
Przystojna bestia, wręcz nieprzyzwoicie, o głowę wyższy od przeciętnego tubylca, śniady permanentną opalenizną, w nieskazietelnie białej koszuli i przyciężkim złotym łańcuchu błyskającym na umiarkowanie odsłoniętym torsie.
Dzisiejszy niedzielny poranek przyniósł mi wspomnienie niedziel spędzanych w Rzymie. Każdy mający jakie takie pojęcie o pracy na saksach wie, że niedziela jest dniem wolnym i należy ją spędzić poza domem, w którym
wykonuje się na codzień mniej lub bardziej uciążliwe obowiązki.
Kilka moich rzymskich niedziel, spędzanych na wędrówkach połączyły pewne szczególne, a nawet komiczne wydarzenia.
Ponieważ godziny południowej sjesty należy spędzić w jakimś zacienionym miejscu i koniecznie conajmniej na siedząco - usiadłam pewnego skwarnego popołudnia na ławeczce, pod ogromnym platanem. Właśnie przecierałam mokrym ręcznikiem zmęczone nogi, kiedy na pustawej ulicy pojawił się, zmierzając prosto do mnie, pewien pan.
Przystojna bestia, wręcz nieprzyzwoicie, o głowę wyższy od przeciętnego tubylca, śniady permanentną opalenizną, w nieskazietelnie białej koszuli i przyciężkim złotym łańcuchu błyskającym na umiarkowanie odsłoniętym torsie.
W niezwykle grzecznych słowach, łamanych francuskim akcentem i takimiż wtrętami poprosił mnie o pomoc. Znalazł się bowiem w bardzo niefortunnej sytuacji: przyjechał do Rzymu z żoną i synkiem, zorientował się, że został doszczętnie okradziony i tak oto wędruje szukając u ludzi pomocy. Głodna rodzina czeka na dworcu. Krótko mówiąc potrzebuje nieco pieniędzy, bo nie ma nawet na telefon do Paryża, aby mu z jego własnej firmy na ratunek pośpieszono. Do policji zwrócić się nie może, bo jest osobistością znaną, a w Rzymie przebywa incognito.
W całym przemówieniu jeden fragment był dla mnie najbardziej wiarygodny: elegancki pan jest znany policji. Nie bardzo wiedząc do jakich granic funkcjonuje uprzejmość owego pana, zaryzykowałam; posługując się łamaną włoszczyzną z akcentami polskimi wskazałam mu najbliższy, widoczny o kilkadziesiąt metrów elegancki hotel, gdzie zapewne z pełnym zrozumieniem pozwolą mu zateleksować do Paryża. W ten sposób wybrnie z tarapatów.
Elegancki pan przyjął moją wskazówkę wdzięcznym sercem oraz dziwną miną, po czym (chwała Bogu), odszedł w siną dal.
Kilka tygodni później spotkałam owego pana na Placu Weneckim. Kręcił się w tłumie i - co ja takiego w sobie mam?! - podszedł do mnie z prośbą o pomoc, bo wysiadł na dworcu i...
Ubawiona serdecznie pozwoliłam eleganckiemu panu wygłosić swoja kwestię do końca.
- Bardzo daleko od dworca zaszedłeś - żona i syn pewnie już głodni, stwierdziłam ze współczuciem.
Popatrzył na mnie dość zjadliwie i poszedł dalej.
Może ktoś teraz uwierzyć albo nie w ciąg dalszy, ale tego nie byłabym w stanie wymyślić: już następnej niedzieli ten sam elegancki pan zaczepił mnie ponownie w okolicy Villa Borghese. Tym razem, zmęczona upałem rzuciłam zjadliwie: " już trzeci raz mnie zaczepiasz, chyba potrzebujesz okularów"!
- Porcamiseria! – rzekł nieco mniej elegancko i dał nura w tłum, mamrocząc pod nosem coś na temat "stregi".
I tak w pamięci owego szalenie przystojnego pana zapisałam się zapewne na trwałe jako wiedźma. Nie wykluczone też, że zorientował się wreszcie, że skleroza nie boli. Bo chodzenie i tak miał wpisane w zawód.
Zobacz także:
Artykuły
(682)
Galerie
(88)
Średnia ocen
(4.20)
Miejscowość: w drodze | Kraj: Polska
O mnie: Emerytka. Stosunek do rzeczywistości ironiczno-cyniczno-pobłażliwy. Nie lubi rzepów na psim ogonie, dredów i wszelkich innych koltunów.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Artur Wojnowski 11.03.2007 18:17
Zabawne :-)
W zastępstwie Mirnala pozwolę sobie na poprawki:
co najmniej
na co dzień
niewykluczone
Aleksandra Solarewicz 11.03.2007 09:16
Asia, zanim wyślesz tekst do moderacji, przeczytaj go sobie samej, na głos. Możesz też podesłać go jakiemuś potencjalnemu czytelnikowi (znajomemu). To pomoże wyłapać Ci błędy stylistyczne, a także jakieś niejasności, niespójność myśli itd. Jakby co, w moim profilu jest GG, możesz śmiało klikać, chętnie pomogę.
Jadwiga Kowalczyk 11.03.2007 08:59
asiawiosna - oczywiście, że dość często, szczególnie na początku. Nie zawsze temat gładko "wchodzi". Redaktorzy udzielają wówczas w e-meilu wskazówek. Trzeba przeanalizować dokładnie o co chodzi, poprawić, skorygować ,przyciąc, naddać i przesłać ponownie do wglądu. Wszystko odbywa się sympatycznie i z wdziękiem.
Joanna Skubała 11.03.2007 08:47
Chciałabym Państwa się spytać czy często zwracają Wam wasze artykuły? jestem osoba początkujacą i chętnie przyjmę kilka słów pomocy.
Aleksandra Solarewicz 11.03.2007 08:40
Wdzięczny tekst i napisany z talentem. Bardzo mi się podoba.
Joanna Skubała 11.03.2007 08:36
milej czytac o czymsc wesolym niz w kolko o p6rzek6retach politycznych :)
Joanna Skubała 11.03.2007 08:35
Interesujący i miło się z rano uśmiechnąć :)
Katowice. Straż Pożarna zaprasza
(odsłon: +134)