Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3116 miejsce

Sejmowy hotel od środka

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-02-02 08:17

Najtrudniej było namówić posłów na pedicure. Zwłaszcza z chłopskich partii. Bo to gumofilce i gumiaki, a buty tylko od święta. Więc odcisków pełno. Trzeba było delikatnie sugerować, że pedicure może się przydać. Ale posłowie torpedowali jednym — to takie niemęskie.

 

O tym hotelu przez ostatnie lata krążyły zazwyczaj wesołe i pikantne opowieści. O tym, że alkohol lał się strumieniami i to ponad partyjnymi podziałami, że posłanki SLD śpiewały „Pierwszą brygadę”, a posłowie ZChN przesiadywali nie tylko w kaplicy ale także w drink barze. Wreszcie o tym, że chłopi z PSL i Samoobrony potrafią się bawić jak prawdziwe paniska. Do tego jeszcze doszła seksafera. Nic więc dziwnego, że to miejsce działa na wyobraźnię.Fot. Słowo Polskie Gazeta Wrocławska/Janusz Wójtowicz


Wiejska wita was


Żeby jednak wejść do hotelu, trzeba mieć kogoś, kto wprowadzi. Najlepiej posła, a w przypadku kobiety — posłankę. Tak bezpieczniej. Kiedy już jestem na liście, mogę przekroczyć hotelowy próg.
Najpierw jednak kontrola. Prześwietlany jest bagaż, a gościa sprawdzają wykrywaczem metalu. Jeśli nie brzęczy, to się wchodzi. Jak brzęczy, sprawdzają ponownie. Aż przestanie. Straż przy wejściu lustruje ruch w holu całą dobę. Wyciągnięty aparat fotograficzny budzi od razu czujność i niepokój.
Hotel, połączony z budynkiem Sejmu i Senatu, tworzy istny labirynt.
- Ja się tu czuję jak kret. Te niekończące się korytarze i podziemne przejścia — mówi Jolanta Szczypińska, którą spotykam w kolejce do hotelowego sklepiku spożywczego. Robi zakupy na śniadanie. Dietetycznie i oszczędnie — płatki śniadaniowe i mleko.
- W domu też jadam owsiankę — tłumaczy.
Dla „obcego” jednak sam hotel może się bardziej kojarzyć ze stacją kosmiczną, niż z kretowiskiem (chociaż posłowie potrafią pod sobą ryć). Jest tu wszystko pod ręką, czego człowiek potrzebuje. A nawet i więcej. Bo kto w domu ma basen, kaplicę, saunę, pralnię, sklepik z kwiatami, prezentami, kosmetykami, sklep spożywczy, bar i restaurację, sklep z odzieżą i butami, fryzjera, manicurzystkę, pedicurzystkę, siłownię, księgarnię. Uff...
Można się więc przez tydzień z hotelu nie ruszać. Nic dziwnego, że niektórzy posłowie szybko tracą kontakt z rzeczywistością.


Ani luksus, ani dziadostwo


Budynek jest sześciopiętrowy. I jak mówi Jacek Kurski — napotkany w holu — to jakiś późny Gomułka albo w najlepszym razie wczesny Gierek.
Dla przeciętnego zjadacza chleba, poselskie pokoje hotelowe przypominają te w dwugwiazdkowych hotelach Tunezji czy Grecji. Jednak sami posłowie nie są nimi zachwyceni.

Senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk zaprasza do swojej „wózkarni”.
- Tę nazwę mojego pokoju wymyśliła mama, która obejrzawszy go stwierdziła, że wózkarnia w jej bloku jest dokładnie taka sama.
Pani senator skarży się, że trafiła się jej również kiepska łazienka. Z prysznicem, a nie wanną. Jest tam tak ciasno, że można się tylko obrócić.

