Facebook Google+ Twitter

Sejmowe stado!

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2006-10-07 21:35

Ich żywiołem są korytarze gmachu na Wiejskiej. Znają zwyczaje posłów, ich tajemnice, sekretne miejsca spotkań. Z czasem tracą kontakt z pozaparlamentarną rzeczywistością. Mówią o nich „sejmowi”.

Janina Paradowska z tygodnika POLITYKA Żyją niczym wędrowne, afrykańskie plemię Nomadów. Ich pustynią jest gmach Sejmu, po którym poruszają się całym stadem. Nazywani są dziennikarzami „sejmowymi”, co traktują jako wyróżnienie. To przecież ich materiały są przeważnie redakcyjnymi „jedynkami”, teksty „z Wiejskiej” trafiają na pierwsze strony gazet, od „sejmowych newsów” zaczynają się główne wydania wiadomości telewizyjnych.

Pomyłka w materiale z Sejmu oznacza dla każdej redakcji duże kłopoty i kompromitację, więc teoretycznie do obsługi parlamentu powinni trafiać najlepsi „w zawodzie”. Czy to dziennikarska elita? Tu zdania są podzielone. Oczywiście są absolutne gwiazdy, jak choćby Janina Paradowska z Polityki, ale co do pozostałych... Na pewno zarabiają trochę więcej niż ich koledzy z redakcji, gdyż robią najwięcej materiałów trafiających na sam informacyjny szczyt. Z drugiej strony wydaje się, że bycie w „sejmowym stadzie” trochę ogłupia. Z czasem dziennikarze sejmowi zamykają się we własnym świecie, ulegają iluzji poselskich wydarzeń, ich życie wyznacza rytm sejmowych komisji i zwoływanych przez kluby konferencji prasowych. Sejm staje się drugim domem, a to, co powiedział poseł, wydaje się być „najważniejsze na świecie”. Ostatnim i najbardziej niebezpiecznym etapem jest moment, kiedy „sejmowi” zaczynają uważać wszystkie inne pozaparlamentarne „newsy” za nieistotny chłam, którym tylko niepotrzebnie zapycha się dzienniki. To sygnał ostrzegawczy, że już czas z Sejmu dawać drapaka... Wiem coś o tym, bo sam kiedyś byłem jednym z nich.

Wygrywają telewizory

Ten obrazek widzimy każdego dnia w telewizyjnych serwisach informacyjnych: na korytarzu sejmowym stoi polityk, którego otacza wianuszek dziennikarzy. Kamery, mikrofony tych „z radia” i dyktafony „pismaków”. W walce o miejsce wygrywają Mało osób wie, że dopchanie się do polityka w takim „dziennikarskim kotle” jest nie lada sztuką, a często zdarzają się konflikty czy przepychanki. Tu zdecydowaną przewagę mają ekipy telewizyjne zwane w dziennikarskim światku „telewizorami”. Tak się przeważnie składa, że „telewizor” działa w składzie trzyosobowym: dziennikarz, operator kamery i dźwiękowiec. To daje miażdżącą fizyczną przewagę chociażby nad drobnej postury radiowcem, który działa w dodatku w pojedynkę... Kolejna sprawa to siła promocyjna szklanego ekranu, której są świadomi posłowie. Odpowiednio częste pokazywanie się w dziennikach informacyjnych daje praktycznie gwarancję, że w wyborach można uzyskać przyzwoity wynik i dostać się z powrotem do Sejmu. W tej dziedzinie „telewizor” bije na łeb wszystkie inne media i wiadomo, że „Wiadomościom” czy „Faktom” się nie odmawia. Współczesne media elektroniczne uczyniły z sejmu niekończącą się mydlaną operę, w której posłowie zostali wykreowani do megagwiazd pop kultury. Nie wszyscy wytrzymują ciśnienia... w kuluarach sejmowych krążą legendy o tych, którym od popularności odbiła palma.

Łapanka!

