Facebook Google+ Twitter

Samorządowe wybory wciąż trwają. Dzięki wyborczym protestom

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-12-20 07:44

Głosowanie, otwarcie urn i przeliczenie głosów to za mało. Trzeba jeszcze rozpatrzyć wszystkie protesty wyborcze.

fot. Dziennik Zachodni Choć od wyborczej niedzieli minęło kilka tygodni, wybory nadal trwają. Tym razem już nie przy urnach, a w ławach sądowych. - Po wyborach, niestety, znakomitą większość stanowią przegrani - Edward Przesłański, komisarz wyborczy w Częstochowie wskazuje kategorię osób najczęściej wnoszących protesty. W województwie śląskim protestów było aż 43. Większość nie spełnia wymogów formalnych lub zwyczajnie nie opierała się na faktach, a jedynie na przypuszczeniach osób skarżących.

Otwarcie urn wyborczych przed zakończeniem głosowania, przypuszczenia, że głosy zostały źle policzone czy i - chyba najbardziej powszechne - zarzuty dotyczące rozpijania elektoratu - to wyimki z niektórych skarg, które trafiły do sądów. - Większości nie nadano nawet biegu - mówi Wojciech Litewka, dyrektor delegatury Państwowej Komisji Wyborczej w Katowicach. Najbardziej spektakularnym wykroczeniem przeciw przepisom wyborczym popisała się jedna z komisji obwodowych w Lędzinach.

- Kiedy doszło do przepełnienia urny członkowie komisji otworzyli ją i przesypali głosy do foliowego worka, który położyli zaraz obok - dodaje Litweka. Ale nawet otwarcie urny nie zmusiło sądu do nadania sprawie biegu. - Trzeba bowiem udowodnić, że uchybienie "miało", a nie jedynie "mogło mieć" wpływ na wynik wyborów. Tak stanowią przepisy - mówi sędzia Marian Zawała, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Katowicach, w którym rozpatrywano aż 29 protestów. - Nawet gdyby worek z głosami zginął, mógłby być problem ze stwierdzeniem nieważności głosowania, ponieważ trudno byłoby niezaprzeczalnie udowodnić, że ten fakt miał wpływ na wynik wyborów.

Cóż więc powiedzieć o proteście złożonym przez Romana P., który próbował unieważnić wybory w okręgu wyborczym nr 7 w Porębie. - W uzasadnieniu skargi napisał, że wyniki głosowania nie były wywieszone na remizie OSP, w której odbywały się wybory, a udostępniono je do wglądu na ladzie pobliskiego sklepu monopolowego - dodaje Edward Przesłański.

Sąd oczywiście skargę odrzucił, choć wyborca zarzucał też kandydującemu do rady miasta Markowi Śliwie, że ten podczas wyborów proponował za głos od 5 do 10 zł i wyskokowe napoje. Na protest zdecydowali się też członkowie Ligi Polskich Rodzin w Katowicach. Stwierdzili oni, że sąd powinien uznać wybory za nieważne z powodu wysokiego odsetka głosów nieważnych w wyborach do sejmiku województwa. - W naszym województwie w wyborach do sejmiku nieważnych było około 9 procent głosów, zaś średnia w całym kraju wynosi ponad 12 procent - wyjaśnia Litewka.

Za to wyników wyborów do Rady Powiatu w Częstochowie nie chcieli uznać członkowie tamtejszego SLD, z których protestu wynikało, że wybory należy powtórzyć z uwagi na to, że wyborcy musieli na kartach... szukać kandydatów, przez co w ich wyborze było wiele przypadkowości. Jak twierdzą komisarze wyborczy wielu rozgoryczonych przegranych będzie szukało swojej szansy na sali sądowej z prostej przyczyny - za protest nie wnosi się opłat sądowych. Koszty będzie za to musiała ponieść częstochowska delegatura PKW.

- 3 marca w Blachowni trzeba będzie powtórzyć wybory -- ubolewa Andrzej Jedyk, dyrektor delegatury. A to z prostej przyczyny. Kandydat, który otrzymał mandat zaufania od mieszkańców dopiero po wyborach zorientował się, że z uwagi na pracę w urzędzie skarbowym... nie może pełnić funkcji radnego. Jego nieuwaga będzie kosztowała budżet państwa nieco ponad 5 tys. zł.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.