Poseł Joanna Senyszyn miała więcej szczęścia. Bo w ubiegłej kadencji poprosiła o zmianę pokoju i dostała większy z wnęką. Ma więc coś na kształt mini sypialni i mini saloniku.
Swoje lokum hotelowe poseł Tadeusz Cymański kwituje: — Ani luksus ani dziadostwo. Chociaż ja mam tu lepiej, niż w domu. Bo mamy cztery pokoje, a jest nas siedmioro, plus suka Aza. Więc dopiero w hotelu sejmowym mogę powiedzieć, że pokój mam tylko dla siebie.
Zwiedzanie hotelu to czysta przyjemność. Jest gdzie pozaglądać. Chyba, że nie pozwolą, jak na basenie. Obsługa tego miejsca nabiera wody w usta, kiedy pytam o poselskich pływaków. Z pytaniami odsyła do rzecznika Sejmu.
Z kuluarowych opowieści wynika, że niezłym pływakiem jest Andrzej Lepper. W poprzedniej kadencji potrafił wstawać o szóstej rano, żeby przepłynąć kilka razy basen.
Teraz ma świńską górkę.

Na basenie jest nie tylko pełna dyskrecja ale też pełna kultura. Pływający dostaje białe, jednorazowe kapcie. Po kąpieli może usiąść przy stoliku, żeby odpocząć.
Z basenu udaję się do kaplicy. Pusto (potem jeszcze kilka razy zaglądam i jest tak samo, ani żywej duszy). Uwagę zwraca fotel, na którym siedział Jan Paweł II w czasie posiedzenia Sejmu z 11 czerwca 1999 roku.
Tuż przy kaplicy znajduje się sklep spożywczy z alkoholem. Wódkę od obiektu sakralnego dzieli tylko kilka metrów. W poprzedniej kadencji, były co prawda próby rozwiązania tego problemu. Ale stanęło na tym, że skoro sklep był pierwszy, to trzeba byłoby zamknąć kaplicę. Posłowie zdecydowali więc — niech już tak będzie, jak było. Czyli Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Nie robiąc sobie nic z łamania w ten sposób ustawy o wychowaniu w trzeźwości, która zakazuje sprzedaży alkoholu w pobliżu miejsc sakralnych.


„Wpieprzaj dziadu”


Ale ten sklepik to obecnie jedyne miejsce w hotelu, gdzie można kupić alkohol. I to tylko do godziny 22. Potem — ratuj się jak możesz. Niektórzy właśnie w tym upatrują pewnego wyciszenia życia hotelowego. Inni jednak mówią, że to seksafera zrobiła swoje.
Do niedawna jeszcze drinki i inne alkoholowe napitki można było kupować w hotelowej restauracji. Ale prowadzący ją ajent dostał po 15 latach wypowiedzenie. Nowy zaś wprowadza swoje porządki i czeka na koncesję, która mu pozwoli serwować alkohol, na kieliszki jednak, nie na butelki — jak wcześniej bywało.
Koncesja ma już być od 5 lutego.

Na razie w restauracji jest pustawo. Część posłów żywi się oszczędnie, po studencku. Czyli pichci we własnych pokojach. Albo woli coś kupić na ząb w sklepiku, niż iść do restauracji na śniadanie, które kosztuje 15 złotych od osoby. Ale za to jest szwedzki bufet. I można jeść tak długo, aż się odpadnie od stołu. Niektórzy próbują się więc najeść na cały dzień.
Podobnie jest z obiadem. Tyle, że od osoby kosztuje 20 złotych.
Sami posłowie zwłaszcza ci, którzy już mają solidny staż hotelowy narzekają, że teraz wyżerka w restauracji to nie to. Że już nie karmią jak za Gierka tłusto i suto. Tylko tak jakoś egzotycznie w stylu feng shui.

