Pozycja materiału w rankingach:
Dalszy ciąg wyprawy do Tamanarasset i masywu gór Hoggar. Dzisiaj będzie pierwsza część wyprawy z przewodnikiem po bezdrożach pustyni

Nareszcie przyjechał przewodnik. Po pierwszym dniu i przeżyciu przygody, zaczęliśmy przygotowania do wyjazdu na pustynię. Znajomi (już prawie tubylcy), zaproponowali nam płaskowyż Tasili. Zgodziliśmy się, bo polegamy na ich saharyjskim doświadczeniu. Byliśmy dobrze zaopatrzeni w żywność i wodę. 
Południowy postój odbyliśmy w cieniu akacji. Po wypiciu trzech herbatek, które w sposób rytualny przygotował nasz przewodnik, małym posiłku i krótkim wypoczynku ruszyliśmy w dalszą trasę. Droga się wyrównała, skończyła się zieleń. Jechaliśmy po piasku, w dalszym ciągu śladami kolein samochodów. Zrobiło się spokojnie i sennie, dzień zbliżał się zachodowi. I nagle na horyzoncie ukazały się zarysy czegoś co przypominało miasto. Wyobraźnia pracowała: pewnie to jakieś zasypane ruiny siedlisk ludzkich? Przewodnik nie rozwiewał naszych domysłów, był bardzo tajemniczy. Powiedział tylko „tam będziemy nocować”. Szybko zbliżyliśmy się do tego „miasta”, które ostatecznie okazało się niesamowitym wytworem erozji. Na zdjęciach widać różne cuda natury, którym nadawaliśmy nazwy: pielgrzymi, katedra, sfinks itd. 
Ognisko już było rozpalone, przygotowałam mięso, patelnię i po krótkim czasie okazało się - wszystko spaliłam. Nie miałam żadnego pojęcia o przyrządzaniu posiłków na ognisku. Brakowało mi kurka do zmniejszenia ognia, gdzieś mi się „schowały” w piasku sztućce do przewrócenia mięsa na patelni itd. Całkowita katastrofa. Na szczęście nasz przewodnik nie zdenerwował się, cierpliwie przyglądał się moim wyczynom i w końcu ze stoickim spokojem oznajmił: - No to teraz ja przygotuję kolację.
Ułożyliśmy się do snu w hotelu pod wieloma gwiazdkami, na materacach na piasku i pod baldachimem gwiazd całego nieba. Przyjemne było uczucie wolności i bezpieczeństwa. Przestrzeń pusta na setki kilometrów, bez okien z szybami dźwiękochłonnymi, drzwi z trzema zamkami i bez sufitu. Noc była niezwykła, takiej ilości gwiazd nie widziałam nigdy. Ciemność była całkowita (dopóki nie pokazał się księżyc). Niebo od jednego krańca horyzontu po drugi, wydawało się większe od tego, które znam. Widzieliśmy najpierw na północy gwiazdę polarną, a potem głęboką nocą gwiazdozbiór „krzyż południa”. 
Tamanrasset znajduje się poniżej zwrotnika raka stąd mimo, że to półkula północna widać gwiazdozbiory półkuli południowej. Teraz, może paść pytanie „a co ze skorpionami i jadowitymi żmijkami?”. Otóż nie czuliśmy zagrożenia, ponieważ nasza wyprawa zaplanowana została na okres kiedy „zwierzęta” trwają jeszcze w stanie hibernacji. Był to koniec lutego i początek marca. Toteż nie mieliśmy przygody ze skorpionem w śpiworze i nie ma historii z dreszczykiem na zakończenie tej opowieści. Następnego dnia rano, kolory były już całkiem inne. Zobacz także:
Artykuły
(3)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 71 | Miejscowość: Rzeszów | Kraj: Polska
O mnie: Jestem emerytką, z zawodu pielęgniarką pracującą przez cały okres czynny zawodowo w stacji san. epid. w dziale promocji zdrowia. W lecie zajmuję się działką. Jestem optymistką z dystansem
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 11.03.2008 22:42
Gratuluję odwagi podczas wyprawy po bezdrożach Sahary ,oraz odwagi poddania się bezwzględnej krytyce czytelników.
Gratuluję przebojowości,oraz wspaniałego debiutu.Tak trzymaj.
Autor usunął profil 11.03.2008 22:21
Jestem pod wrażeniem.Bardzo ładne zdjęcia,oraz ciekawy opis wyprawy.
Joanna Kryczka 07.03.2008 09:01
Ciekawy, inspirujący i bardzo "rzeczywisty" artykuł - zupełnie inny od opisów z przewodnika.... Gratuluję!
Paulina Zielińska-Bałaga 06.03.2008 11:16
zaskakujące i malownicze spojrzenie na pustynię
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +9952)