Facebook Google+ Twitter

Samotność władcy

Wielcy politycy są najczęściej bardzo samotni. Dowiadujemy się o tym jednak dopiero po ich śmierci, szczególnie gdy są oni władcami absolutnymi. Demokracja, na szczęście, wymaga działania przy otwartej kurtynie, zatem problemy przywódców z ich najbliższym otoczeniem bardzo szybko stają się głównym tematem mediów.

Konflikt między Ludwikiem Dornem a Jarosławem Kaczyńskim jest nie tylko rozłamem między ludźmi, którzy do niedawna powszechnie uważani byli za dwie największe osobowości polityczne Prawa i Sprawiedliwości. To przede wszystkim starcie odmiennych racji reformatorskich. Wydaje się już oczywiste, że konflikt między Dornem a Kaczyńskim wynika nie tylko z wielkiego poczucia godności i związanej z tym drażliwości wicepremiera. Dotyczy on w istocie funkcjonowania mechanizmów politycznych budowanego przez PiS nowego państwa. I pomyśleć, kiedy jesienią socjologowie ostrzegali przed taką nieszczęsną ewolucją „pisowskich sił dobra” ze zbrodniczym Mordorem, to narażali się nie tylko na zarzut braku obiektywizmu, lecz nawet na inwektywy. Sam tego kilka razy nieprzyjemnie doświadczyłem, również na tych łamach.

Publikację dużych fragmentów listu Ludwika Dorna w mediach nie należy traktować wyłącznie jako dowodu frustracji zawiedzionego w swoich ambicjach polityka. Jest on socjologiem i przynajmniej kilka akapitów listu pośrednio dotyczy wykorzystywania, w walce z „wszechobecnym układem”, specjalnych sił policyjno-prokuratorskich. Wydaje się, że źródłem konfliktów jest zakres ich używania. Ani premier Kaczyński ani minister Ziobro nie kryją przecież swojego niezadowolenia z małej efektywności prowadzonych wielu śledztw.

Oczywiście przy założeniu, że coś one odkryją. Może się bowiem zdarzyć, iż diagnoza o istnieniu postkomunistycznego układu, wywierającego wpływ nie tylko na politykę, lecz także na gospodarkę, była błędna. Nie muszę przecież przypominać profesorom: Andrzejowi Zybertowiczowi i Zdzisławowi Krasnodębskiemu, których poglądy wywarły, jak się zdaje, znaczny wpływ na Jarosława Kaczyńskiego, jaka jest rola hipotez w nauce. I jak się je weryfikuje – potwierdza lub falsyfikuje. A z potwierdzeniem hipotezy o istnieniu postkomunistycznego układu występują pewne kłopoty. Zwracają na to uwagę nie tylko tacy zawzięci krytykanci jak ja, ale również zwolennicy, do niedawna, poczynań władzy.

We wczorajszej „Rzeczpospolitej” pisze o tym Rafał Ziemkiewicz, w bardzo ciekawym artykule „Czy Jarosław Kaczyński padł ofiarą „szaleństwa władzy"? we fragmencie omawiającym konieczność podjęcia politycznej ofensywy: „Rzecz jest prawdopodobna o tyle, że rząd bardzo takiej ofensywy potrzebuje, bo rewolucja, którą zapowiadał, wyraźnie ugrzęzła. Symbolicznym przełomem stanie się zapewne odwlekane ogłoszenia raportu o rozwiązanych WSI. Wydaje się już pewne, że choć znaleziono dowody, iż WSI, szczególnie w początkach III RP, zajmowały się sprawami, których służby specjalne normalnego państwa zajmować się nie powinny – to nie będzie w raporcie rewelacji tej miary, jakie jeszcze niedawno zapowiadano. Nic spektakularnego nie wynikło dotąd z pracy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, nie tak wiele, jak oczekiwano, przyniosła gorączkowa aktywność prokuratur, gdzie sukcesy przyniosła nadgorliwość w szafowaniu sankcjami wobec osób, których wina jest co najmniej problematyczna, i blamaż z wypuszczeniem za granicę Stokłosy.”
Powinienem odczuwać osobistą satysfakcję z wyraźnych kłopotów premiera Kaczyńskiego i rządzonej przez niego partii. Ale nie odczuwam. Przyznam się, że wolałbym dostarczenie dowodów, iż ich pesymistyczna diagnoza o systemowych patologiach była trafna. W ten prosty sposób oddalone zostałoby przypuszczenie, iż bracia Kaczyńscy mają wyraźną skłonność do spiskowej koncepcji dziejów. Dawali temu wielokrotnie wyraz w publicznych wystąpieniach i udzielanych wywiadach.

Nie lekceważmy ostrzeżenia Ludwika Dorna dotyczącego możliwej ewolucji polskiego systemu demokratycznego. Przekazując list mediom wykazał wyjątkową polityczną odpowiedzialność, ryzykując nawet swoją osobistą karierą. Powtarzam raz jeszcze – tutaj nie chodzi o frustrację zawiedzionego ambitnego i bardzo inteligentnego człowieka. To bardzo rozumny gest, pokazujący przy okazji, narastającą samotność szefa rządzącej partii.

A samotni politycy, dominujący dodatkowo nad swoim otoczeniem, przestają widzieć ludzi – dostrzegają przede wszystkim tajne struktury. A nocami, być może, mają dziwne sny o wyjątkowej skuteczności publicznie stawianych szafotów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

zbrodniczy Mordor i świetne zajęcia = zawsze plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.