
- Idźcie w pokoju Chrystusa – zabrzmiał niewyraźny głośnik przywieszony na kościele. Nieliczna grupka wiernych zgromadzonych na dworze przed świątynią uklękła. W melodii pieśni śpiewanej przez organistę, pierwsi wierni przy kościelnych drzwiach po krótkiej modlitwie ukradkiem wychodzili. Inni na świeżym powietrzu, cieszący się pierwszym wiosennym dniem o dziwo już w lutym, opuścili plac już swobodnie szepcząc czy rozmawiając. Rozległ się potężny dźwięk bijących dzwonów, plac zapełnił się ludźmi. Jedni, nerwowo spoglądając na zegarki - śpieszyli się na autobus. Drudzy - w spokoju rozmawiali to o zdrowiu, mszy świętej i obiedzie, na który wzajemnie się zapraszali.
Cierpliwie czekałem, plac tętnił życiem. Wierni powolnym prądem wychodzili do bramy, opływając mnie jak nurt rzeki olewa samotną wyspę. Pierwszy krok zawsze jest najtrudniejszy. Krok z nadzieją w nową przygodę. Tłum napierał i nie sposób było przedostać się w głąb, do kościoła. Z którego wszyscy nagle chcieli wyjść za wszelką cenę, jakby wewnątrz brakowało powietrza albo jakby coś, co zostawiają za plecami budziło w nich wielką grozę i strach. Mocno bark w bark prę do przodu, bez chwili zwątpienia i namysłu. W końcu udaje się, przekraczam próg kościoła pod wezwaniem św. Franciszka Ksawerego w Krasnymstawie. Przystaje na krótką modlitwę. Twarda wysłużona posadzka jest ubita i lekko wklęsła, jakby od ciężaru błagań i próśb. Składanych tu przed ołtarzem przez wieki. Drewniane ławki, jak milczący świadkowie wszystkich ludzkich łez, zmartwień i radości, cierpień i chorób wreszcie narodzin i śmierci. W takich miejscach zawsze prosimy Boga. On milczy, od zawsze i na zawsze, tak jakby słuchał, a może wstydził się tego świata, jaki stworzył. Bo wieczność to za mało by stworzyć ideał, a biblijne siedem dni? Może przez to, że stwórca tak się śpieszył świat jest taki niedoskonały, piękny i zarazem okropny.
W poszukiwaniu śladów księdza Kaspra
Podchodzę do młodego księdza w długiej czarnej sutannie. Pytam o księdza proboszcza Kapicę. Tylko on (jak sądzę) ma dosyć wiedzy o Krasnymstawie, by mógł pomóc mi w poznaniu historii życia księdza Kaspra Niesieckiego. Uśmiechnięty i wyraźnie zadowolony duchowny wskazuje budynek naprzeciwko i dodaje, że proboszcz właśnie udał się na plebanię. Oglądam się i rzeczywiście, pośród zgromadzonego tłumu dostrzegam postać zmierzającą ku schodom betonowego budynku. Dziękuje za informację i biegnę przez kamienny plac.