
Łódź. Ulica Przybyszewskiego, około godziny trzynastej. Podróż tramwajem zostaje przerwana z powodu dość niecodziennej sytuacji. Bardziej od wydarzenia zastanawia, a jednocześnie bawi i przeraża ludzka reakcja...
Jadę tramwajem linii numer 5. Pojazd skręca w ulicę Przybyszewskiego, by po chwili nagle się zatrzymać. Zobacz także:
Artykuły
(270)
Galerie
(24)
Średnia ocen
(4.57)
Wiek: 22 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: http://krzysztofbaraniak.weebly.com
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Anna Mucha 21.02.2007 21:44
fajnie napisany tekst i niestety prawdziwy, bo również bywam świadkiem takich sytuacji..
Autor usunął profil 30.01.2007 12:52
Ludzie są tacy niewzruszeni i obojętni na to co sie dzieje dookoła. Bardzo spobobało mi się ostatnio określenie, ze po prostu "panoszy się znieczulica". Nikt nie zaraca uwagi na kogoś kto lezy na ulicy, każdy myśli "Na pewno jakiś pijak!", a może to porządny obywatel, który zemdlał, albo miał zawał o tym myśli dopiero setna osoba która go mija (o ile w ogóle). To straszne co sie ostatnio zrobiło. Czy nie powinnismy współpracować dla dobra naeszgo i innych... ehhh....
Mir Nalezińskí 30.01.2007 10:06
Plus za opisanie ciekawego incydentu.
*Czy aż tak bardzo kochamy utrudniać sobie życie, całkowicie odrzucając najprostsze rozwiązania? * -tu bym sie nie dziwił, bowiem taka jest właśnie Polska. Jeśli klient (autor) wysyła artykuł do urzędnika (redaktor) i tekst jest odrzucany, bo termin został przekroczony i nie jest to nius, to mamy dokładnie przypadek tego strażnika - on ma władzę i nie musi popchać auta. Bo nie. Nie musi sie nawet tłumaczyć. I co mu zrobi reszta klientów? Można iść na inny tramwaj jak się nie podoba. Świetny tekst i dobre analogie - muszę coś napisać o polskiej nieuprzejmości. Dalej - ten strażnik wie, że ktoś może to opisać krytycznie i mu wisi, że jego dowódca przecież może mieć kłopoty. I tu mamy podobnie - bezsensowana decyzja zablokowania tekstu nie przydaje nikomu chwały, bo szef przeczyta tekst i w myślach zapyta - o co urzędniczce chodziło, ale na zewnątrz musi trzymac sztamę, czyli solidarność zawodowa (stadna). Oczywiście - pasażer wkurzony idzie na inny tramwaj, a komu zależy na tym jednym pasażerze? Nikomu. Tramwaj pojedzie dalej z małym opóźnieniem. Tramwajarka i strażnik mają małe zawirowanie, ale z roboty przeciez nie wylecą bo i za co? Oto Polska nasza kochana.
A w ofercie napisali - piszcie, dyskutujcie, miejcie swoje opinię...
Jolanta Paczkowska 30.01.2007 07:23
Kuba, winę ograniczyłam do straży, bo ta wynika z tytułu artykułu. Wydaje mi się, że ludzie zaczęli kombinować wtedy, gdy usłyszeli słowa strażnika: Może on zna jakieś przypadki, że potem były nieprzyjemności? Tam, gdzie strażników nie było (jak pisze Maciej), ludzie działali spontanicznie.
Poza tym chętnie poznałabym przykłady zaangażowanego działania straży miejskiej. Tu np. nie mogliby zapobiec takim sytuacjom?
W którym kraju ludzie reagowaliby inaczej?
Krzysztof Olejniczak 29.01.2007 21:28
świetny tekst... plusik ode mnie
Jakub Kwaśnik 29.01.2007 21:09
Ja tu skomentowałem "Oto Polska właśnie" I ja słów tych bronił będę, choć już widzę, ze jestem w roli Dawida, a reszta - Goliata :D. To uwaga - powiem więcej - "Tylko w Polsce..." Już tłumaczę. Jolu - nie straż miejska, przynajmniej nie tylko - "Z nadzieją szukam wsparcia u mężczyzn stojących z boku. Nikt nie jest skory ubrudzić rączek i przesunąć wadzący pojazd. Wolą bezczynnie przypatrywać się." Te słowa nie dotyczą tylko straży miejskiej - dotyczą innych ludzi. To było po pierwsze. Po drugie: uważam, że w polskiej mentalności zostało coś z czasów sarmatów - wrodzone lenistwo i "jaśniepaństwo". O tej drugiej cesze słyszało zapewne wielu, jednak mało kto spotkał się z taką nazwą. Już tłumaczę: "jaśniepaństwo" to przejaw postawy - "Ja sobie rąk tym brudził nie będę. Od tego jest pospólstwo. Jestem przecież człowiekiem na poziomie. Niech w takim razie reszta się zajmie tym. Poza tym się spieszę, a więc żwawo, reszta, do roboty". Sytuacja pokazana przez Krzyśka jest ilustracją tej właśnie szlacheckiej cechy. Dlatego też popieram słowa dot. mentalności.
PS: Całkowicie popieram Asię - to jest dla mnie dziennikarstwo obywatelskie.
Katarzyna Bresler 29.01.2007 21:03
na własne uszy słyszałam Twoją irytację i jestem pełna podziwu, że ująłeś całą sprawę tak delikatnie. sytuacja idealnie obrazuje stan polskiego społeczeństwa i kierunek w którym dryfuje. wprost na krawędź wodospadu zresztą.
Autor usunął profil 29.01.2007 20:50
Fajny tekst, ale nie rozumiem komentarzy w stylu "a to Polska właśnie" itd. Po co takie wielkie słowa? Iksiński Wam nasika na wycieraczkę, to zakrzykniecie "co z tą Polską?" Bez żartów.
Aleksandra Solarewicz 29.01.2007 20:09
Jak zwykle zaskakująco i z życia.. . Plus.
PS. Kiedyś widziałam, jak dwóch sanitariuszy pchało ambulans.
Jakub Dudek 29.01.2007 19:44
Jest też opcja, że strażnik po prostu wolał nie chciał ryzykować... Taki kierowca pewnie się nie pokaże na zawołanie, ale po dotknięciu jego samochodu gotów będzie wyjechać z mordą na Bogu ducha winnych ludzi...