Facebook Google+ Twitter

Samodzielne wakacje nastolatków. Czas seksualnej inicjacji?

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2006-07-07 13:29

W czasie wakacji najczęściej dochodzi do inicjacji seksualnej młodych ludzi. Dlaczego szkoła i rodzice chowają głowę w piasek?

– Wyrwaliśmy się z kolegami pod namiot – opowiada Michał, 22-letni student. – Miałem wtedy szesnaście lat, poznałem dziewczynę, starszą trochę ode mnie. Wiedziałem co i jak, ale skończyło się totalną klapą.

To jest najczęstszy scenariusz inicjacji seksualnych wśród młodzieży – tłumaczy Beata Jarosz, doradca rodzinny z Wrocławia. – Byle gdzie, byle jak i z byle kim. Najczęściej cierpią wtedy dziewczyny – dodaje.
Wakacje sprzyjają takim sytuacjom. Także wśród dorosłych. Jest więcej luzu, miły wieczór, impreza, czasem upojna dyskoteka i zachód słońca na plaży. – A potem do poradni telefonują mężczyźni, którzy pytają, gdzie można zrobić szybko test na HIV, i kobiety z prośbą o spotkania z ginekologiem – wyjaśnia Beata Jarosz. – Są mocno zdenerwowane. Szukają specjalisty, który jak strażak ugasi pożar.
Czy to oznacza, że młodzi ludzie mają tak niewielką wiedzę o antykoncepcji? Niekoniecznie. Według Beaty Jarosz dostęp do informacji jest powszechny. Choćby w internecie. Lekarze także chętnie przedstawiają metody zapobiegania ciąży. I naturalne, i sztuczne. Tyle że gdy przychodzi co do czego, zainteresowani o nich zapominają.

Rodzice zawstydzeni

Marzena jest tegoroczną maturzystką. O swoim pierwszym chłopaku opowiada niechętnie. To była wakacyjna miłość. Lato było gorące. W szkole na „te tematy” dowiedziała się niewiele. W domu o tym się nie mówiło.
– Rodzice się wstydzili, ja czułam się zażenowana i nigdy nie pytałam – tłumaczy. Skąd więc ma wiedzę? Od koleżanek i z filmów.
Wojtek Cugowski, 30-latek, muzyk, syn lidera Budki Suflera, bardzo ciepło wspomina pierwszy samodzielny wakacyjny wyjazd.
– Jeździliśmy nad jezioro, niedaleko Lublina. Robiliśmy różne rzeczy, ale zawsze wiedzieliśmy, gdzie jest granica – wspomina. – Każdy ją znał, dwa piwa i koniec. Chyba byliśmy nieco inaczej wychowani – dodaje. W domu Cugowskich seks nie był tematem tabu, ale rodzice nie robili jakichś wykładów na ten temat. W szkole nie mówiło się o tym w ogóle. Gdzie się dowiadywał o tych sprawach? – Najczęściej w męskiej szatni – śmieje się gitarzysta zespołu Bracia. – A teraz minister Giertych chce zabrać jedną godzinę wychowania fizycznego, więc nawet tę możliwość poznania intymnych szczegółów ograniczy współczesnym chłopakom.

