Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

26035 miejsce

Samorządowe wybory inwestycyjne

Podobno nie jest ważne to, jak się zaczyna, lecz jak kończy. I to właśnie stało się zasadą większości władz samorządowych, które kilka miesięcy przed wyborami robią wszystko, by nasze oko dostrzegło obraz „rozbudowującego się” miasta.

Rzecz dzieje się na południu Wielkopolski. Tak naprawdę nie jest to ważne, bo sytuacja ma charakter uniwersalny i ponadczasowy. Kadencja, jeśli wszystko idzie zgodnie z planem, trwa 4 lata. Jest to okres, który służy władzom samorządowym do rozliczenia się z przedwyborczych obietnic. Jak to wychodzi w praktyce, może ocenić każdy indywidualnie.

Jak wiadomo, początek kadencji to spory bałagan, bo wszystko należy przygotować: obsadzić odpowiednie stanowiska, zorientować się w aktualnej sytuacji rozwoju miasta czy gminy i zaplanować „realnie”, co należy zrobić.

Mijają trzy lata wspaniałych rządów naszych włodarzy. Co dalej? Został rok, by zrealizować choć część tego, co zapowiadały plakaty wyborcze. Mijają cztery lata i już trzeba myśleć o kolejnych plakatach. Zaczyna się walka o przetrwanie, a raczej… o głosy wyborców.

Gdy widzimy, że chodnik, po którym chodzimy co dzień do pracy zostaje rozkopany, jest to znak (lepszych czasów?). Choć miało to zostać wykonane dwa lata temu (wtedy o dziwo nie było środków finansowych, których teraz nagle się namnożyło), to teraz jest ku temu najlepsza okazja. Może pod koniec kadencji wpływy do budżetu drastycznie idą w górę, a włodarze mogą hucznie ogłaszać swoje gospodarcze sukcesy?

Kilka miesięcy przed wyborami sukcesy te mają oczywiście odpowiednią oprawę. Zazwyczaj uroczysta wstęga, ksiądz (a najlepiej sam biskup!), który poświęci świeżo otwarte 500 m nowej, jakże dawno obiecanej drogi. I obowiązkowo obecność wszystkich możliwych mediów.

Spotkałem się z wypowiedzą pracownika fizycznego pewnej firmy budowlanej, nazwijmy ją firmą X: gdyby wybory odbywały się co 2 lata, pracy mielibyśmy pod dostatkiem.

Te słowa są chyba najlepszą konkluzją tego krótkiego wywodu. 21 listopada, nasz głos zdecyduje, kto otrzyma społeczne zaufanie i obejmie istotne funkcje, które będą miały bezpośredni wpływ na nasze życie.

Moje miasto się rozbudowuje, przynajmniej do 21 listopada. Chodnik jeszcze nie w pełni skończony, ale w tę ważną niedzielę już będę mógł bez żadnych problemów iść oddać głos. Po nowym chodniku, obserwując jeszcze świeżo położoną nawierzchnię asfaltu na osiedlowej drodze.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

j.
  • j.
  • 17.11.2010 00:18

Wszędzie wygląda to podobnie, ale... Z jednej strony powinniśmy się cieszyć, że COKOLWIEK, nawet przed wyborami zostaje zrobione. Jednak mając na uwadze cały aparat krytyczny zbudowany w Twojej wypowiedzi, nie wszystkich to satysfakcjonuje. Jeśli wszyscy byliby tego zdania to myślę, że do urn w niedzielę (nowymi chodnikami i do odmalowanych budynków) nie ruszyłby nikt. Wybory mobilizują do szybszego działania. Ale czy to kogo wybierzemy ma jakiekolwiek znaczenie? I tak każdy z wybranych dopiero za trzy lata zacznie wcielać w życie swoje wzniosłe pomysły.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proszę dać znać, bo ta kwestia chyba w każdym mieście wygląda podobnie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Coś w tym wszystkim jest. Napiszę o tym jeszcze w tym tygodniu, bo bardzo mnie coś nie tylko nęci...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.