Facebook Google+ Twitter

Sebastian Stankiewicz: "Bliżej mi do Dannego Devito"

Znany i rozpoznawalny mimo tego, że zazwyczaj role, które odgrywa są drugoplanowymi. O podobieństwie do Dannego Devito, charakterystyczności granych przez siebie postaci i małych marzeniach do spełnienia.

Sebastian Stankiewicz z Januszem Panasewiczem w filmie
"Drugi plan tworzy świat kina" – powiedział Pan w jednej z rozmów z mediami. Jaka drugoplanowa rola w filmie była dla Pana dotychczas najważniejsza?

-Chodziło mi dokładnie o to, że drugi plan ma bardzo ważny wpływ na tzw. "świat przedstawiony". Uzupełnia pierwszy plan. Bardzo sobie cenię pracę z Bodo Koxem przy filmie "Nie Panikuj" oraz z Hubertem Gotkowskim przy filmie "Bobry", gdzie grałem perkusistę zespołu Bobry.

Czy mimo wszystko nie brakuje Panu ról głównych, takich, które są najważniejsze w produkcjach?

-Wspaniały polski aktor, nieżyjący już Henryk Bista, był mistrzem "drugiego planu". Nie obraziłbym się, jakbym grał tylko role drugoplanowe. Tak, jak on. Być może przyjdzie taki czas, kiedy to zagram rolę pierwszoplanową w dużym filmie. Role pierwszoplanowe są wymagające, a ja lubię wyzwania.

Mimo tego, że najczęściej jest Pan obsadzany w rolach drugiego planu, ma Pan podczas grania w sobie coś takiego, że Pana kreacje aktorskie zapadają szczególnie w pamięć. Czy już wcześniej zwrócono Panu na to uwagę?

-Zwracano mi na to uwagę. Ale myślę, że jest to kwestia pewnej charakterystyczności. Nie jestem przecież Ryanem Goslingiem. Bliżej mi do Dannego Devito. Małego, grubego, łysiejącego kolesia jest chyba łatwiej zapamiętać. Chodzi mi tu oczywiście o wygląd, bo obaj Panowie są świetnymi aktorami.

Lubi Pan bardziej role filmowe, czy serialowe?

-Nie klasyfikuję lubienia ról w ten sposób. Lubię role w których jest coś interesującego do zagrania. Dlatego, jeśli mam możliwość, czytam scenariusz, zanim podejmę decyzję o wzięciu udziału w projekcie. Być może dlatego ktoś mnie zapamiętał z jednego, lub drugiego epizodu, bo akurat scena była zabawna, dialog był dobrze napisany, czy też postać była interesująca.

Przechodząc na moment do tematu ról serialowych, gra Pan m.in w serialu "Na sygnale". Tam jako niezłomny, uparty Wichura. Czy lubi Pan tę rolę?

-Nie zdarza mi się raczej grać negatywnych postaci. A Wichura jest raczej negatywną postacią, chociaż na swój sposób zabawną. To taki typ służbisty. Dla niego najważniejsze są przepisy i regulaminy. Lubię Wichurę, może dlatego, że jest zupełnie inny, niż ja.

To człowiek wiecznie z czegoś niezadowolony. Jak potoczą się w najbliższym czasie losy tej postaci?

-To pytanie trzeba skierować do scenarzystów. Mi pozostaje tylko czekać na to, co wydarzy się w kolejnych odcinkach i czy akurat Wichura będzie potrzebny do tego, żeby coś namieszać grupie ratowników.

Jak odnajduje się Pan na planie serialu medycznego?

-Bardzo dobrze mi się pracowało przy kręceniu tego serialu. Bardzo cenię sobie pracę lekarzy i ratowników medycznych. To jest naprawdę ciężka, wymagająca robota. Tam nie może być pomyłki. Mi się mogło zdarzyć, że czasami pomyliłem jakieś terminy medyczne, ale my mamy od tego duble.

Czuje się Pan dobrze przed kamerą, czy jednak lepiej w Teatrze?

-Lubię i jedno i drugie. W Teatrze jest jednak większa adrenalina, bo wydarza się on tu i teraz. Praca na planie to przede wszystkim czekanie. Dlatego też potrzebny jest w obu przypadkach inny rodzaj koncentracji i skupienia. Pamiętam jak kiedyś kręciłem etiudę studencką przez trzy dni na talie. W trakcie zepsuła nam się kamera, więc musieliśmy czekać cały dzień aż przywiozą drugą a potem okazało się, że w jakiś tajemniczy sposób zniknęło 21 puszek taśmy z naświetlonym materiałem, więc cała praca nad tą etiudą pozostała tylko w pamięci pracujących przy niej ludzi.

Co jest dla Pana najważniejsze w pracy nad rolą?

-To bardzo trudne pytanie dla mnie, ponieważ ja w swoim dorobku nie mam ról zdecydowanie pierwszoplanowych. Jeśli chodzi o małe role, epizody, to staram się zawsze wymyślić człowieka, który byłby interesujący, energetyczny, miał jakąś swoją małą charakterystyczność w języku, chodzeniu, czy zachowaniu. Staram się też zawsze znaleźć jakiś kontrast do partnera, z którym gram.

Jakie ma Pan marzenia, czy obcowanie z aktorstwem było jednym z nich?
Sebastian Stankiewicz w obiektywie Jacka Micudy / Fot. Fot. Jacek Micuda Photography
-Jednym z marzeń było faktycznie obcowanie z tym zawodem, więc mogę powiedzieć, że robię to, co kocham i w tym jestem, w jakimś tam stopniu, spełniony. Chciałbym jeszcze skoczyć ze spadochronu, zrobić patent żeglarski i prawo jazdy na motor. Takie to małe marzenia do spełnienia.

Dziękuję za rozmowę.

(Rozmawiała Mariola Morcinková)





Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.