Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

169839 miejsce

Scholes, Drogba i przewidywania na finał Ligi Mistrzów

Gole Scholesa i Drogby dały Manchesterowi United Chelsea przepustki do moskiewskiego finału Champions League. Jak przebiegały ich kariery, co może przynieść finał, za kim przemawiają statystyki i historia?

Manchester United i Chelsea Londyn. O tych klubach spokojnie można by pisać prace magisterskie. To prawdziwi hegemoni ostatnich lat. Zarówno w Premiership jak i europejskich pucharach. "Czerwone Diabły" sięgnęły po europejskie trofeum dziewięć lat temu, Chelsea dziesięć lat temu zdobyła nieco już zapomniany Puchar Zdobywców Pucharów. Co ciekawe, w obu finałach angielskie kluby pokonały niemieckie. Odpowiednio Bayern Monachium i VFB Stuttgart. Do tego dodajmy, że angielski klub gra w finale nieprzerwanie od 2005 roku. Dwa razy mieliśmy do czynienia z rywalizacją Liverpoolu z Milanem, a raz Barcelony z Arsenalem. Żeby jednak zagrać w finale trzeba było uporać się z rywalami w półfinałach. Manchester okazał się lepszy od Barcelony (0:0, 1:0) a Chelsea od Liverpoolu (1:1, 3:2 po dogrywce). Próba wyłonienia jednostkowych bohaterów tych potyczek łatwa nie była. Wybrałem Paula Scholesa i Didiera Drogbę.

Legenda Manchesteru

Paul Scholes urodził się kilka miesięcy po wspaniałych dla biało-czerwonych mistrzostwach świata w Niemczech w roku 1974. Od początku kariery zawodniczej związany jest z Manchesterem United. W obecnym składzie drużyny podobnym stażem mogą pochwalić się jedynie dwie inne gwiazdy wyspiarskiego futbolu - Anglik Gary Neville i niezniszczalny Walijczyk Ryan Giggs.

Poul Scholes w objęciach kolegów z Manchesteru United. / Fot. Alberto Estevez PAP EPAScholes zajmuje obecnie 12. miejsce w historii klubu pod względem ilości występów w Premiership. Goni teraz w tej klasyfikacji swojego byłego kolegę Dennisa Irwina. Warto dodać, że w czołowej "15" są także inni gracze, którzy przywdziewali czerwoną koszulkę w latach 90.: to wspomniani Giggs i Neville oraz Roy Keane. Scholes jest także jednym z najbardziej doświadczonych graczy zespołu pod względem występów w europejskich pucharach. Wyprzedza go jedynie Giggs. Tu także roi się od zawodników, którzy jeszcze kilka lat temu grali w Teatrze Marzeń: Gary Pallister, Peter Schmeichel, Gary Neville, David Beckham, Dennis Irwin. Scholes wyróżnia się w historii klubu również liczbą zdobytych goli. W tej klasyfikacji zajmuje miejsce 12. Lepsi są od niego na przykład Ruud van Nisterlooy czy Mark Hughes, a więc znajomi Scholesa z szatni, choć z różnych etapów kariery. Przy Hughesie Paul stawił pierwsze kroki w drużynie, a przy Holendrze był już uznaną "firmą".

Po co wyliczanie tych wszystkich nazwisk i statystyk? Warto po prostu pokazać, jak wielką drużynę stworzył na przestrzeni lat sir Alex Ferguson. To nie przypadek, że w klubowych annałach zawodnicy grający pod wodzą tego znakomitego szkoleniowca zajmują coraz to ważniejsze miejsce. Sformułowanie "Era Fergusona" w przypadku United nie są przesadzone. Tym większe słowa uznania należą się Scholesowi.

Ten zawodnik zapisał także piękną kartę w historii angielskiej reprezentacji. Zagrał w niej 65 meczów i zdobył 14 bramek. Łatwo policzyć, że 21 proc. bramek w barwach Albionu wbił Polsce. Hat-trick jaki zafundował nam w 1999 roku, w tym jedna bramka zdobyta ręką, jest jeszcze żywy we wspomnieniach kibiców. Dodatkowo Scholes zaliczył dwa mundiale, w 1998, 2002 roku i dwa finałowe turnieje mistrzostw Europy w 2000, 2004 roku. Później zakończył przygodę z kadrą, by skupić się na grze w "Czerwonych Diabłach". Szczytowy moment kariery Scholesa to lata 2000-2001. Wtedy to strzelał na potęgę i stworzył niesamowity duet z van Nisterlooyem.

Gol z półfinałowego meczu z Barceloną był dopiero drugim Scholesa w tym sezonie. Poprzednią bramkę Anglik zdobył w... sierpniu. 34-letni zawodnik zapewne niebawem pomyśli o zawieszeniu butów na kołku. I mimo że nigdy nie był ani wielką gwiazdą, ani "bożyszczem tłumów", to z całą pewnością będzie jednym z tych piłkarzy, którego kibice, nie tylko Manchesteru., nie zapomną jeszcze przez wiele lat.