Piątek, punkt dwunasta. W Sejmie odbywa się konferencja Andrzeja Leppera i Romana Giertycha – absolutny hit dnia. Jeszcze kilka dni temu lider Samoobrony nie przebierając w słowach mówił o tym, jak to został przez Giertycha opluty, a tu niespodzianka - obaj panowie siedzą obok siebie i nawzajem „spijają sobie z dziubków”... Szczyt obłudy i zakłamania, ale media to lubią! Po wyjściu z sali za Giertychem rusza „dziennikarskie stado”. Pytania, prośby o komentarz, bez przerwy błyskające flesze. Roman Giertych czuje się w roli medialnej gwiazdy znakomicie i widać wyraźnie, że lubi być „w centrum uwagi”. Tajemniczo się uśmiechając znika w gabinecie marszałka Samoobrony. Dziennikarze sejmowi są trochę rozczarowani i zdezorientowani, potrzebują komentarza opozycji, albo przynajmniej kogoś z PiS-u. Nagle poruszenie – z bocznego korytarza „przypadkiem” wychodzi poseł Kuchciński.

Pojawienie się znanego polityka to... sygnał do ataku!Krzyk, rwetes, pierwsi dopadają posła radiowcy, ekipa „Wiadomości TVP” toczy krótką walkę z dziennikarzem komercyjnego radia, która potem kończy się ostrą wymianą zdań. Chodzi o wpychanie się z mikrofonem z logo stacji w kadr. Nie jest tajemnicą, że w wielu redakcjach dziennikarze dostają specjalne premie za to, że udało im się skutecznie wcisnąć mikrofon z kostką przed kamerę telewizorów... Sprawa jest jasna – to darmowa reklama logo stacji dla milionów widzów, a to oznacza większą rozpoznawalność stacji wśród słuchaczy i... większe wpływy z reklam. Na korytarzach sejmowych trwa „łapanka” posłów do komentarzy. Dziennikarskie stado uspokaja się dopiero wtedy, kiedy każdy ma zarejestrowane po cztery, pięć wypowiedzi sejmowych liderów opinii. Wtedy w ruch ruszają laptopy, przez komórki dyktowane są pierwsze „lidy” do wydawców. Ktoś wyjmuje kanapkę z kiełbasą i bezceremonialnie kładzie ją na stole, który od lat tradycyjnie jest zawłaszczony przez dziennikarzy sejmowych. W końcu nie samą polityką człowiek żyje...

Robert Bernatowicz

"Widziałem, jak pęczniał balon!" - rozmowa z dziennikarzem sejmowym Radia ZET, Mariuszem Gierszewskim Mariusz Gierszewski, Radio ZET


Ilu dziennikarzy liczy „stado sejmowe”?

Trudno powiedzieć, ponieważ to się zmienia. Poza tym do sejmu przychodzi bardzo dużo researcherów ze stacji telewizyjnych, więc trudno jest dokładnie powiedzieć, ale... myślę, że jest to około 50 osób, które tutaj się przewijają częściej lub rzadziej. Takich stałych dziennikarzy sejmowych to będzie około dwudziestu.

Jak wygląda życie dziennikarza sejmowego?

Mieszka się w Sejmie. Nawet, jeśli nie ma posiedzenia, to zawsze jakiś poseł się tutaj zjawi i on zawsze jakiś komentarz w Sejmie „dogrywa”, bo akurat potrzeba tego komentarza do jakiegoś materiału. „Sejmowy” bywa tutaj codziennie!

Czy to nie jest trochę takie „dziennikarskie getto”?

Zgadzam się z tobą. Widzi się tylko politykę! Potem spotykamy się poza sejmem i mówimy „Boże, dla kogo my to robimy?” Czy czasami nie robimy tego dla samych siebie i dla tych polityków?! Mam czasami wrażenie, że ludzie mają przesyt polityki i te informacje z Wiejskiej nawet już do nich nie docierają... Ale kiedy jest się w tym Sejmie, to jest to taka samonakręcająca się maszynka. W tej kadencji Sejmu doszedł jeszcze jeden element. Wszystkie partie polityczne nauczyły się bardzo dobrze grać mediami! Przykład? Oglądają nawzajem TVN24 i zaraz potem na wyścigi organizują konferencje prasowe. Wręcz bywa tak, że stoi już przygotowany baner LPR-u i czeka, aż skończy Samoobrona i tylko przy ścianie zamieniają banery, a Ci sami dziennikarze nagrywają następnych... To jest taka maszynka, nawet nie zauważasz, kiedy to cię wkręca!

