Facebook Google+ Twitter

Schmeichel, Podolski, Trochowski... Piłkarze bez orła na koszulce

Poza swojsko brzmiącymi nazwiskami, czasem nie łączy ich nic. Jednak w ich żyłach płynie polska krew, czy tego chcą, czy nie chcą. Czemu nigdy nie przyodziali trykotu z białym orzełkiem na piersi?

Wykonanie rzutu wolnego bezpośredniego / Fot. Markus DallarosaPodzielone serce. Ale czy na pewno? Bez cienia wątpliwości są to najlepsi w historii piłkarze z polskim rodowodem.

Pierwszego pod lupę biorę Raymonda Kopę, syna polskiego górnika osiadłego we Francji, który urodził się 13 października 1931 roku. Jego prawdziwe nazwisko to Kopaszewski. Jako młody chłopak został dostrzeżony przez działaczy Stade Remis, wtedy najlepszego klubu we Francji. W 1956 wraz z nowymi kolegami przegrał w finale pierwszej edycji Pucharu Mistrzów z Realem Madryt, którego później został zawodnikiem. Tam obok Alfredo di Stefano, Ferenca Puskasa i Francisco Gento był największą gwiazdą Królewskich. Kopa miał przydomek „Napoleon”, gdyż był to piłkarz o niewielkich gabarytach – 168 cm wzrostu, ale też potrafił świetnie dyrygować zespołem na boisku. Rok 1958 to wspaniały czas Kopy, ponieważ poprowadził on trójkolorowych do zdobycia trzeciego miejsca na MŚ oraz otrzymał Złotą Piłkę „France Football”. 11 kwietnia 1962 r. w Paryżu zagrał przeciw Polsce, lecz musiał poczuć gorycz porażki (1:3). Raymond Kopa znalazł się wśród setki najlepszych piłkarzy świata XX wieku, a w marcu 2008 roku został odznaczony Legią Honorową.

W Priapolis, 14 stycznia 1945 roku przyszedł na świat Ladislao Mazurkiewicz. Jego ojciec pochodził z warszawskiego Powiśla, a matka z hiszpańskiej La Corunii. Był to jeden z najlepszych bramkarzy globu na przełomie 60. i 70. lat XX wieku. Nazywano go Chiquito, Mazurka i Polaco. W 1970 r. z reprezentacją Urugwaju zajął 4. miejsce na mundialu w Meksyku. 3 lata wcześniej świętował zdobycie Copa America. W barwach Penarolu Montevideo wywalczył Copa Libertadores i Puchar Interkontynentalny. W plebiscycie IFFHS na najlepszego bramkarza świata XX wieku zajął 12. miejsce.

Następny w kolejce to Maryan Wisnieski. Urodzony 1 lutego 1937 roku w Calonne Ricouart utalentowany skrzydłowy reprezentacji Les Bleus, rozegrał w niej 33 spotkania i strzelił 12 goli. W kadrze zadebiutował mając zaledwie 18 lat. Zwiedził wiele klubów, w tym: RC Lens, Sampdorię Genua czy FC Sochaux. W 1960 r. jego gol dał remis Tricolores w spotkaniu z Polską w Warszawie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Mam podobne zdanie na ten temat i nie dziwię się Niemcom, którzy nas krtykują za politykę "wzmacniania" polskiej kadry narodowej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja z kolei nie uważam , że to korzenie mają decydować dla jakiej reprezentacji gra dany człowiek. Np. Niemcy w system szkolenia ładują ogromne pieniądze, m.in. po to by miała z tego korzyści reprezentacja. Czy Łukasz Podolski mając do czynienia od początku swojej kariery z polskimi trenerami i polskimi ośrodkami treningowymi byłby tak samo ukształtowanym piłkarzem ? Nikt mi nie powie, że za stan polskiej piłki odpowiada Stwórca, który Niemcom podsyła talenty, a w Polsce beztalencia. To proces szkolenia, tak różny w obu tych krajach powoduje, że jest taka różnica między naszymi Zachodnimi sąsiadami, a rodzimą kopaną.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, tak zrozumiałem ;) Na pewno na tych terenach odnalazłaby się jakaś perełka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Ja marzę by w polskiej kadrze grali zawodnicy urodzeni np. na Litwie."

Chodziło o Polaków-Litwinów naturalnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dodałbym jeszcze, że poza kwestią "a bo on się wychował w Niemczech, w niemieckim środowisku to gdzie ma grać?", jest jeszcze kwestia polskich genów i polskiego wychowania przez polskich rodziców nawet w mieście z większością niepolską. Polskie geny to też coś co powinno grać dla Polski a tu Niemcy nam czasem te polskie geny wezmą i wykorzystają dla swojego dobra.

