Facebook Google+ Twitter

Ścieżki chwały George'a Mallory'ego

George Leigh Mallory należał do tych osób, które przeszły do historii z kilku powodów. Jednym z nich był jego hart ducha i odwaga, dzięki którym, jak można przypuszczać postawił swe stopy na szczycie Czomolungmy, 29 lat przed oficjalnym jej zdobywcą - Hillarym Edmundem Percivalem.

Historia życia Georga Mallorego, mogłaby być natchnieniem dla wielu pisarzy i poetów. Sam cel, jaki postawił sobie ten Brytyjczyk i próba jego realizacji, nosi znamiona dobrego materiału na książkę. Jeżeli dodać do tego fakt, iż Mallory był postacią ciekawą charakterologicznie, można mówić o zadatkach na hit.

Jeffrey Archer w swej powieści "Ścieżki chwały" skupił się na tym, co było motorem działania głównego bohatera. Książka jest niejako studium dwóch namiętności Mallorego, które zazębiały się i determinowały wszystko, co robił. Pierwszą z nich była Ruth, jego żona, drugą Czomolungma - władczyni Himalajów, znana bardziej jako Mount Everest i wznosząca się na wysokość 8848 metrów nad poziomem morza. Z tej prawie bigamicznej zależności płynęły konsekwencje, które pozwalają nazwać brytyjskiego himalaistę postacią tragiczną: będąc z jedną ze swoich miłości, tęsknił zawsze do drugiej. Wchodząc na koronę Himalajów uświadamiał sobie, jak nigdy wcześniej, iż mu brakuje żony, gdy zaś był z Ruth tęsknił do Pani Świata.

Książkę Archera czyta się bardzo dobrze. Akcja jest skonstuowana na tyle dynamicznie, iż trudno od niej się oderwać. Autor nie zanudza czytelnika pompatycznymi opisami przyrody, choć sama tematyka, w pełni taki zabieg by usprawiedliwiała. Wytrawni znawcy tematu nie znajdą w powieści szczegółów technicznych wspinaczki, ani hermetycznej terminologii znanej himalaistom. Muszę przyznać, iż tego właśnie mi zabraklo. Co prawda Archer nie miał ambicji napisania szczegółowej biografii Mallorego, z naciskiem na jego największą pasję, lecz nie zaszkodziłoby, gdyby jeszcze zdynamizował opis wspinania się bohatera w górę, trochę większą dbałością o oddanie realizmu.

Mimo pewnych braków, nie można odmówić autorowi tego, że stworzył wzruszającą opowieść o pogoni za marzeniami i mierzeniu się z tym rodzajem przeciwności, które rzadko są udziałem zwykłych śmiertelników. Nie ma dowodów, że George Mallory zdobył 8 czerwca 1924 roku Mount Everest, jest za to pewność, że jego miłość do gór, a szczególnie Pani Czomolungmy, była natchnieniem dla tych śmiałków, którzy w końcu zrealizowali jego pragnienie, by ludzka stopa stanęła na dachu świata. Choćby za to przechowywanie legendy wielkiego Brytyjczyka, należą się Jeffreyowi Archerowi słowa uznania.

Jeffrey Archer, Ścieżki chwały
Tłumaczenie: Danuta Sękalska.
Wydawnictwo Rebis.
Poznań 2009

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 12.12.2009 00:40

bardzo ciekawe. *5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Będzie Beata w przyszłym tygodniu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.