Zauważyłem, że jest tu taki mechanizm, że jak wychodzi jakiś poseł i coś chce powiedzieć, to zaraz goni za nim cały tabun dziennikarzy sejmowych, ustawiają mikrofony, dyktafony i kamery i wszyscy nagrywają to samo...

No tak! Jak pamiętam ze starych czasów, to tak to nie wyglądało. W tej chwili my mówimy, że jest to taka „wolna amerykanka”. Wszyscy się ustawiają, polityk idzie, często schodzi po schodach, ten tłum z mikrofonami goni za nim...

To wygląda tragicznie, to prawda. Przepychanie się, często dochodzi do jakiś utarczek pomiędzy Po korytarzach sejmowych trwa reporterami, walki o miejsce pomiędzy operatorami kamer. Ja na przykład mam ten problem, że mam długie włosy, które często wchodzą w kadr. Wtedy kamerzyści szturchają mnie, żebym się przesunął, a ja akurat tego zrobić nie mogę! Kiedyś tak nie było, kultura była jednak na wyższym poziomie, ale to też politycy sami spowodowali, bo oni ciągną, lgną do nas... Wychodzi taki jeden z drugim na korytarz, przechadza się, ale tylko po to, żeby ktoś go nagrał. I widać, jak chodzi wokół tego stolika tutaj, żeby zostać zauważonym. Pamiętam, że jak kiedyś przez jakiś czas nie było Leszka Millera, a potem nagle pojawił się w Sejmie, to właśnie tak przechadzał się tą sejmową antresolą. Było widać, że chce, aby ktoś do niego podszedł, bo on chce coś powiedzieć do kamery czy mikrofonu

Jak posłowie traktują dziennikarzy sejmowych?

Wszyscy starają się być jak najbardziej układni wobec mediów. Pamiętam, jak obserwowaliśmy, jak pęczniał pewien balon... mam na myśli tutaj posła Gosiewskiego z PiS. Na początku był bardzo dostępny. Jak pracował w komisji śledczej, to praktycznie był na każde zawołanie. Jak tylko zaczęła rosnąć jego siła polityczna to od razu było widać, jak on coraz bardziej staje się ważny, nie zatrzymuje się przy każdym dziennikarzu, tylko przy tych ważniejszych... a potem już w ogóle siedział tylko w gabinecie i trzeba go było prosić o wypowiedź, najlepiej kilka dni wcześniej.

Korytarze gmachu na Wiejskiej, kuluary – wszyscy to znamy. Jakie jeszcze miejsca w sejmie są ważne dla „dziennikarzy sejmowych”?

Przede wszystkim Hawełka (sejmowa restauracja przyp. autor). Tam się chodzi coś zjeść, ale także towarzysko. Czasami idzie się tam poszukać posłów, którzy w przerwie między głosowaniami właśnie tam uciekają. Zdarza się, że w Hawełce można z nimi usiąść przy jednym stole i zjeść obiad, a przy okazji porozmawiać „off the record”. Oni wiedzą, że mogą coś więcej powiedzieć, albo wpuścić nas w maliny... też się zdarza.

Obok nas na piętrze jest takie miejsce, gdzie to dziennikarskie stado spędza najwięcej czasu. To chyba już sejmowa tradycja...

Stolik To jest ten tak zwany stolik dziennikarski, który był tutaj od wieków. Pamiętam, że w starych czasach obowiązywała kindersztuba dziennikarska, że tylko ci starsi dziennikarze tutaj mogli siedzieć, a młodzi musieli grzecznie siedzieć sobie na krzesłach pod oknami... Teraz to się wyrównało i starsi i młodsi siedzą razem.

Pamiętam, że przy tym stoliku zasiadał Tomasz Lis, Kolęda-Zalewska... To były ich miejsca, prawda?

Tak. Oczywiście cały czas jest szacunek dla tych zasłużonych dziennikarzy sejmowych. Wszyscy podchodzą, witają się... ale jednak wiele spraw już się zmieniło i nie jest tak, jak było kiedyś.

Jeśli jest się „sejmowym”, o czym jeszcze warto wiedzieć?