Na razie w kuluarach trwa konkurs na nazwę tej restauracji. Złośliwi twierdzą, że wygrywa „Wpieprzaj dziadu”.
Ale i tak wszyscy wiedzą, że najtaniej i najlepiej karmią u prezydenta, czyli w stołówce Kancelarii Prezydenckiej. Smacznie bo domowo. Tanio, bo stołówka jest dotowana. Tyle, że czynna do godziny 15 i trzeba wyjść z budynku. Ale tylko kilkanaście metrów.
W słynnym barze „Za kratą” o tym, że tu kiedyś sprzedawano alkohol, świadczy jedynie wywieszka — nietrzeźwym i młodzieży do lat osiemnastu alkoholu nie podajemy. Ale już wkrótce alkohol będzie — słyszę. Tu też czekają na koncesję. Na razie miejsce jest puste i osowiałe. Bo kto by wpadał na sok albo kawę?
Trudno się rozmawia z obsługą hotelową. Sami pracownicy nie kryją, że kiedyś mogli więcej powiedzieć. Ale dziś trudno o pracę. Więc kto się pani wychyli - słyszę. Wszyscy jednak po równo narzekają, że w tej kadencji posłowie mniej dają zarobić.


Farbowane, doczepiane


- Da się wyżyć? — pytam fryzjera, widząc puste fotele w męskiej części gabinetu.
- Na najtańszą gazetę zarobię — śmieje się Zygmunt Lange i od razu uprzedza — Ale my tu fotoreporterów gonimy. Bo jak można fotografować kobietę z mokrą głową? Jeszcze kobietę znaną. Próbowali, a jakże. Ale nam się udało rozpędzić bractwo. To osobiste usługi. Wymagają dyskrecji. Nie ma mowy o tym, żeby zdradzać, który z posłów ma farbowane włosy, a który doczepiane — tłumaczy.

Mistrz Lange jest od 40 lat w zawodzie. I przez jego ręce przeszło wiele znanych głów.
- Strzygłem Wałęsę, Rokitę, Kuronia — przyznaje z dumą.
Panowie zazwyczaj do zakładu fryzjerskiego trafiają wtedy, kiedy mają stanąć na sejmowej mównicy, albo kiedy ich czeka występ w telewizji. Bywa, że żona jednemu czy drugiemu zwróci uwagę, że trzeba zrobić porządek z włosami. Wtedy też przyjdzie do fryzjera.
A jak już klient jest, to oni się starają, żeby podczas strzyżenia czy golenia miał pełny relaks. Żadnych rozmów o polityce. Snuje się tylko cicha muzyka. Klienta się zagada o szanowną małżonkę albo o dzieci, czasami o psa, jeśli ma. Bo poseł musi się odprężyć. Odreagować. Tak, żeby chciał tu wrócić.
Najtrudniej było namówić posłów na pedicure. Zwłaszcza z chłopskich partii. Bo to na codzień gumofilce i gumiaki, a buty tylko od święta. Więc odcisków pełno. Trzeba było delikatnie sugerować, że pedicure może się przydać. Ale posłowie torpedowali jednym — to takie niemęskie. Jak to niemęskie? — mówiliśmy. A odciski męskie? Niektórzy przychodzili. A potem dziękowali i mówili — ale mi teraz dobrze.
Ceny w poselskim gabinecie fryzjerskim są przeciętne, jak na Warszawę. Strzyżenie na mokro męskiej głowy — 20 złotych. Strzyżenie na jeża — 35. Kiedy się dziwię, że jeż aż tyle kosztuje, pan Zygmunt się oburza — to nie to samo strzyżenie. Na jeża to już artystyczna robota. Tu nie wystarczy tylko przejechać maszynką po głowie.


Poseł dokształciuch


W księgarni ruch też niewielki. I znowu ta sama śpiewka. Dawniej tłoczniej bywało.
Panie tu pracujące wspominają, że w latach 90. byli tacy posłowie, którzy się nie wstydzili przyjść z prośbą, żeby im sprzedać książki, które pozwolą nadrobić brak wiedzy z historii czy ekonomii. Przyznawali to bez żenady. Wtedy często zaglądali z taką prośbą posłowie z PSL. Aż miło było patrzeć jak niektórzy się pięknie w ciągu tych czterech lat rozwijali.
W księgarni są głównie książki fachowe i beletrystyka. A jak poseł czy posłanka zapyta o romans to usłyszy, że może kupić na stacji benzynowej, ale nie tu. No, może nie w tak ostrej formie — słyszę.

