Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

49171 miejsce

Schneider kontra Bax - czarna komedia na zamknięcie 31. WFF

Jako film zamknięcia 31. WFF zaserwował „Schneidera vs Baxa” Alexa van Warmerdama – Holendra widzom warszawskim nieobcego. Van Warmerdam to twórca ironicznych thrillerów psychologicznych, zaskakujących bardzo wysublimowaną warstwą wizualną.

 / Fot. Wff, materiały organizatoraRok temu w kinach można było obejrzeć jego „Borgmana", a parę lat wcześniej, na WFF, grano również „Kelnera”, czy „Ostatnie dni Emmy Blank”. Nawet jeżeli w trakcie oglądania filmu reżyserowi udaje się skłonić widza do poszukiwań drugiego dna, to okazuje się, że głębia jest pozorna, a pochylający się nad filmem nieostrożny widz dostaje od reżysera po głowie łopatą. Van Warmerdam to bowiem psotnik, który bawi się kinem i związanymi z nim przyzwyczajeniami.

Fabuła „Schneidera...” jest śmiertelnie prosta – zleceniodawca (Gene Bervoets) wysyła Schneidera (Tom Dewispelaere), kontraktowego mordercę, do uśmiercenia rzekomego pisarza, Baxa. O tym, że przyszła ofiara nie jest żadnym pisarzem można domyślić się chociażby z facjaty Baxa (granego przez samego Alexa van Warmerdama, który kpi sobie z własnego wizerunku kolejny raz występując we własnym filmie w roli zakapiora), konflikt między dżentelmenami jest też zapowiedziany w tytule. Obowiązkowość i profesjonalizm Schneidera kontrastuje jednak z zupełną amatorszczyzną Baxa, jak i z brakiem lojalności i widocznym na pierwszy rzut oka kombinatorstwem zleceniodawcy.

Kryminały, bądź czarne komedie rzadko kiedy są aż tak perfekcyjne w warstwie wizualnej jak filmy van Warmerdama. Jeżeli już takie bywają (jak na przykład filmy Duńczyka, Refna), to udają głębię, bez mrugnięcia okiem do samego końca, tymczasem van Warmedam zawsze na końcu, po tym, jak już nas ogrywa, odsłania wszystkie karty i pokazuje, że w grze najważniejszy jest blef. W tego typu komediowym thrillerze nie warto zdradzać za wiele, gdyż cała zabawa polega na zaskakiwaniu. Ważne w filmie okazują się tak naprawdę krótkie, precyzyjne i absurdalne dialogi zdradzające cechy charakterów bohaterów, ale i umowność całej historii, jej dość widoczne oderwane od rzeczywistości. Schneider ma na przykład na wykonanie zadania niecały dzień - musi wrócić na przygotowywane przez żonę urodziny. Zleceniodawca wygląda jak księgowy na rok przed emeryturą i ciągle popełnia jakieś slapstickowe gafy. Życie Baxa jest skomplikowane - poza niechcącej mu dać spokoju kochanki, spodziewa się on córki przechodzącej załamanie nerwowe; nie może się też pozbyć kolejnych niespodziewanych gości. Zdesperowany zaczyna brać psychodeliki - czemu zawdzięczamy w filmie najbardziej porąbane sceny.

"Schneider..." po "Borgmanie" w kategorii gatunkowego oszukiwania widza jest krokiem w tył - nie ma w nim aż tak dużo symboliki, wizualnych odwołań do znanych dzieł, czy do społecznych kontekstów, jest natomiast rozrywką samą w sobie, pełną chorych pomysłów. Jak na zamknięcie festiwalu daje wytchnąć po dość ciężkim zestawie Konkursu Międzynarodowego , serwującego widzom ciągłe nieszczęścia - nic dziwnego, że festiwal wygrał dość pogodny "Neonowy byk", o którym wkrótce.

;http://www.wiadomosci24.pl/artykul/borgman_holenderskie_funny_games_nadgryzione_klem_297289.html

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.