Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36194 miejsce

Sahara algierska, Hoggar, Tamanrasset

Pustynia w rejonie masywu gór Hoggar, jest bardzo różnorodna krajobrazowo. Wkraczamy w obszar piaszczysty a następnie na bezgraniczną równinę.

Rzeźby skalne / Fot. Andrzej RogowskiMamy już za sobą przeżycia na Płaskowyżu Assekrem, dziwne rzeźby stworzone przez erozję i teraz ruszamy dalej na pustynię. Do tej pory wiodły nas do celu ślady samochodów, co znaczy, że były to trasy turystyczne, gdzie najczęściej docierają wycieczki. My mamy plan indywidualny. Nie znamy wprawdzie trasy szczegółowej, bo nawet wypunktowanie miejsc gdzie pojedziemy, nic nam by nie mówiło. Zdajemy się na doświadczenie przewodnika, jego instynkt i znajomość pustyni jak na Tuarega przystało. Jedziemy na przełaj.

Wydmy
Na początek przewodnik zaserwował nam „mocne uderzenie”. Zaczęło się pięknie, wjechaliśmy na pustynię piaszczystą, taką jaką sobie najczęściej wyobrażamy. Malowniczo pofalowane wydmy w pięknym złocistym kolorze, po których przyjemnie jest spacerować, ale dla samochodu nawet terenowego to duża trudność. W krótkim czasie sielanka się skończyła, zaczęły się większe wydmy, które musieliśmy pokonać. Nie było innej drogi, bo wydmy były przed nami, obok i już z tyłu. Jazda po sypkim piasku, ze wspinaniem się na wydmy i spadaniem w dół, wywoływała u nas przerażenie.
Rzeźby skalne / Fot. Teresa Hućko
Kilka razy koła buksowały, silnik ryczał z wysiłku. Nie zrobiliśmy żadnych zdjęć, bo kurczowo trzymaliśmy się siedzeń, (nasz landrower nie miał pasów bezpieczeństwa). Ufaliśmy jednak przewodnikowi, wiedzieliśmy, że sobie poradzi (bo ciągle jechaliśmy), ale w głowach kołatała jedna myśl: „żeby się tylko nie zakopać”. Już raz przeżyliśmy przygodę z niesprawnym samochodem i nie chcielibyśmy tego powtarzać... Przewodnik, jednak znał doskonale technikę jazdy w takim terenie i szczęśliwie „przeprowadził” nas na stabilny grunt. Całe szczęście, że nie była to duża przestrzeń.

"Rzeźby" skalne
W dalszych dniach wyprawy spotykaliśmy bardzo dużo skał luźno rozrzuconych wśród piasków, pojedynczych bądź w malowniczych grupach, wyrzeźbionych przez erozję w przedziwne kształty. Zastanawialiśmy się, czy człowiek wymyśliłby takie formy, jakie nadała im natura. Za każdym razem robiły na nas niesamowite wrażenie.

Rzeźby skalne / Fot. Teresa HućkoBezkresna równina
Po jakimś czasie naszej wędrówki dotarliśmy do miejsca, gdzie odczuliśmy dojmującą małość jako cząstki tego świata. Wszędzie, gdzie „coś się działo”, były elementy, które coś nam mówiły, w jakiś sposób były bliskie, chociaż inne – góry, skały, piasek, drzewo. Teraz zaczynało się coś, o czym nie mieliśmy wyobrażenia! Przestrzeń! W pewnym momencie znaleźliśmy się w błękitno–piaskowej „bańce”. Ogromna równina o twardym podłożu, sięgająca na wszystkie 4 strony świata aż po horyzont, bez żadnych wzniesień, czasem z pojedynczymi skałami. W górze błękitne nieprawdopodobnie czyste niebo i ta niesamowita bezgraniczna pustynia wkoło. Fascynowały nas te widoki. W takim miejscu można zwątpić w fakt, że ziemia jest okrągła. Kopuła nieba nad płaską ogromną powierzchnią pustyni sprawiała wrażenie płaskości ziemi. Tutaj odczuwaliśmy również nieprawdopodobną ciszę! Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że w cywilizowanym świecie nie doświadczamy ciszy. Zawsze, jeżeli nie bezpośrednio, to gdzieś w tle są dźwięki, jeżeli nawet nie spowodowane przez to człowieka, to przez naturę (ptaki, wodę, drzewa itd.) Na pustyni jedynym odgłosem, może być przelatujący samolot, ale my i tego słyszeliśmy. Powietrze było kryształowo czyste. Widoczność bardzo dobra. Widać było bardzo odległy horyzont i czasem złudzenie wody. Bardzo sucho.

Temperatura była już wysoka, a my nie pociliśmy się. Nasz przewodnik ostrzegał nas przed noszeniem bluzek czy koszul z krótkim rękawem, ze względu na operujące słońce. Sam był ubrany w parę warstw odzienia i nie zauważyliśmy, żeby chciał się rozbierać z powodu przegrzania. Do tego tekstu zamieszczam te zdjęcia, na których „coś się dzieje”, natomiast z tej pustej równiny, tylko dwa zdjęcia, bo szkodami miejsca na pokazywanie kilku jednakowych niebiesko – beżowych „chorągiewek”. Jechaliśmy w takiej scenerii parę godzin. Ostatecznie odetchnęliśmy z ulgą wieczorem, kiedy dotarliśmy do miejsca, gdzie były skały i nawet trochę zieleni.