Ja marzę by w polskiej kadrze grali zawodnicy urodzeni np. na Litwie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wielka szkoda każdego takie zawodnika. Ja myślę jednak, że jak ktoś się czuje Polakiem to grać może tylko w polskiej reprezentacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście Sinkiewicz, Acquafresca, Polanski i Kasmirski też dla nas nie zagrają.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuje za cenne uwagi ;) Zawodników, których pan wymienił doskonale znam. Przepisy FIFA tez nie są mi obce, jednak chciałem aby mój artykuł ugryzł ten problem z innej strony. Musiałbym mieć nieskończenie wiele czasu i stron, aby wszystkich z nich opisać. Zdaję sobie sprawę, ze wybrałem trudny temat, skupiłem się w dużej mierze na graczach, o których przeciętny kibic nie miał zielonego pojęcia, a przypadki (oczywiście słuszne i trafne) podane przez pana są znane z mediów, dlatego postanowiłem ich nie uwzględniać, choć trudno mi było pominąć najbardziej znane nam sprawy dotyczące Miroslava Klose , Łukasza Podolskiego czy właśnie Piotra Trochowskiego.
Obecnie zawodników z polskimi korzeniami mamy sporo. Nie wspomniał pan np. o Timie Borowskim, który już i tak dla nas nigdy nie zagra, a kwestia jego pochodzenia nie do końca jest wszystkim znana. Timothée Kolodziejczak to talent, który ma jeszcze szanse wyboru. PZPN też ma szanse, ale nie wiadomo czy ją perfekcyjnie wykorzysta. Będzie bardzo trudno, ponieważ 19 letni zawodnik osiągnął już spore sukcesy z francuską młodzieżówką ( zloty medal ME do lat 19 w lipcu br.) Innymi graczami, których warto zapamiętać są : Lukas Sinkiewicz, Robert Acquafresca, Eugen Polanski, Filipe Luís Kasmirski.
Chciałem zaznaczyć tym komentarzem tylko to, iż nie dałbym rady wszystkich przypadków opisać. Jeszcze raz dziękuję za wyrażenie swojego zdania na temat artykułu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odnoszę wrażenie, że Koscielny chciał grać w reprezentacji Polski, ale po tym, co zobaczył w ostatnich meczach towarzyskich, ta ochota mu przeszła już na zawsze ;-)

A co do piłkarzy narodowości polskiej grających dla Niemiec i nie tylko - Twój artykuł jest niepełny, nie tylko nie wyczerpuje tematu, ale nawet niewiele z niego zaczerpuje. Nie napisałeś o podstawowym problemie - jeszcze do niedawna przepisy FIFA nie pozwalały na powoływanie do seniorskiej reprezentacji zawodnika, który zaliczył choć jeden występ w kadrze młodzieżowej (tzn. bodajże od U-18 w górę). Stąd ta rozpoczęta stosunkowo niedawno desperacka łapanka.

Jednym z zawodników, którzy odmówili gry w reprezentacji Polski jest Michael Delura, no ale trudno mu się dziwić, skoro urodził się już w Niemczech, a odmówili nawet zawodnicy urodzeni w Polsce, czyli bohaterowie Twojego artykułu. Chętny był za to Christoph Dabrowski, ale przepisy, o których powyżej wspomniałem, na to nie pozwalały.

Za to swego czasu pewien naprawdę uznany zawodnik niemieckiej Bundesligi, a konkretnie Dariusz Wosz wyraził chęć gry dla Polski, ale nie pozwoliły mu na to ówczesne przepisy FIFA, zaliczające 7 występów w kadrze DDR jako występy w reprezentacji Niemiec. Później powołany został do "właściwej" reprezentacji Niemiec, w której rozegrał 17 meczów.

Z kolei Thomas Zdebel był trochę niechętny, bo przez wiele lat go pomijano. Coroczne rankingi Kickera uwzględniały go (swoją drogą czasem nawet dość wysoko) jako Niemca i nikt nie wpadł na to, że jest jak najbardziej Polakiem, w dodatku zupełnie niezgermanizowanym, mówi po polsku lepiej, niż po niemiecku i dla Polski gotów jest zagrać. No i wreszcie się doczekał, trochę pograł, ale później się wypalił, brakowało mu motywacji, nie chciał grać w reprezentacji nawet na Mistrzostwach Świata... w Niemczech.

Z Martinem Maksem prawdę mówiąc nie wiem, jak było - kiedyś czytałem, ale nie głowy nie daję, że chyba podobna sytuacja, nikt nie podejrzewał go o polskie tzw. korzenie, a szkoda, bo przecież został królem strzelców Bundesligi. Chociaż równie możliwe, że po prostu odmówił.

Temat dotyczy nie tylko Niemców. Mieliśmy swego czasu przypadek innego Polaka "przegapionego", jakim był Tomasz Radziński. Wyjeżdżał z Polski nie jako dziecko, a jako nastoletni, młody zawodnik, tylko że nie jakaś gwiazda reprezentacji U-16. W Kanadzie rozwinął swój piłkarski talent, następnie przeniósł się do ligi belgijskiej, gdzie stał się niezawodnym strzelcem, co docenił nawet Everton, kupując go z Anderlechtu za 4,5 miliona funtów. Od 1995 grał w reprezentacji Kanady, później tego trochę żałował, bo na mecze eliminacyjne musiał latać za ocean.

Inny przypadek zza Atlantyku: parę lat temu utalentowanego Danny'ego Szeteli nie udało się przekonać go do gry w biało-czerwonych barwach. Do niego jednak nikt nie ma żalu. Wydaje mi się, że gra Polaków w reprezentacji Niemiec jest odbierana w Polsce z tak dużą niechęcią dlatego, że Polacy stanowią tam jedynie część międzynarodowej, aktualnie niemiecko-polsko-turecko-brazylijsko-tunezyjsko-ghanijsko-bośniacko-hiszpańsko-n igeryjskiej zbieraniny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Święta racja i niezła "wtopa" tak od poniedziałku ;) Oczywiście w 2006 roku bramkę Polakom strzelił Oliver Neuville .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.