Facebook Google+ Twitter

Ściana, szczotka, zapalniczka - wszystko może być instrumentem

STOMP - jeszcze zaledwie pół roku temu, gdyby ktoś wypowiedział w mojej obecności tę nazwę, nie miałbym pojęcia o czym mowa. Teraz już wiem, a za takową wiedzę zapłaciłem 100 zł i… nie żałuję!

Screen / Fot. Oficjalna strona zespołuPo raz pierwszy miałem tak wielkie problemy z napisaniem relacji z koncertu. Bo jak opisać widowisko „STOMP”? Teatr, kabaret, koncert…?

Ten zespół, który wpadł do naszego uroczego kraju nad Wisłą, z Broadwayu, jest najlepszym przykładem na to, że sztukę niekoniecznie należy szufladkować, bo przecież można świetnie łączyć elementy kabaretu, muzyki (w dodatku z górnej półki) i do tego całego "zamieszania" zaangażować także publiczność.

Ale do rzeczy… Zaczyna się. Wchodzi pewien pan z irokezem na głowie i stuka „bezczelnie” szczotką o parkiet (specjalnie do tego celu przygotowany) i… zaczyna stepować. Chwilę później zbierają się kolejni artyści i poczynają czynić to samo, wszak o muzykę chodziło. I kiedy rytm panowie oraz panie wystukali, przyszedł czas na solówki. Publiczność nie pozostała temu obojętna, nagradzając natychmiast artystów oklaskami. Przyszedł czas i na inne atrakcje. Na przykład granie na zapałkach, zapalniczkach albo wiaderkach.

W drugiej części programu STOMP naprawdę zrobiło się głośno. Na rozgrzewkę zaserwowano widzom scenkę, gdzie muzyka tworzona była za pomocą szelestu gazet, chrząkania i entuzjastycznych okrzyków. Ale podkreślam, to była tylko rozgrzewka. Później nadszedł czas na większy kaliber. Panowie wyszli ze zlewozmywakami i zaczęli na nich grać, niczym nie ustępując światowej klasy perkusistom, jak na przykład Dave'owi Lombardo (Slayer), czy Larsowi Ulrichowi (Metallica). Podsumowaniem tego skeczu (jeśli to słowo jest odpowiednie) było publiczne opróżnienie ich zawartości do wiaderek. Nie ukrywam, że choć bawiłem się świetnie, to czekałem niecierpliwie popisowe występy tej grupy. Nie dziwota, że najlepsze zostawili na deser.

Zgasły światła i nagle zaczęły w ciemności migotać latarki zamieszczone na czole, niczym na kaskach górników. Do widzów, a raczej słuchaczy zaczęły dobiegać ciche dźwięki. Nagle, po krótkim wstępie, zaczęło się prawdziwe hałasowanie. Zawieszeni na linach artyści, zaczęli grać na ścianie stworzonej z rozmaitych przedmiotów codziennego użytku. Po kilku minutach przyszedł czas na kolejną hałaśliwą kompozycję, tym razem już na scenie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 23.03.2009 22:25

To prawą, to lewą, to znowu jedną i drugą (i ludzie się później dziwią, że są tąpnięcia na Śląsku).

Łukaszku -
plus (+) za to że (też) jesteś zgrywus:-))

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za dobry tekst na dobry początek

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.03.2009 19:17

+ bardzo pozytywnie jak na debiut :) witamy i pozdrawiamy

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

super + :) Ja widziałam kiedyś w telewizji faceta grającego na.. muszli klozetowej.. Myślałam jednak, że takie rzeczy to tylko w US ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.