Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17513 miejsce

Samochód - czy wciąż jest wyznacznikiem statusu?

Samochód powoli staje się takim samym przedmiotem użytkowym jak pralka czy lodówka. Ma jak najdłużej działać, w miarę odpowiadać pragmatycznym oczekiwaniom właściciela i być jak najmniej kosztowny w utrzymaniu.

Jeszcze nie tak dawno, jakieś dziesięć piętnaście lat temu, posiadanie odpowiedniego samochodu wyznaczało status jego właściciela. Inaczej traktowało się kogoś, kto w garażu pucował piętnastoletniego malucha, a inaczej obywatela, który beztrosko podjeżdżał pod automatyczną myjnię dwuletnią beemką. Ten drugi wóz było prostu raczej niedostępny dla zwykłego śmiertelnika. Trzeba było być albo dobrze urodzonym albo przydatnym członkiem jednej z organizacji, które swoje siedziby miały w Wołominie lub Pruszkowie.

Jeszcze inną rolę wyznaczał posiadaczowi auta czas przed 1989 rokiem, kiedy to na polskich drogach królowały Maluchy Duże Fiaty i Syreny. Samochód w tamtych czasach statusu społecznego raczej nie wyznaczał bo i możliwości techniczny ku temu raczej nie było. Rodzajów pojazdów było tyle co kot napłakał, więc ni było wielkiej różnicy między posiadaczem dużego fiata czy malucha, a szczęśliwym właścicielem Wartburga. Zaś służbowe Wołgi raczej nie przysparzały społecznego szacunku, tak że o nich raczej nie ma co wspominać.

Dziś wygląda to jeszcze inaczej. Powoli zbliżamy się do europejskich standardów, gdzie samochód nie jest wyznacznikiem statusu społecznego, a jeśli już to trzeba mieć coś na miarę bentleya, czy pruć bocznymi uliczkami oryginalnie odrestaurowaną limuzyną z lat trzydziestych dwudziestego wieku. Stało się tak z prostej przyczyny: otóż ceny samochodów, relatywnie dobrych i trwałych, spadły dość znacznie za sprawą eksportu używanych maszyn, głównie z Niemiec. Druga sprawa to zalew produktów z Azji. Kto bowiem słyszał jakieś piętnaście lat temu o marce Kia. Prawie nikt, choć to jedna z najstarszych koreańskich fabryk zajmujących się produkcją pojazdów samochodowych. A przecież solidną, rodzinną Kię można kupić już za niecałe trzydzieści tysięcy złotych. I to wcale nie starego złoma, tylko pięcio –sześcioletni samochód z solidnym wyposażeniem.

Samochód powoli staje się więc takim samym przedmiotem użytkowym jak pralka czy lodówka. Ma jak najdłużej działać, w miarę odpowiadać pragmatycznym oczekiwaniom
właściciela i jak być jak najmniej kosztowny w utrzymaniu. I tylko czasem szkoda tych czasów, w których posiadanie dziesięcioletniej Syrenki generowało tabuny Pomysłowych Dobromirów. I być może posiadanie takiego wehikułu nie świadczyło o wysokiej p[pozycjo społecznej, ale ile ich, zamykanych na zwykły haczyk jeździło po polskich drogach?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.