Facebook Google+ Twitter

Sędziowie ukradli Białej Gwieździe 3 punkty. Wisła - Legia 1:2

Po emocjonującym meczu piłkarze Wisły nie dali rady Legii i przegrali 1:2. Wynik nie oddaje przebiegu meczu, w którym krakowianie, podobnie jak warszawiacy, stworzyli sobie wiele okazji, ale sędziowie także chcieli coś od siebie dołożyć.

 / Fot. Piotr DrabikPrzed meczem ukazało się kilka ciekawych danych, m.in. to, że Legia na wygranie meczu w Krakowie na stadionie Wisły czeka już 15 lat. I wydawać by się mogło, że teraz już powinna sobie poradzić z Białą Gwiazdą, bo w końcu lider "chciał dobić odwiecznego rywala". Dobił, ale gdyby nie sędziowie, to może odwieczny rywal uniemożliwiłby liderowi wygranie Mistrzostwa Polski...

Pierwszą groźna akcję Wisła przeprowadziła w 2. minucie. Rafał Boguski świetnie uderzył na bramkę, a Dušan Kuciak w genialny sposób zdołał zatrzymać ten strzał. Z upływem minut było coraz lepiej. Gospodarze grali tak, jakby chcieli wygrać z Barceloną, a komentatorzy nie mogli powstrzymać się od zachwytów nad piłkarzami. Głównie Garguła pokazywał, że nowy kontrakt należy mu się jak chyba żadnemu innemu zawodnikowi. W 12. minucie to jednak goście strzelili gola. Jędrzejczyk z prawej strony dograł do Dwaliszwiliego, a on ładnym uderzeniem pokonał interweniującego jeszcze Pareikę. Chociaż "dograł", to w tym przypadku nieodpowiednie słowo, bo zawodnik z Warszawy wyciągnął piłkę, która była prawie metr za linią końcową. Jeżeli jeszcze jemu nie ma się co dziwić, że do błędu się nie przyznał, to jak wytłumaczyć zachowanie sędziego Sebastiana Jarzębaka, który stał obok i "nic nie widział". Gdyby nawet był arbitrem z B-klasowej ligi, to nie powinno mu się to przytrafić, ale jak się patrzy pa zawodnika i się jest niecałe dwa metry od niego i nie widzi się, że piłka opuściła boisko aż o tyle, to z czym do ludzi? Właśnie dzięki takim sędziom piłka nożna jest sportem, w którym każdy może wygrać z każdym. Ale wracając do meczu, to zanim Wisła zdołała się podnieść po stracie bramki, Legia wbiła drugą. W tym przypadku sędzia już nie pomógł. Zrobił do Głowacki, który po dośrodkowaniu Jędrzejczyka niefortunnie interweniował i zmienił tor lotu piłki oraz zmylił bramkarza z Estonii. Chwilę wcześniej na uwagę zasługiwał strzał Kosowskiego, który dokręcał piłkę z narożnika linii końcowej. Futbolówka jednak o centymetry minęła bramkę golkipera gości. W kolejnych minutach Wisła cały czas przeważała. Legia dostała więcej żółtych kartek za faule, niż zdołała przeprowadzić groźnych kontr. Czasem jednak próbował Kosecki albo Ljuboja, ale żadnemu z nich nie udało się pokonać bramkarza.

