Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171461 miejsce

Sahara algierska, Hoggar, Tamarasset

Dalszy ciąg wyprawy do Tamanarasset i masywu gór Hoggar. Dzisiaj będzie pierwsza część wyprawy z przewodnikiem po bezdrożach pustyni

Skały w godzinach porannych. / Fot. Teresa HućkoSkały w godzinach porannych. / Fot. Teresa HućkoNareszcie przyjechał przewodnik. Po pierwszym dniu i przeżyciu przygody, zaczęliśmy przygotowania do wyjazdu na pustynię. Znajomi (już prawie tubylcy), zaproponowali nam płaskowyż Tasili. Zgodziliśmy się, bo polegamy na ich saharyjskim doświadczeniu. Byliśmy dobrze zaopatrzeni w żywność i wodę.

Opuszczamy masyw gór Hoggar, kierujemy się na południe, coraz bliżej równika. Droga skończyła się zaraz za Tamanrassetem i dalej jedziemy śladem samochodów. Trasa była wyboista i kręta, wiodła między spłaszczonymi szczytami coraz niższych gór, po kamieniach, omijając większe skały. Terenowy samochód pokonywał tę drogę bez trudu, my jednak znosiliśmy ją gorzej. Nie narzekaliśmy jednak, byliśmy bardzo podnieceni. Krajobraz był dziki, ale piękny.

"Miasto" na horyzoncie. / Fot. Teresa HućkoRzeźby skalne. / Fot. Tersa HućkoPołudniowy postój odbyliśmy w cieniu akacji. Po wypiciu trzech herbatek, które w sposób rytualny przygotował nasz przewodnik, małym posiłku i krótkim wypoczynku ruszyliśmy w dalszą trasę. Droga się wyrównała, skończyła się zieleń. Jechaliśmy po piasku, w dalszym ciągu śladami kolein samochodów. Zrobiło się spokojnie i sennie, dzień zbliżał się zachodowi. I nagle na horyzoncie ukazały się zarysy czegoś co przypominało miasto. Wyobraźnia pracowała: pewnie to jakieś zasypane ruiny siedlisk ludzkich? Przewodnik nie rozwiewał naszych domysłów, był bardzo tajemniczy. Powiedział tylko „tam będziemy nocować”. Szybko zbliżyliśmy się do tego „miasta”, które ostatecznie okazało się niesamowitym wytworem erozji. Na zdjęciach widać różne cuda natury, którym nadawaliśmy nazwy: pielgrzymi, katedra, sfinks itd.

Staraliśmy się zrobić jak najwięcej zdjęć, bo za chwilę miało zajść słońce. Urzekły nas kolory, które chcieliśmy utrwalić. Kolor tych skał i piasku był niesamowity. Wszystko było beżowe i pomarańczowe. Na tle tych kolorowych skał dziwnie wyglądało drzewko. Jedno, jedyne, chociaż dookoła dawno skończyła się zieleń. Właśnie tu pod tym drzewkiem mieliśmy pierwszy nocleg. Trzeba było zjeść kolację. Miała być gotowana. I to był dzień mojej klęski. Zaraz pierwszego dnia dałam plamę. Na pytanie przewodnika skierowane do mnie: - Czy sama przygotuję kolację, odpowiedziałam ochoczo: - Tak, przygotuję.

Rzeźby skalne. / Fot. Tersa HućkoRzeźby skalne. / Fot. Tresa HućkoOgnisko już było rozpalone, przygotowałam mięso, patelnię i po krótkim czasie okazało się - wszystko spaliłam. Nie miałam żadnego pojęcia o przyrządzaniu posiłków na ognisku. Brakowało mi kurka do zmniejszenia ognia, gdzieś mi się „schowały” w piasku sztućce do przewrócenia mięsa na patelni itd. Całkowita katastrofa. Na szczęście nasz przewodnik nie zdenerwował się, cierpliwie przyglądał się moim wyczynom i w końcu ze stoickim spokojem oznajmił: - No to teraz ja przygotuję kolację.

Dzięki niemu poszliśmy spać najedzeni. Mnie jednak, było wstyd takiego zachowania. Pokazałam moją arogancję i brak pokory osoby cywilizowanej, która często podejmuje zadania nawet jeżeli nie potrafi go wykonać, tylko dlatego, żeby coś udowodnić sobie czy innym. A wystarczyło powiedzieć: - Nie, nie umiem.

Rzeźby skalne. / Fot. Teresa HućkoUłożyliśmy się do snu w hotelu pod wieloma gwiazdkami, na materacach na piasku i pod baldachimem gwiazd całego nieba. Przyjemne było uczucie wolności i bezpieczeństwa. Przestrzeń pusta na setki kilometrów, bez okien z szybami dźwiękochłonnymi, drzwi z trzema zamkami i bez sufitu. Noc była niezwykła, takiej ilości gwiazd nie widziałam nigdy. Ciemność była całkowita (dopóki nie pokazał się księżyc). Niebo od jednego krańca horyzontu po drugi, wydawało się większe od tego, które znam. Widzieliśmy najpierw na północy gwiazdę polarną, a potem głęboką nocą gwiazdozbiór „krzyż południa”.

Rzeźby skalne. / Fot. Aleksander HućkoRzeźba skalna rano. / Fot. Teresa HućkoTamanrasset znajduje się poniżej zwrotnika raka stąd mimo, że to półkula północna widać gwiazdozbiory półkuli południowej. Teraz, może paść pytanie „a co ze skorpionami i jadowitymi żmijkami?”. Otóż nie czuliśmy zagrożenia, ponieważ nasza wyprawa zaplanowana została na okres kiedy „zwierzęta” trwają jeszcze w stanie hibernacji. Był to koniec lutego i początek marca. Toteż nie mieliśmy przygody ze skorpionem w śpiworze i nie ma historii z dreszczykiem na zakończenie tej opowieści. Następnego dnia rano, kolory były już całkiem inne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

;-)+

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.03.2008 22:42

Gratuluję odwagi podczas wyprawy po bezdrożach Sahary ,oraz odwagi poddania się bezwzględnej krytyce czytelników.
Gratuluję przebojowości,oraz wspaniałego debiutu.Tak trzymaj.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.03.2008 22:21

Jestem pod wrażeniem.Bardzo ładne zdjęcia,oraz ciekawy opis wyprawy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy, inspirujący i bardzo "rzeczywisty" artykuł - zupełnie inny od opisów z przewodnika.... Gratuluję!

Komentarz został ukrytyrozwiń

zaskakujące i malownicze spojrzenie na pustynię

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.