Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11631 miejsce

Seks, drugs and rock'n'roll. Gierkowska rewolucja - prawda czy mit?

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2011-07-05 19:23

O rewolucji obyczajowej mówi się zwykle w kontekście Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej w latach 60. i 70.. A co z Polską? Czy i w naszym kraju doszło do znaczących zmian w sferze obyczajowej?

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Joe Mabel/Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 UnportedRewolucja obyczajowa, która przetoczyła się przez Stany Zjednoczone i Europę Zachodnią w latach 60. i 70. była tak naprawdę zjawiskiem oczekiwanym przez społeczeństwo. Dogmatyczni moraliści którzy stali na straży obyczajowości przeczuwali, że zmian tych nie da się powstrzymać. I rzeczywiście żniwo rewolucji obyczajowej przeszło najśmielsze oczekiwania. Choć należy dodać, iż zarówno w pozytywnym znaczeniu jak i negatywnym. Również Polska na własnej skórze przekonała się czym jest rewolucja obyczajowa (choć w mniejszym stopniu niż Zachód). Chciałbym właśnie teraz na chwile przenieść się na grunt krajowy i spróbować doszukać się także w naszym kraju elementów charakterystycznych dla rewolucji obyczajowej. A z takimi mieliśmy do czynienia w Polsce w dekadzie Gierka.

Okres ten stanowimy pewien punkt zwrotny w kształtowaniu się polskiej obyczajowości. Doszły wówczas do głosu kulturowe potrzeby, które za Zachodzie zostały już zaspokojone, w Polsce zaś miało to dopiero nastąpić. Katalizatorem przemian stała się młodzież, która miała dosyć tej szarej egzystencji. Chciała mieć to co ich rówieśnicy w innych krajach. I po części ich plany zostały zrealizowane. Powstanie dyskotek, nowy model prywatki niezależnej od dorosłych, nagość w polskim kinie, muzyka zachodnia, początek emancypacji kobiet, rozmowy o seksie, nawet ruch hipisów, wszystko to "zasługa" czasów gierkowskich.

Dlatego też można mówić o pewnej rewolucji kulturowej w Polsce w latach 70. Jednak nie można mówić, że w Polsce dokonała się rewolucja obyczajowa taka jaka miała miejsce chociażby w USA. Byłoby to zbyt daleko idącym posunięciem. Jednak można wymienić podobne cechy. Jednak istota tej obyczajowej batalii była inna. W Ameryce poprzez zmiany obyczajowe chciano zreformować skostniałe społeczeństwo. Polska będąc krajem satelickim ZSRR nie mogła sobie pozwolić na tego typu walkę. Na co więc mogła sobie pozwolić? Otóż mogła choć częściowo zmienić swą szarą egzystencje na bardziej kolorową. I to się udało. Przyczyną zatem tych zmian była chęć zabicia wolnego czasu przez młodzież. Dziś największą bolączką społeczeństw (szczególnie tych najbardziej rozwiniętych) jest brak wolnego czasu. Konsumpcjonizm - gdzie prym niesie hedonistyczny materializm i liczą się tylko pieniądze doszedł do głosu w Polsce właśnie w latach 70.. W dużej mierze to przeciw niemu była skierowana rewolucja obyczajowa na Zachodzie. W Polsce zaś rewolucja obyczajowa bardziej była ukierunkowana na chęć zabicia wolnego czasu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (19):

Sortuj komentarze:

Piotr
  • Piotr
  • 07.07.2011 16:41

Jako historyk chciałbym się właczyć do dyskusji. Otóż rewolucja to nie wynalezienie czegoś lecz dopiero upowszechnienie wśród wiekszej liczby obywateli. Były i dżinsy w latach 60 i mini spódniczka ale w latach 70 one sie upowszechniły. Sprawa dyskotek. To, że ludzi bawili się w domach to żadna rewolucja tak było od zawsze. Ale to że władza pozwoliła na organizowanie zorganizowanych imprez masowych to już element rewolucyjny. Wiele zmian zaszło już w latach 60. ale lata 70. je upowszechniły. Zgadzam się z autorem tekstu. A poza tym autor postawił pytanie w tytule dając możliwość własnej interpretacji. Duży plus za artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.07.2011 14:49

Słuszna uwaga szkoła historyczna (typ) jest również bardzo istotna. Nawet dziś wiele ośrodków naukowych ma pewne swoje naukowe preferencje co do formułowania myśli. To już element współczesnej historiografii a także metodologii którą sobie pojedyncze osoby tworzą ale też wiekszę grupy. Jeśli chodzi o kwestie rozmowy z awatarem to rozumiem pana ja też uważam, że powinniśmy podpisywać się pod swoimi zdaniami. Anonimowość czasem się przydaje ale chyba nie w nauce, choć to wymagałoby wiekszej analizy. Choć ja staram się odpowiadać na wszelkie uwagi. Tutaj nie każdy ma profil a każdy ma prawo się wypowiedzieć i to trzeba szanować. Choć wiadomo, że przyjemniej się rozmawia gdy się wie z kim.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Ireneuszu artykuł nader ciekawy. Ma Pan rację że każda relacja jest subiektywna. Co do obiektywizmy historii to temat na długą dyskusję i artykuł. Zgadzamy się co faktów bezspornych typu daty , uczestnicy itp ale już podejście do treści wydarzeń zależy od szkoły historycznej, światopoglądu cóż nie będę się dalej rozwijał. Pozdrawiam. P.s- wie Pan ja z reguły nie komentuje anonimowych komentarzy, czytam z szacunkiem ale nie będę 'gadał" z awatarem