Andrzeja Leppera jeszcze w tej kadencji w księgarni nie widziano. Za to Genowefa Wiśniowska nadrabia za całą Samoobronę, Ale już na pytanie — co kupuje, pada twarda odpowiedź — książki fachowe.
Dobrymi klientami są także młodzi z LPR. Oni gustują w podręcznikach dla kadry menedżerskiej.
Obok recepcji znajduje się dyspozytorka samochodów poselskich. Posłowie mogą się nimi poruszać po Warszawie. Ale tylko od poniedziałku do piątku, w czasie obrad Sejmu. Poseł może jechać do telewizji i na spotkanie z wyborcami, a także do galerii Mokotów na zakupy. Bo kto go sprawdzi? Zawsze może powiedzieć, że spotkał się tam z elektoratem.
W tej kadencji marszałek Marek Jurek wprowadził dla posłów pewną niewygodę. W weekendy nie ma służbowych aut. Jeśli poseł chce, to może jeździć po Warszawie taksówkami. Niektórzy na początku jęczeli, bo najpierw trzeba pieniądze wyłożyć z własnej kieszeni. A potem jeszcze chodzić z rachunkiem. Co za niedogodność.


My, wybrańcy narodu


Personel hotelowy traktuje posłów niemal jak bogów. Obojętnie z jakiej jest opcji i czy z zarzutami. Joanna Senyszyn ma na to swoje wytłumaczenie. Traktują posłów jak bogów, bo sami posłowie tak siebie traktują. Przecież to Renata Beger powiedziała - my wybrańcy narodu.
Być na Wiejskiej i nie pójść do Sejmu? Wystarczy tylko przejść z hotelu przejściem podziemnym. Na galerię wiodą szerokie marmurowe schody. Podobno każdy poseł musi przynajmniej raz być na nich na kolanach. Rzeczywiście jest ślisko. Na sali obrad dzień jak codzień. Zwykła parlamentarna jatka, przedzielana przerwami. W czasie tych przerw posłowie kręcą się po galeryjce w nadziei, że trafią przed kamery. Od czasu do czasu partie robią szybkie konferencje prasowe.
W Sejmie też mamy niekończący się sznur korytarzy. W jednym z nich znajduje się najbardziej okazały gabinet - marszałka Marka Jurka (z mini barem z którego kelner donosi marszałkowi kawę lub herbatę na tacy).
Wejść do gabinetu marszałka niełatwo, ale się udaje. Przestronny pokój, mimo dnia oświetlony. Na jednej ścianie duże lustra. Tak, że marszałek siedząc w fotelu, może się przeglądać. I spoglądać na oparty o lustro obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Ten widok robi wrażenie.

Ryszarda Wojciechowska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

*że pedicure może się przydać* - lepiej *pedikiur, manikiur, kiur*
*manicurzystkę, pedicurzystkę* - jak wyżej
*Potem — ratuj się jak * - a cóż to za kreska rekordzistka? Do Guinnessa! :--------------------------------------)
*najtaniej i najlepiej karmią u prezydenta, czyli w stołówce Kancelarii Prezydenckiej. Smacznie bo domowo. Tanio, bo stołówka jest dotowana* - smacznego! Tanie Państwo...
*Nie ma mowy o tym, żeby zdradzać, który z posłów ma farbowane włosy, a który doczepiane — tłumaczy.* - fryzjer, a taki mądry. Inni, gdy tylko dowiedzą się o zarobkach piłkarzy to zaraz do tabloidu pędzą... A inni przekazują dalej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.