tylko gościem zakonu, jak zdołał się zorientować podczas walki, z dalekiej Francji. Po bitwie pod Grunwaldem Dobrogost Świdawa, odesłał Vincenta de Frasne z orszakiem z łupami i jeńcami, do Szamotuł, jednak nie jako jeńca, ale raczej swojego gościa.

Rycerze spotkali się w Szamotułach dopiero w grudniu 1411 r, gdyż król Jagiełło kontynuował działania wojenne. Vincenta de Frasne, ze względu na jego wesołe usposobienie, wszyscy szybko poznali, a tubylcy przemianowali go na Wincentego de Franse. Vincent zaprzyjaźnił się z bratem Dobrogosta – Wincentym, nauczył się też w międzyczasie polskiego języka, a nawet zaczął się ubierać po polsku. Szczególnie upodobał sobie łowy na grubego zwierza, na które nie mógłby raczej liczyć w ucywilizowanej coraz bardziej Europie. A przede wszystkim spodobały mu się polskie białogłowy, prawdziwe amazonki, nie takie jak Francuzki, drobne i subtelne.



Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Wejdź do kategorii MTG, tam redakcja umieszcza najciekawsze artykuły!.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.