Facebook Google+ Twitter

Salami z instrukcją obsługi

Anna od małego przywykła, że jest coś takiego jak „paczka z Ameryki”. Zaraz po wojnie, przez Czerwony Krzyż odszukała adres matki ciotka – przedwojenna emigrantka.

Od czasu do czasu przysyłała więc paczki a to z przedziwnymi ubraniami, których by tu na ulicę nikt nie włożył, a to z żywnością, co już było bardziej użyteczne. Paczki, tak jak wszystkie przesyłki z imperialistycznego kraju były ściśle kontrolowane i – chyba drogą losowania – okradane. Oczywiście zasadnicza zawartość docierała, ale od czasu do czasu zdarzała się cegła lub inny rarytas. Waga się zgadzała, smak niezupełnie.

Były też paczki z UNRRA. Te przynosiła pracująca tam starsza siostra, ale szybko wyjechała do stolicy, zamieniając się przez zamążpójście w rodowitą warszawiankę. No prawie. Reszta rodzeństwa też się jakoś po świecie rozpełzła. Przy starzejącej się matce została Anna - ta najmłodsza, wyskrobek i podpora na stare lata. A lata płynęły, ciotka w Ameryce doszła do wnioski że po tak długim czasie każdy się już jakoś urządził pomocy nie potrzebuje. Anna wyszła za mąż, urodziła dzieci, ganiała do pracy, wystawała w coraz dłuższych kolejkach; jak już się w sklepach zrobiło całkiem kuso, podkradała w pracy watę i ligninę dla ekspedientek, które zostawiały kartoflaną mąkę, kisiele i budynie dla najmłodszego dziecka.

Dziecko miało zespół złego wchłaniania, zaleconą dietę bezglutenową, kukurydzę i banany na obrazku oraz w telewizji u małp pp. Gucwińskich. W miseczce zakazaną bułkę z mlekiem. Matka starzała się i dziecinniała – jak to ze starszymi bywa. Siostra od czasu do czasu składała krótkie wizyty, przywożąc matce słodycze i... szpileczki wbijane w Annę, tę chamkę prowincjonalną. Mijał tak rok za rokiem aż któregoś dnia w stanie wojennym zapukał do drzwi młody człowiek, przedstawił się jako kurier, sprawdził tożsamość i przyniósł paczkę! Z Ameryki!

Paczka nosiła nazwę agencji wysyłkowej, pieczęcie poczty amerykańskiej, i nazwisko dalekiego kuzyna napisane dziwnie znajomym pismem. Nic do niczego nie pasowało, ale co tam! Ważne, że przysłali. Cała rodzina entuzjastycznie zdzierała opakowanie, by dobrać się do nieznanych przysmaków. Były więc i czekoladki i kolorowe M&M, puszeczki z pasztetami i cała masa pyszności oraz jedno takie długie, twarde i starannie zawinięte. Pewnie sucha kiełbasa orzekła Anna. Rozwijała powoli warstwy papieru, aż dotarła do notatki: „To jest salami, kroić bardzo cienko, mamusi też dawać po plasterku”. Po chwili konsternacji podniosła opadłą szczękę i rzekła: przecież to pismo S..., widać teraz w Ameryce siedzi i paczkami rządzi.

Zawartość paczki znikła bez śladu w łakomych paszczach, ale paczka nie przestała istnieć. Stała się domowym mitem, symbolem, ikoną. Przez długie lata dzieci Anny posługiwały się w sytuacjach dziwnych a nieprzewidzianych instrukcją: „to jest salami, kroić cienko, mamusi też dawać”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Milusie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.