Pozycja materiału w rankingach:
W czasie wakacji najczęściej dochodzi do inicjacji seksualnej młodych ludzi. Dlaczego szkoła i rodzice chowają głowę w piasek?
– Wyrwaliśmy się z kolegami pod namiot – opowiada Michał, 22-letni
student. – Miałem wtedy szesnaście lat, poznałem dziewczynę, starszą
trochę ode mnie. Wiedziałem co i jak, ale skończyło się totalną klapą.To jest najczęstszy scenariusz inicjacji seksualnych wśród młodzieży
– tłumaczy Beata Jarosz, doradca rodzinny z Wrocławia. – Byle gdzie,
byle jak i z byle kim. Najczęściej cierpią wtedy dziewczyny – dodaje.
Wakacje
sprzyjają takim sytuacjom. Także wśród dorosłych. Jest więcej luzu,
miły wieczór, impreza, czasem upojna dyskoteka i zachód słońca na
plaży. – A potem do poradni telefonują mężczyźni, którzy pytają, gdzie
można zrobić szybko test na HIV, i kobiety z prośbą o spotkania z
ginekologiem – wyjaśnia Beata Jarosz. – Są mocno zdenerwowane. Szukają
specjalisty, który jak strażak ugasi pożar.
Czy to oznacza, że
młodzi ludzie mają tak niewielką wiedzę o antykoncepcji? Niekoniecznie.
Według Beaty Jarosz dostęp do informacji jest powszechny. Choćby w
internecie. Lekarze także chętnie przedstawiają metody zapobiegania
ciąży. I naturalne, i sztuczne. Tyle że gdy przychodzi co do czego,
zainteresowani o nich zapominają.
Marzena jest tegoroczną maturzystką. O
swoim pierwszym chłopaku opowiada niechętnie. To była wakacyjna miłość.
Lato było gorące. W szkole na „te tematy” dowiedziała się niewiele. W
domu o tym się nie mówiło.
– Rodzice się wstydzili, ja czułam się zażenowana i nigdy nie pytałam – tłumaczy. Skąd więc ma wiedzę? Od koleżanek i z filmów.
Wojtek Cugowski, 30-latek, muzyk, syn lidera Budki Suflera, bardzo ciepło wspomina pierwszy samodzielny wakacyjny wyjazd.
–
Jeździliśmy nad jezioro, niedaleko Lublina. Robiliśmy różne rzeczy, ale
zawsze wiedzieliśmy, gdzie jest granica – wspomina. – Każdy ją znał,
dwa piwa i koniec. Chyba byliśmy nieco inaczej wychowani – dodaje. W
domu Cugowskich seks nie był tematem tabu, ale rodzice nie robili
jakichś wykładów na ten temat. W szkole nie mówiło się o tym w ogóle.
Gdzie się dowiadywał o tych sprawach? – Najczęściej w męskiej szatni –
śmieje się gitarzysta zespołu Bracia. – A teraz minister Giertych chce
zabrać jedną godzinę wychowania fizycznego, więc nawet tę możliwość
poznania intymnych szczegółów ograniczy współczesnym chłopakom.
Lech Janerka ma dwie dorosłe już
córki. Nie pamięta, kiedy dziewczyny pierwszy raz wyrwały się same na
wakacje. Wspomina jednak, że gdy to nastąpiło, wiedziały wszystko, co
powinny.
– Po prostu im o tym powiedzieliśmy – wyjaśnia muzyk. – Wyposażyliśmy we wszystkie potrzebne informacje.
Pomysł
Ministerstwa Edukacji Narodowej z propagowaniem naturalnych metod
zapobiegania ciąży wrocławski rockman ocenia bardzo negatywnie.
–
Jeśli pan minister mówi o termometrze, to niech go sobie sam wsadzi –
podkreśla Janerka. – I zmierzy sobie temperaturę. Może to będzie
remedium na jego problemy.