W drugiej części Legia starała się wyjść ze swojej połowy, aby oddalić zagrożenie. Gra toczyła się w okolicach środka boiska. Wisła nie była już tak zaangażowana w konstruowanie akcji, opadła już z sił. Dopiero odkąd na boisku pojawił się Sarki, zawodnicy gospodarzy zaczęli grać tak, jak w pierwszej części. Chwilę wcześniej znów beznadziejny błąd popełnił sędzia. I znów był nim sędzia Jarzębak. Kuciak, który chciał złapać piłkę, uczynił to, podobnie jak w pierwszej połowie Jędrzejczyk, za linią końcową, a bramkowy tego "nie widział". Niecałe dwadzieścia minut przed końcem tego meczu Legia mogła przypieczętować wygraną dzięki strzałowi... Chaveza, który prawie przelobował Pareikę. Również dobrą akcję zmarnował Dwaliszwili, który zamiast podawać do lepiej ustawionych partnerów, chciał sam skończyć swoją akcję. W 81. minucie Ljuboja chyba sam nie wie, jak nie strzelił gola. W doskonałej akcji uderzył nad poprzeczką. Ale zmarnowane strzały to pikuś w porównaniu z tym, co znów zrobił sędzia. W 85. minucie w polu karnym futbolówka trafiła w rękę Jodłowiec. Zamiast rzutu karnego, po krótkiej konsultacji sędziowskiej, arbiter kazał grać dalej. Po raz kolejny nie zauważył tego pan Jarzębak. Chwilę przed końcem Sikorski, który ostatniego gola w lidze strzelił kilkanaście miesięcy temu, pokonał bramkarza. Wisła, dzięki kontaktowej bramce, chciała pójść za ciosem. Sprawiło to, że w świetnych okazjach znaleźli się zarówno Bunaza, jak i Małecki, ale goście też mieli swoje. Najlepszą zmarnowali wespół Dwaliszwili, Furman i Radović, którzy mieli do przejścia obrońcę, którego ograli i w trójkę nie pokonali Pareiki. Przez to mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla gości.

Po meczu sędzia główny wydał oświadczenie, w którym przeprosił Wisłę za błędy oraz stwierdził, że bierze je wszystkie na swoją odpowiedzialność. Zawsze to jakieś pocieszenie, ale nie zmienia to faktu, że sędziowanie stoi na coraz niższym poziomie. Powinien coś od siebie dołożyć jeszcze pan sędzia Sebastian Jarzębak, ale wydaje się, że on akurat dołożył już za dużo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

kolezanko, zajmij sie gotowaniem a nie pilka.. sedzia po meczu sam odniosl sie do bledow arbitrow wiec nie staraj sie byc madrzejsza!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do tego jeszcze należała się czerwona kartka bramkarzowi Wisły za wejście wyprostowaną nogą w klatkę piersiową Koseckiego...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co do karnego, to sędzia wcale nie okradł Wisły. Wystarczy sięgnąć po przepisy do gry w piłkę nożną i zobaczyć, jakie przesłanki decydują o przewinieniu i zobaczyć powtórkę... Podpowiem, że ruchu ręki do piłki nie było. Jodłowiec trzymał rękę nieruchomo i dopiero kiedy dostał piłką w rękę wykonał ruch i to nie w stronę piłki, a przeciwną, do tego trzeba dołożyć odległość, było to ok. półtorej metra od zawodnika, który zagrał piłkę, zagranie było przypadkowe a w promieniu 5-10 metrów nie było żadnego zawodnika Wisły, któremu Jodłowiec uniemożliwiłby zagranie...

Co do sytuacji, w których piłka opuściła boisko w pełni się zgadzam, ale dla mnie winę popełnił asystent, a nie bramkowy, rolą asystenta jest trzymanie linii przedostatniego zawodnika drużyny broniącej, a w sytuacji kiedy atakujący wychodzi z piłką trzymanie linii piłki. Asystent wyraźnie został z przedostatnim zawodnikiem Wisły i nie poszedł za piłką w kierunku chorągiewki rożnej... gdyby to uczynił widziałby idealnie, że piłka przekroczyła całym obwodem linię bramkową... wyjście piłki dużo lepiej widać z boku, aniżeli z przodu linii...

Co do Siejewicza nie mam zarzutów. Dobrze poprowadził zawody, a że asystenci zepsuli mu ocenę, niestety, główny bierze odpowiedzialność za sędziowanie w meczu...

PS. radziłabym przeczytać jeszcze raz tekst, bo jest kilka literówek i powtórzeń...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.