Pupil Mourinho

Piłkarz Chelsea Londyn Didier Drogba cieszy się ze zdobycia bramki podczas rewanżowego meczu półfinałowego Ligi Mistrzów z FC Liverpool 30 kwietnia Chelsea wygrała po dogrywce 3:2 i awansowała do finału. / Fot. PAP EPA GERRY PENNYW drugim, angielskim półfinale największe wrażenie pozostawił po sobie Didier Drogba. Choć oczywiście słowa szacunku należą się także Frankowi Lampardowi, który w obliczu osobistej tragedii potrafił wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności i wykonać arcyważny rzut karny. Skupmy się jednak na Drogbie. Ten pochodzący z Abidżanu zawodnik swoją karierę rozpoczął we Francji. Najpierw bronił barw Le Mans, później EA Guingamp. Wreszcie został gwiazdą Olimpique Marsylia. Wielkim zwolennikiem talentu Drogby był Jose Mourinho. Już wcześniej chciał sprowadzić reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej do FC Porto i gdy został trenerem Chelsea namówił Romana Abramowicza na wydatek rzędu 36 mln euro. Drogba szybko odnalazł się na Wyspach. Przypomnieć można tylko jego dwa gole z meczu o Tarczę Dobroczynności z Arsenalem w sezonie 2005-2006, czy 33 gole zdobyte na wszystkich frontach sezonu 2006-2007. Poruszając wątek podobny jak w przypadku Scholesa warto dodać, że skuteczność Drogby spowodowała, że jest on już w pierwszej "20" najlepszych strzelców w historii klubu i zapewne jeszcze awansuje w tej klasyfikacji. Napastnik The Blues ma 30 lat i jeszcze przez kilka lat może straszyć bramkarzy Premier League.

W półfinale strzelił Liverpoolowi dwa gole. Znamienny jest jednak fakt, że poprzednie trafienia Drogby w Champions League miały miejsce w listopadzie. Wtedy właśnie dwukrotnie pokonał bramkarza Rosenborga Trondheim.

Przewidywania na finał?

Kto zostanie bohaterem finału? W przypadku takich dwóch drużyn jak Manchester i Chelsea wszystko jest możliwe. Może o wyniku zdecydują karne, może jedyną bramkę zdobędzie John Terry, może przełamie się Cristiano Ronaldo? Z całą pewnością większe szanse na zabłyśnięcie w finale ma Drogba, a nie Scholes, ale tak naprawdę i tu nie ma pewności. Obie drużyny znają się doskonale, ba, grały ze sobą kilka dni temu w meczu ligowym, mają równy bilans punktów w Premiership. Wydaje się jednak, że bardziej zdeterminowani są Londyńczycy. Manchester jest ostatnio nieco bez formy, ale ma szczęście. Z Barceloną grał słabo, ale potrafił awansować. Zresztą po pamiętnych finałach z lat 1999 i 2005 wiemy już, że naprawdę wszystko jest możliwe. I zwycięstwo w doliczonym czasie gry i podniesienie się mimo wyniku 0:3. W obu przypadkach losy spotkania potrafiły odwrócić angielskie zespoły. Nie było jednak wśród nich Chelsea, która po raz pierwszy zagra w wielkim finale. Był za to Manchester, a w jego barwach był Paul Scholes. Tyle, że mecz z Bayernem w 1999 roku mógł obejrzeć najwyżej z trybun, bo akurat w finale musiał odpokutować karę za nadmiar kartek. To był chyba jeden z najwspanialszych meczów w historii Champions League. A rozegrano go na Camp Nou...

Będzie to trzeci w historii "krajowy" finał Ligi Mistrzów. W poprzednich Real rozbił 3:0 Valencię (2000), a Milan po rzutach karnych wygrał z Juventusem 3:2 (2003). Teraz na przeciw siebie staną dwa angielskie kluby. Z jednej strony trener legenda, z drugiej trener nikt, jak określił w relacji telewizyjnej Avrama Granta redaktor Szpakowski. Czy będzie to kolejny mecz, który przejdzie do historii futbolu? Odpowiedź na to pytanie poznamy z całą pewnością, ale jeszcze nie dziś.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Daję plusa, za poruszenie tematyki bliskiej memu sercu, choć nie do końca się zgadzam.

Ostatnie spotkanie, rozegrane pomiędzy tymi dwoma zespołami było naprawdę popisowe i arcyciekawe. Takie też powinien być ten finał. W momencie jego rozgrywania znany będzie już zwycięzca Premiership, co może zaowocować większą motywacją zespołu drugiego. Wiadomo - jakoś trzeba będzie się odkuć. :) Z drugiej strony wizja podwójnej korony także będzie kusząca... Spekulować i gdybać można godzinami, ale tak naprawdę wszystko wyjaśni się za kilkanaście dni. Osobiście całym sercem wierzę w to, że podwójna korona trafi w ręce Czerwonych Diabłów...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus!

O meczach Chelsea i Manchesteru w ostatnich latach zawsze się dużo mówił, ciężko wskazać faworyta. Naprawdę finał może być ekscytujący, jako faworyta bym wskazał chyba jednak "The Blues" ...

A co do Scholesa, to naprawdę niesamowity piłkarz, świetne owierające drogę do bramki podanie, przegląd pola, dobre uderzenie. Najlepsze jest to, że w zasadzie w ogóle nie robi wślizgów :) No i nie jest to facet, który chcę być w centrum uwagi. Najważniejszy jest dla niego spokój i robi to, czego się od niego wymaga, czyli wspaniale gra.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajnie napisane, ciekawie się czyta.

Jako fan Manchesteru United traktuję Scholesa jako kogoś wyjątkowego i nie ma przesady w Twoich słowach - to żywa legenda, mimo że nigdy nie należał do najpopularniejszych gwiazd i nie grał przy ciągłej uwadze widzów i prasy. Ale robi to znakomicie, na przekór ciągle rosnącej metryce wieku i mimo trójki z przodu.

Plus. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.