Za mało wiedzą o życiu

Lech Janerka ma dwie dorosłe już córki. Nie pamięta, kiedy dziewczyny pierwszy raz wyrwały się same na wakacje. Wspomina jednak, że gdy to nastąpiło, wiedziały wszystko, co powinny.
– Po prostu im o tym powiedzieliśmy – wyjaśnia muzyk. – Wyposażyliśmy we wszystkie potrzebne informacje.
Pomysł Ministerstwa Edukacji Narodowej z propagowaniem naturalnych metod zapobiegania ciąży wrocławski rockman ocenia bardzo negatywnie.
– Jeśli pan minister mówi o termometrze, to niech go sobie sam wsadzi – podkreśla Janerka. – I zmierzy sobie temperaturę. Może to będzie remedium na jego problemy.
Dlaczego rodzice nie rozmawiają z dziećmi o seksie? Bo ich wiedza na temat zachowań seksualnych jest niewielka i wstydzą się poruszać takie tematy. Zdaniem Beaty Jarosz dorośli bardzo często za jedyną metodę antykoncepcyjną uważają ścisłe przestrzeganie godzin powrotu do domu.
– Wydaje im się, że powrót o godzinie 20 załatwi wszelkie problemy – tłumaczy psycholog. – Próbują odsunąć od siebie myśl, że ich dziecko może rozpocząć pożycie seksualne. Czasami prowadzą swoje pociechy do lekarzy, by ci im wyjaśnili, do czego służy prezerwatywa i jak zapobiegać niechcianej ciąży. To stanowczo za mało. Z dziećmi rozmawiać trzeba o wszystkim, a seks i antykoncepcja to zaledwie wycinek wiedzy potrzebnej im do życia.

Seks nudny jak lekcja historii

Według Wiesława Ślósarza, wrocławskiego seksuologa, młodzi ludzie mają wiedzę o erotyce, ale podobnie jak w przypadku lekcji historii czy fizyki, jednym uchem wiadomości przyjmują, drugim wypuszczają.
– Matki często przyprowadzają dzieci przed wakacjami do specjalisty, by dowiedziały się wszystkiego o antykoncepcji – tłumaczy seksuolog. – Nie czują się na tyle kompetentne, by o takich rzeczach mówić, a chcą mieć czyste sumienie, że zrobiły wszystko.

Satyryk Stanisław Szelc ma troje dorosłych dzieci. W ich rodzinie nie ma tematów tabu, ale o seksie najczęściej rozmawiała z nimi żona. Bo miała więcej odwagi.
– Jak dzieci były małe, kupiliśmy im książkę amerykańskich autorów – śmieje się Szelc, który uważa, że Polacy są zbyt pruderyjni. – Tam było wszystko wyjaśnione z najdrobniejszymi szczegółami. Dzieci już umiały czytać, przez trzy dni chodziły z czerwonymi uszami, a potem rzuciły książkę w kąt, bo się wszystkiego dowiedziały.

W domu Szelców dzieci zawsze traktowano jak równoprawnych partnerów.
– Oczywiście było to partnerstwo sterowane – wyjaśnia. – Ale dzięki temu nie było wakacyjnych gigantów, a dzieci do dziś bardzo chętnie wracają do domu. Przede wszystkim po to, żeby opróżnić lodówkę – dodaje złośliwie, ale mówi, że był taki sam, więc je rozgrzesza.
Dzieci innego znakomitego satyryka, Janusza Rewińskiego, też są już dorosłe. Mówi więc, że problem z uświadamianiem ich ma już z głowy. Rewiński zastrzega jednak, że kiedy trzeba było, rodzina stanęła na wysokości zadania. Ministerialne pomysły na propagowanie naturalnej antykoncepcji zbywa śmiechem. – Mam taki pomysł, żeby minister zdrowia i minister edukacji zamienili się miejscami. Resorty z oczywistych względów na tym nie ucierpią – wyjaśnia satyryk. – Pan Giertych będzie miał bliżej do lekarzy, a w szkołach będzie więcej Religi.
Wiek inicjacji seksualnej wśród młodych ludzi niepokojąco się obniża. Zdaniem psychologów pocieszające jest to, że nastolatki jednak trochę fantazjują o swoich doświadczeniach.
– Mówią różne rzeczy, bo nie wypada powiedzieć, że jeszcze nie miało się chłopaka czy dziewczyny. Ale te opowieści o seksie, to często nieprawda – wyjaśnia Beata Jarosz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A może by tak wprowadzić częściową odpłatność za testy na hiv? Jakby ktoś zapłacił 100-200 zł to może by się zastanowił drugim razem? Potraktować jak mandat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.