Pozycja materiału w rankingach:
"Sanatorium pod Klepsydrą" w olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza do twórczości Schulza mnie nie przekonało, ale w warstwie teatralnej to przedstawienie udane i naprawdę ciekawe.
Bruno Schulz wymieniany jest jednym tchem razem z Witkacym i Gombrowiczem jako jeden z najoryginalniejszych twórców polskiej literatury okresu międzywojennego. Stosunek literaturoznawców do jego - skromnego, bo liczącej zaledwie dwa tomy opowiadań, dorobku - można określić wręcz jako nabożny. A co ja poradzę, że - wspomnianego już Gombrowicza parafrazując - "jak zachwyca, skoro nie zachwyca". Niewątpliwą oryginalność stylu Schulza, wizyjne obrazowanie przyćmiewają długie fragmenty pełne młodopolskiego jeszcze manieryzmu, ocierające się momentami o grafomanię. Nie lubię i już.
W przypadku literatury, w której szczególną rolę odgrywa oryginalny styl i bogaty, wizyjny świat przedstawiony, przy przenoszeniu na scenę czy ekran ogromnie ważny jest nastrój, jaki uda się (lub nie) twórcy zbudować. Łatwiej to zrobić, gdy sięga się po pełne spektrum środków, czyli - używając nowomowy - tworzy spektakl "multimedialny". Tak właśnie jest w przypadku spektaklu Wernio. Reżyserka zadbała i o scenografię czy kostiumy (przygotowane przez jej siostrę Elżbietę Wernio), i o ruch sceniczny, i o muzykę. Ta ostatnia - stworzona przez Piotra Salabera - odgrywa zresztą szczególną rolę. Nie eksploatuje natrętnie motywów żydowskich, co byłoby z pewnością najłatwiejszym, ale pewnie nie najlepszym tropem, buduje atmosferę i nierzeczywisty nastrój zagubionego w czasie tytułowego sanatorium, do którego trafia Józef, by odnaleźć nieżyjącego ojca. Spektakl zaczyna się od długiej sceny "muzycznej", w której nie pada ani jedno słowo, a mimo to widz już czuje się zanurzony w nierzeczywistym świecie Schulza.
Ale mimo hermetyczności tekstu spektakl chwilami wręcz urzeka. Warto wybrać się do Teatru Jaracza choćby dla sceny monologu ojca-demiurga. Gra Mariana Czarkowskiego to jedno, a niesamowicie oryginalna wizja reżyserki to drugie. Opisywać tu wspomnianej sceny nie ma sensu, wspomnę jedynie, że Julia Wernio zaskakująco (i zachwycająco) odniosła się do popularnego przedstawiania demiurga jako brodatego starca. Warto dla Marzeny Bergmann, świetnej w roli demonicznej, lodowatej pielęgniarki Unduli czy Jarosława Borodziuka w epizodzie starszego subiekta Teodora. To spektakl, dla tych, którzy oczekują od teatru więcej niż dwóch godzin nieangażującej rozrywki.Zobacz także:
Artykuły
(63)
Galerie
(2)
Średnia ocen
(4.10)
Wiek: 33 | Miejscowość: Olsztyn | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 12.10.2009 22:15
ciekawie napisana recenzja, trochę brakuję mi zdjęć pełnego planu sceny / ale to już zawodowa ciekawość/ i na bazie tych kilku ujęć klimat przyjętej konwencji w scenografii i kostiumach nie przystaje mi do Bruno Schulza, zbyt wszystko "czyściutkie" i nowiutkie.
Grammy 2012: Adele najjaśniejszą gwiazdą gali w Los Angeles
(odsłon: +8261)