Pozycja materiału w rankingach:
Parę lat temu mieliśmy z mężem i naszym przyjacielem okazję polecieć na wycieczkę do Tamanrasset, głównego miasta regionu gór Hoggar, na Saharze algierskiej.
Mieszkaliśmy w Algierze, skąd do miejsca oddalonego o półtora tysiąca km to już tylko „rzut beretem”. Mieliśmy przyjaciół, którzy pracowali w Tamanrasset. Ponieważ byliśmy przez nich zaproszeni, nie musieliśmy płacić za zakwaterowanie i w ten sposób zmniejszył się koszt wyprawy. Pomogli nam również w zaplanowaniu i przygotowaniu wyjazdu, oraz wybrali najlepszą porę wyprawy. Uprzedzili nas też, żebyśmy przewidzieli więcej czasu na wycieczkę niż to wynikało z planów, ponieważ tam czas płynie inaczej i "jutro" dla tamtejszych mieszkańców nie zawsze znaczy to samo, co dla nas. Poza tym mogą wydarzyć się jakieś przygody, które pokrzyżują plany i przedłużą nasz pobyt...
Polecieliśmy samolotem, ale nocnym kursem, tak, że nie widzieliśmy pustyni. Wynagrodził nam tę stratę świt. Samolot właśnie podchodził do lądowania, jak zza czarnej ściany postrzępionych w ostre szpice gór wyprysnęło słońce. Szczyty podświetlone od tyłu robiły wrażenie scenografii do baśni o złym czarowniku; groźne i niedostępne.
Sahara jest najbardziej suchą pustynią, więc zieleń w Tamanrasset jest rzadkością. W mieście jednak (wszak to oaza), poza drobną roślinnością rosną i drzewa, głównie tamaryszki i akacje. Znajomi z Tamanrasset umówili nas z przewodnikiem, który miał z nami pojechać samochodem terenowym i pokazać nam pustynię. Podnieceni perspektywą ciekawych przeżyć, szykowaliśmy się do wyjazdu. Niestety, musieliśmy poczekać jeden dzień, ponieważ umówiony przewodnik nie zgłosił się. Znajomi mieli rację, ten zapas paru dni już na początku wyprawy bardzo się przydał.
Było to tuż przed zachodem słońca. Ponieważ zachód słońca to jedynie moment, szybko zrobiło się ciemno i niezbyt przyjemnie. Pech chciał, że w dodatku złapaliśmy gumę i trzeba było wymienić koło. Niestety, znajomy nie miał podnośnika. Czarna noc, pustynia, żadnych osiedli ludzkich, do domu jeszcze 20 może 30 km i znikąd ratunku... Nie byliśmy przygotowani do przetrwania nocy; nie mieliśmy ciepłych ubrań, wody ani jedzenia. Całe szczęście, że ktoś z nas przypomniał sobie, że po drodze widział ognisko. Wobec tego panowie poszli (parę kilometrów) do tego obozu, dobrzy ludzie przyjechali z podnośnikiem, naprawili samochód i już szczęśliwie mogliśmy wrócić do domu.
Droga, którą jechaliśmy, nie była tą główną, transsaharyjską, tylko bocznym, piaskowym śladem od kół samochodów. Gdyby nie opatrzność w postaci ludzi, którzy znaleźli się na naszej drodze, nie wiadomo jak długo czekalibyśmy na pomoc. Była to dla nas pierwsza poważna przestroga i przypomnienie, że na pustyni trzeba być samowystarczalnym. Nie mieli takiego szczęścia dwaj młodzi mężczyźni, którzy w tym samym czasie wybrali się wyprawę indywidualnie, bez przewodnika. Ich ciała odnaleziono niedaleko od Tamanrasset. Zginęli, prawdopodobnie z głodu i wyziębienia. A przyczyną tragedii była awaria samochodu. Zobacz także:
Artykuły
(3)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 71 | Miejscowość: Rzeszów | Kraj: Polska
O mnie: Jestem emerytką, z zawodu pielęgniarką pracującą przez cały okres czynny zawodowo w stacji san. epid. w dziale promocji zdrowia. W lecie zajmuję się działką. Jestem optymistką z dystansem
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Iwona Pala 21.11.2008 00:43
Dziękuję Pani za te słowa o Algierii i wyprawie w głąb pustynii. Wraz z mężem i przyjacielem - Algierczykiem wybieramy się tam w tym roku. Nie będziemy korzystać z biur podróży, wszystko organizujemy sami, tak więc każda informacja jest dla nas ogromnie cenna.
Czy będzie ciąg dalszy opowieści o Algierii.....??? Byłabym ogromnie za to wdzięczna.
Iwona
Joanna Kryczka 06.03.2008 20:10
Cudowna wyprawa - szczerze jej zazdroszczę. Marzę o dalekich wyprawach, ale czy kiedyś uda mi się dotrzeć w to miejsce? Wątpię, to przecież "koniec świata"... Dzięki takiemu opisowi i zdjęciom rzeczywiście można pobudzić wyobrażnię!
Paulina Zielińska-Bałaga 06.03.2008 11:18
super zdjęcia i zapowiedź ciągu dalszego :)
Dikidu Kuluuu 28.02.2008 13:53
ja się wyłamię i plusa nie postawię :) można było to opisać ciut ciekawiej wg mnie :P
ale pochwalam fotki :)
Małgorzata Michnowicz 28.02.2008 10:46
bardzo interesujący tekst, gratulacje :) (+)
Barbara Chocianowicz-Markiewicz 28.02.2008 10:21
Bardzo dobrze się czytało, szczerze zazdroszczę wyprawy do Tamanraset, jeśli chodzi o Waszą przygodę to powtórzę za Partem dobrze, że pojawił się tekst, który zwraca uwagę, że w podróży trzeba się liczyć z różnymi ewentualnościami, w tym z niebezpieczeństwami
(+)
Jadwiga Kowalczyk 28.02.2008 08:11
+ Teresko - piękny debiut!
Najszczersze gratulacje!
Autor usunął profil 27.02.2008 18:52
Bardzo ladny debiut. Przeczytalem z przyjemnoscia. Tym bardziej, ze ktos wreszcze napisal nie tylko o cukierkowych wycieczkach, ale tez i o ew. niebezpieczenstwach.
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +9952)