Tyle że dziś, na rok przed wyborami, przyszłość zmian w konstytucji wygląda jeszcze gorzej niż na początku kadencji. Projekty PO i PiS idą w przeciwnych kierunkach. Platforma chce silniejszego premiera, PiS - prezydenta z większymi uprawnieniami. Wszystkie sejmowe siły widzą potrzebę zmian w kwestii liczebności Senatu, tyle że każdy ma swój pomysł. - W tym parlamencie nie ma żadnych szans na uchwalenie zmian w konstytucji. Te pomysły Platformy, które się pojawiają, są populistyczne, a nie realistyczne. Wrzucanie ich dziś to klasyczne kreowanie tematu zastępczego dla mediów - kwituje Arkadiusz Mularczyk, który obok m.in. Karola Karskiego, Mariusza Kamińskiego i Wojciecha Szaramy ma - według wstępnych ustaleń - reprezentować w komisji PiS.
Rzeczywiście trudno nie oprzeć się wrażeniu, że taktyka polityczna odegrała tu rolę, zważywszy, że punkt o powołaniu komisji, który naturalnie otwiera dyskusję na tak atrakcyjne medialnie tematy jak zmniejszenie liczby posłów czy likwidacja Senatu, będzie rozpatrywany akurat na posiedzeniu Sejmu, na którym stają kontrowersyjne rządowe ustawy zdrowotne. - To zwykły zbieg okoliczności - zarzeka się Gowin.
Ale niezależnie od tego, na ile decyzja polityczna Platformy o powołaniu komisji ma charakter taktyczny, faktem jest, że potrzebna jest pilnie jedna zmiana. Chodzi o wprowadzenie rozdziału określającego relacje między Polską a Unią Europejską. Przepisów takich brakuje, bo obecna ustawa zasadnicza powstała w 1997 r., kiedy Polska była jeszcze poza Unią. - Co do potrzeby wprowadzenia tych przepisów jest zgoda polityczna i gdyby się udało w tym Sejmie przeprowadzić tylko taką zmianę konstytucji, byłoby to ogromne osiągnięcie - twierdzi Gowin. Podstawą do prac mają być przepisy przygotowane w konsultacji z prawnikami jeszcze przez byłego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. Gowin spodziewa się, że w formie prezydenckiej inicjatywy projekt trafi do Sejmu jeszcze w październiku.
Czytaj więcej:
Polska Times