
Kiedy pojawiają się płyty nagrane przez aktorów, albo ludzi sztuki niezbyt dotychczas związanych z muzyką, na ogół nie są to wydawnictwa interesujące i wartościowe. Dlatego spotykając się z "Anywhere I Lay My Head" moje obawy były podobne. Zwłaszcza, że nie wiedziałem jakie piosenki kryją się na krążku młodej aktorki. Spojrzałem na tytuły piosenek i przetarłem oczy ze zdumienia. Czyżby aż taki zbieg okoliczności? Przecież to są utwory Toma Waitsa! Scarlett Johansson śpiewa piosenki Waitsa? Śpiewa. I to jak!
Całość zaczyna się utworem "Fawn", instrumentalną miniaturką w oryginale, u Johansson przybierającą rozmiarów niemal patetycznych, rozdmuchanych, dających duże nadzieje co do reszty materiału. Nadchodzi czas kiedy stykamy się z głosem Scarlett. "Time with no cheer" to taka barowa ballada, leniwa wręcz lekko monotonna. Okraszona wokalem Waitsa jest przepełniona bólem starszego, zmęczonego życiem mężczyzny, ale teraz wykonuje ten utwór kobieta. Scarlett Johansson śpiewa niskim głosem, bardzo niskim głosem, o oryginalnej barwie, słychać, że nie próbuje się popisywać, że zna ograniczenia swojego wokalu i warsztatu. Czyni to piosenkę bardzo szczerą i ujmującą w odbiorze. Ciągle nie jest źle.
Na "Anywhere I Lay My Head" występuje jeden znamienity gość, a mianowicie David Bowie. Po raz pierwszy pojawia się w utworze promującym płytę
http://pl.youtube.com/watch?v=8GIQnLhXWBI&"Falling Down", do którego nakręcono bardzo ciekawy teledysk. To jeden z najjaśniejszych momentów płyty. Ciekawie zaaranżowany dobrze zaśpiewany, mimo skromności Bowiego, który przyznał z rozbrajającą szczerością "widziałem doniesienia prasowe na temat mojego udziału w tej płycie i wydaje mi się, że firma fonograficzna chciała podkręcić to znacznie bardziej niż jest tego warte. Tak naprawdę moje jest tam parę "ooo" i "aah" w dwóch utworach". W tej piosence Scarlett brzmi bardzo dobrze, jej niski, mocny głos idealnie się wpasowuje. Oprócz niego umiejętności wokalne aktorki wypadają dobrze jeszcze w "Song for Jo", notabene jedynym utworze skomponowanym na potrzeby albumu. Jeszcze dwie piosenki zasługują na wyróżnienie i pochwałę "No one i knows i'm gone" przepiękny utwór i rewelacyjnie wykonany. Pochwał czas skończyć na zamykającej album piosence "Who are you" uroczej balladzie, która pozostawia słuchacza w takim przyjemnym rozleniwieniu.
Jednak nie wszystko na "Anywhere I Lay My Head" jest tak udane i ciekawe. Na pewno na wyróżnienie zasługuje praca wykonana przez producenta Dave'a Sitka, muzyka TV On The Radio, który stworzył naprawdę dobre aranżacje. Niestety, można się przyczepić czy czasem jednak nie za bardzo zdominował Scarlett Johansson jak np. w utworze "Green Grass" gdzie głos aktorki został zepchnięty na dalszy plan. Można się zastanowić czy był to zabieg celowy, czy po prostu próba zamaskowania niedoskonałości wokalnej Scarlett. Tych niedoskonałości jest na płycie więcej i na ogół właśnie tyczą się one wokalistki/aktorki. Czasem jej głos wydaje się nazbyt monotonny i "płaski" tak jakby komuś zabrakło pomysłu jak wykorzystać potencjał wokalny Scarlett Johansson, jak choćby w "I wish I was in New Orleans", który jest chyba najsłabszym punktem płyty. W tej piosence mającej być kołysanką, aranżacja brzmi świetnie, taka pozytywkowa miniaturka, ale sposób w jaki została zaśpiewana - niestety - nieco rozczarowuje.
Wracając do aranżacji, całość brzmi spójnie i ciekawie, słychać nawiązania do muzyki Waitsa z domieszkami współczesnych brzmień, czasem są to tła wyjęte prosto z muzyki Sigur Ros czy Mum. Czasem są to nawet utwory wręcz dyskotekowe jak np. "I don't want to grow up", jednak w większości są to odświeżone pomysły Toma Waitsa i to nie jest zarzut. Dave Sitek był świadomy możliwości wokalnych Scarlett Johansson i na ogół udało mu się uzyskać maksimum potencjału aktorki. Żeby nie być gołosłownym, oto próbka tychże możliwości w znakomitym standardzie George'a Gershwina
"Summertime".
Podsumowując, "Anywhere I Lay My Head" to dobra płyta. Dobrze zaaranżowana, interesująco wykonana przez Scarlett. Przede wszystkim odważna jeśli chodzi o względy komercyjne. Na pewno nie stanie się hitem. Zresztą wybór Toma Waitsa na patrona debiutanckiej płyty potwierdza aspiracje Scarlett Johansson. To album - hołd dla artysty, którego podziwia i od którego czerpie inspirację. I oby większość gwiazd nie związanych bezpośrednio z muzyką stać było na taki mało popularny krok, nie dający pieniędzy, ale satysfakcję artystyczną, a ta jest gwarantowana.
Wypowiedź Davida Bowiego zaczerpnięta z serwisu infomuzyka.pl