Dlaczego rodzice nie rozmawiają z dziećmi
o seksie? Bo ich wiedza na temat zachowań seksualnych jest niewielka i
wstydzą się poruszać takie tematy. Zdaniem Beaty Jarosz dorośli bardzo
często za jedyną metodę antykoncepcyjną uważają ścisłe przestrzeganie
godzin powrotu do domu.
– Wydaje im się, że powrót o godzinie 20
załatwi wszelkie problemy – tłumaczy psycholog. – Próbują odsunąć od
siebie myśl, że ich dziecko może rozpocząć pożycie seksualne. Czasami
prowadzą swoje pociechy do lekarzy, by ci im wyjaśnili, do czego służy
prezerwatywa i jak zapobiegać niechcianej ciąży. To stanowczo za mało.
Z dziećmi rozmawiać trzeba o wszystkim, a seks i antykoncepcja to
zaledwie wycinek wiedzy potrzebnej im do życia.
Według Wiesława Ślósarza,
wrocławskiego seksuologa, młodzi ludzie mają wiedzę o erotyce, ale
podobnie jak w przypadku lekcji historii czy fizyki, jednym uchem
wiadomości przyjmują, drugim wypuszczają.
– Matki często
przyprowadzają dzieci przed wakacjami do specjalisty, by dowiedziały
się wszystkiego o antykoncepcji – tłumaczy seksuolog. – Nie czują się
na tyle kompetentne, by o takich rzeczach mówić, a chcą mieć czyste
sumienie, że zrobiły wszystko.
Satyryk Stanisław Szelc ma troje
dorosłych dzieci. W ich rodzinie nie ma tematów tabu, ale o seksie
najczęściej rozmawiała z nimi żona. Bo miała więcej odwagi.
– Jak
dzieci były małe, kupiliśmy im książkę amerykańskich autorów – śmieje
się Szelc, który uważa, że Polacy są zbyt pruderyjni. – Tam było
wszystko wyjaśnione z najdrobniejszymi szczegółami. Dzieci już umiały
czytać, przez trzy dni chodziły z czerwonymi uszami, a potem rzuciły
książkę w kąt, bo się wszystkiego dowiedziały.
W domu Szelców dzieci zawsze traktowano jak równoprawnych partnerów.
–
Oczywiście było to partnerstwo sterowane – wyjaśnia. – Ale dzięki temu
nie było wakacyjnych gigantów, a dzieci do dziś bardzo chętnie wracają
do domu. Przede wszystkim po to, żeby opróżnić lodówkę – dodaje
złośliwie, ale mówi, że był taki sam, więc je rozgrzesza.
Dzieci
innego znakomitego satyryka, Janusza Rewińskiego, też są już dorosłe.
Mówi więc, że problem z uświadamianiem ich ma już z głowy. Rewiński
zastrzega jednak, że kiedy trzeba było, rodzina stanęła na wysokości
zadania. Ministerialne pomysły na propagowanie naturalnej antykoncepcji
zbywa śmiechem. – Mam taki pomysł, żeby minister zdrowia i minister
edukacji zamienili się miejscami. Resorty z oczywistych względów na tym
nie ucierpią – wyjaśnia satyryk. – Pan Giertych będzie miał bliżej do
lekarzy, a w szkołach będzie więcej Religi.
Wiek inicjacji
seksualnej wśród młodych ludzi niepokojąco się obniża. Zdaniem
psychologów pocieszające jest to, że nastolatki jednak trochę
fantazjują o swoich doświadczeniach.
– Mówią różne rzeczy, bo nie
wypada powiedzieć, że jeszcze nie miało się chłopaka czy dziewczyny.
Ale te opowieści o seksie, to często nieprawda – wyjaśnia Beata Jarosz.
Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Mir Nalezińskí 23.01.2007 09:35
A może by tak wprowadzić częściową odpłatność za testy na hiv? Jakby ktoś zapłacił 100-200 zł to może by się zastanowił drugim razem? Potraktować jak mandat.
"Gorący" Zlot Morsów w Mielnie [Zdjęcia]
(odsłon: +849)