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że tutaj obok stolika dziennikarskiego jest pokój, który jest zwany „kantorkiem pani Toli”. Pani Tola sama w sobie jest historią dziennikarstwa... to ta starsza pani, która siedzi za biurkiem. Ona przeżyło wszystko, wiele tak zwanych „obrotów sejmowych” i polityków, a poza tym jest osobą wielkiej kultury i można do niej iść i porozmawiać na wiele różnych tematów. Tam też często siedzimy, tam są komputery, tam też jest telewizor, można obejrzeć konferencję prasową, dowiedzieć się, co i gdzie się dzieje. A jak na przykład jest przemówienie prezydenta, to wtedy siedzimy wszyscy w „kantorku Pani Toli”, są śmiechy, żarty, komentarze... czujemy, że jesteśmy grupą.

Współpracujecie ze sobą, czy wprost przeciwnie – rywalizujecie?

Wiadomo, że jest trochę rywalizacji. Jak masz jakiegoś eksluzywnego „newsa”, to raczej trzymasz go dla siebie. Ale przy graniu takiej „bieżączki” to jest raczej solidarność. Często sobie pomagamy, bo przecież nie jesteśmy w stanie dopaść każdego polityka, więc mówi się często „na nagram tego, a ty tamtego, a potem się wymienimy”.

Czy w sejmie dziennikarze telewizyjni są traktowani specjalnie?

Politycy niestety wolą kamery i chętniej zatrzymują się przy ekipach telewizyjnych. Zdarza się, ze jak Dziennikarze telewizyjni są traktowani przez posłów radiowcy czatują na polityka, to proszę jakiegoś kamerzystę „choć z tą kamerą, pomożesz nam go zatrzymać”. Na pewno siła rażenia ekip telewizyjnych jest większa, politycy inaczej traktują „telewizory”, to fakt bezsporny.

Czy bycie dziennikarzem sejmowym to szczyt kariery dziennikarskiej?

I tak, i nie. Wiele osób nienawidzi przychodzić do Sejmu i wcale nie uważa tego za szczyt kariery w zawodzie dziennikarza pracować na Wiejskiej. Ja lubię tu przychodzić, ale też nie cały czas, dzień w dzień... A czy to jest kariera? Parę razy zdarzyło mi się, że ktoś na ulicy mnie zaczepił i powiedział „o... znam pana twarz! Pan stał z mikrofonem obok tego posła... co tam w tym sejmie słychać?!” . I to jest nawet miłe.

Rozmawiał Robert Bernatowicz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Istotnie, żenująco to wygląda - stado w końcu inteligentnych ludzi (często na wyższym poziomie niż niejeden polityk, poseł) lata wokół wybranej przez naród łajzy lub geniusza i tłoczy się jak ciżba. Zachowują się jak dziwki, którym alfons zapowiedział, że jak do północy nie złapie 10. klienta to wywali z pieleszy. Nie byłbym dumny z ojca, który tak usłużnie lata jak elektron wokół jądra atomu. Inna sprawa, że taki polityk, wokół którego lata to towarzystwo, czasami czuje dyskomfort, bo wchodzą mu w "minimalny krąg egzystencji"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Telewizory"? Nigdy nie miałem okazji spotkać się z takim określeniem. A pogoń... hehe, to jest ciekawa sprawa. Osobny artykuł można poświęcić fotoreporterom. Bezcenny jest widok otwieranych przed dziesięcioma facetami z aparatami drzwi od gabinetu marszałka M.Jurka, gdy w środku obraduje prezydium. Bo o ile operatorzy kamer w większości wypadków mają swoje nienaruszalne miejsca (statyw rozstawiony, kawałek podłogi zdobyty), a radiowcy/piszący mogą stanąć w różnych dziwnych miejscach, aby podetknąć politykowi mikrofon pod nos, o tyle fotoreporter musi zająć pozycję, aby kadr był dobry. A wiadomo: polityk jeden, miejsca mało, wszędzie kręcą się ci z dyktafonami, zaś kolegów żądnych zdjęć dużo, oj dużo... I tu zaczyna się zabawa ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie takie coś jest potrzebne!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widziałem "tłumek" dziennikarzy w sejmie. Zawsze byłem ciekaw jak to wszystko wygląda w praktyce... Świetny artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrze, że ktoś wreszcie napisał coś o tych, którzy trzymają mikrofon, a nie tylko o tych, co do niego gadają - ten światek również warto choć trochę poznać... Dzięki za te informacje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.