Bezgraniczna równina / Fot. Teresa HućkoNasz przyjaciel przewodnik
Nie pisałam jeszcze nic o naszym przewodniku. Właściwe był kimś więcej jak przewodnikiem. Był przecież świetnym kierowcą i kucharzem. Nade wszystko był naszym przyjacielem, bardzo się o nas troszczył. Miał ważną zaletę – nie był gadatliwy. Nie zamęczał nas opowieści typu „to jest piękne”, „bez zobaczenia tego cała wyprawa nie ma sensu” itd., ponieważ on nas wiózł tam, gdzie uważał, że jest najpiękniej czy najciekawiej, a ocena czy tak było należała już do nas. Był bardzo powściągliwy w sposobie bycia i oszczędny w ruchach. Wyrażanie emocji (podniecenie, zachwyt, strach) oraz „bieganie po pustyni, wspinanie się na skały, to była nasza specjalność i nasz przywilej. Nigdy się nie denerwował i niczemu nie dziwił. Odpowiadał jednak chętnie na pytania i wyjaśniał sprawy, których my nie rozumieliśmy. Był Tuaregiem, człowiekiem urodzonym na pustyni, wychowanym w tych warunkach, przystosowanym do życia tu i tylko tu.

Bezgraniczna równina / Fot. Aleksander HućkoPosiłki
Bardzo dobrym przykładem jego dostosowania do życia na pustyni było przygotowywanie posiłków. Przez cały czas podróży obserwowałam go, jak się zachowuje przy gotowaniu. Potrafił przygotować cały posiłek (od momentu wyjęcia z samochodu naczyń, wody, jarzyn i mięsa, do momentu uprzątnięcia po posiłku) nie ruszając się z miejsca. Jak kucnął do rozpalenia ogniska, to wstał dopiero do schowania sprzętu i produktów do samochodu. Nie mogłam się nadziwić, mając w świadomości moją codzienną krzątaninę przy kuchni. Jedliśmy z jednego garnka w którym była zupa z warzywami i mięsem. Każdy sprawiedliwie po kolei nabierał łyżką porcję zupy i mięsa, oczywiście według ustalonej przez niego kolejności: najpierw mój mąż (już pierwszego dnia ustalił taką hierarchię), potem nasz kolega, ja i na końcu on. Pisałam wcześniej, że nie mieliśmy żadnej lodówki, a mięso leżało po prostu w otwartej skrzynce. W warunkach tak suchej pustyni jest to możliwe, ponieważ ze względu na brak wilgoci mięso szybko obsycha, a poza tym na pustyni nie ma bakterii gnilnych. Do końca było świeże.

Parzenie herbatek / Fot. Andrzej RogowskiHerbatka
Trzy razy dziennie (do trzech posiłków) piliśmy rytualnie parzone 3 herbatki. Pojemność jednej porcji to zaledwie 100 ml, a wystarczało nam, żeby przez parę godzin nie czuć pragnienia. Nie była to herbata w naszym pojęciu, ale specyficznie skomponowane (do każdej inne) i rytualnie zaparzane zioła z cukrem. Był to napój bardzo słodki, ale gaszący pragnienie i przyjemny w smaku. Po zaparzeniu herbaty, przewodnik nalewał ją do szklaneczek, podstawiał je kolejno każdemu z nas, według tej samej kolejności, o czym było wcześniej. Ponieważ ceremonia parzenia herbatek i gotowanie posiłku były czasochłonne, była to okazja do dłuższego odpoczynku, szczególnie w południe, kiedy słońce mocno przypiekało i jazda samochodem była dość męcząca. Wieczorem przy blasku ognia był czas na rozmowy. O wschodzie słońca dostawaliśmy herbatkę jeszcze do śpiworów. Dzięki takiej opiece mogliśmy bezpiecznie i względnie wygodnie podróżować po bezdrożach, nawet najbardziej dzikiej pustyni, co bardzo sobie ceniliśmy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Oj, i są dalsze części opowieści :)
Jestem nową użytkowniczką tej strony i jeszcze się nieco nie odnajduję. A takiego - niegadatliwego przewodnika - i bardzo uczciwego, mieliśmy w Maroku w Tarroudant. Zaprowadził nas w takie miejsca, o których nie ma nawet malutkiej wzmianki w przewodnikach. A wszystko robił za darmo niemal.....za 2 EURO...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Malownicze opisy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję odwagi i konsekwencji! A kiedy dalsze opowieści???

Komentarz został ukrytyrozwiń

;-)+

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.03.2008 21:02

Widać duży postęp w przelewaniu swoich przeżyć na "papier" - odrobinę więcej dramaturgii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
relacja jak ze zwykłej wycieczki - prosta i na pozór zwyczajna.
A przecież....bez tego Tuarega....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.