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.07.2011 13:59

Jeśli Pan żałuje to trudno, a ja nie żałuje tej dyskusji. Po pierwsze myli Pan rozpaczliwą obronę z pewnością siebie. Po drugie pouczanie? Nie to tylko przedstawianie swego punktu widzenia. A poza tym funkcja dydaktyczna jest bardzo ważna. Jeśli chodzi o strofowanie to jeszcze raz powtarzam to że coś wolno to nie znaczy, że tak wypada (cytat R. Kimball). Wolno powiedzieć wszystko ale nie wszelkimi dostępnymi środkami. Chodzi o poziom dyskusji. Moja argumentacja wydaje się czysta i klarowna. Pan jak najbardziej może się z nią nie zgadzać. (na marginesie człowiek nie nauczy się niczego od ludzi, którzy się będą z nim we wszystkim zgadzać) ale chodzi o sposób w jaki to wyrazi (odpowiednie argumenty ale też i język). Tu tkwi istota problemu w moim przekonaniu. Ja osobiście wole dyskutować z osobami co mają zupełnie przeciwne zdanie niż. Wtedy jest prawdziwa dyskusja.

Komentarz został ukrytyrozwiń
5443
  • 5443
  • 07.07.2011 12:44

Nie rozumiem tej rozpaczliwej obrony i tego pouczania i strofowania komentatorów.
Już żałuję swego uczestnictwa...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.07.2011 11:28

Zgadzam się są różne typy szkół i różny poziom ich, jednak gdy ktoś pyta do jakiej szkoły chodziłeś? to ma to jednoznacznie negatywne odniesienie do osoby do której to pytanie zostało skierowane. Ale zostawmy ten temat. Jak już mówiłem emocje są wrogiem nauki. Skupmy się na faktach. I dyskutujmy o historii a nie zachowaniu bo w końcu to dział historia. Przekazy historyczne, filmowe czy literackie (literatura faktu) nie biorą się znikąd. To nie fantastyka literacka lecz prace opartę na źródłach: pamietnikach, dziennikach, listach, ale również relacji ustnych (w przypadku PRL bo jeszcze ludzie te czasy pamiętają). Trzeba korzystać z tej wiedzy bo za kilkanaście, kilkadziesiąt lat już jej nie bedzię. I zostaną tylko źródła pisane. Więc piszmy pamietniki, dzienniki. To naprawdę cenne źródło. I rozmawiajmy z ludzmi. Ale pamietajmy o czyms takim jak krytycyzm. Każda relacja ustna jest odbiciem subiektywnym autora. To jego zdanie. Oczywiście gdy wiele osób ma podobne zdanie to prawdziwość przekazu jest wtedy wiarygodna. Pamietajmy o tym. Czy zatem istnieje obiektywizm w historii. Chyba nie zawsze swój punkt widzenia pozostawi ślad w przekazie historycznym. Ale czy to źle? Chodzi o to by przedstawić ludziom wiele punktów widzenia. Interdyscyplinarne spojrzenie na problematykę jest w moim przekonaniu najbardziej rzetelne.

Komentarz został ukrytyrozwiń
5443
  • 5443
  • 07.07.2011 09:47

A jeszcze zapomniałam przypomnieć o istnieniu w naszym kraju pierwszego nowoczesnego girlsbandu pod nazwą 'Filipinki'. Formacja działała w latach 1959-1974 czyli szczyt jej popularności przypadł właśnie na lata 60.
Popieram komentarz 4235 i uważam, że tytułowa "gierkowska rewolucja" jest mitem, gdyż to raczej schyłek "rewolucji".

Komentarz został ukrytyrozwiń
5443
  • 5443
  • 07.07.2011 09:35

Drogi Autorze, nie widzę powodu obrażać się za zdanie "Dorian, do jakiej szkoły chodziłeś?" gdyż funkcjonowały różne szkoły prowadzone w różny sposób, posiadające różny charakter i mimo pozorów różne zwyczaje. [Nawet istniały szkoły prowadzone przez siostry zakonne, tak, tak!] I nie ma co się zżymać, tylko raczej pilnie czytać, jak temat komentują ci, którzy w tamtych czasach funkcjonowali, dla których tamto życie było codziennością. Opieramy się na autopsji, a nie na przekazach historycznych, literackich czy filmowych.
Ale najwidoczniej uważa się, że wszyscy starzy cierpią na demencję....

Komentarz został ukrytyrozwiń
4235
  • 4235
  • 06.07.2011 17:06

To i tylko to zdanie z tekstu ........Dziecko wracało po szkole do pustego domu, bowiem ich rodzice robili karierę............. Miły autorze gdzie, kto, kiedy???????? Faktycznie gdzieś dzwonili tylko gdzie. Całe mnóstwo przekłamań i adaptacji mysli przeczytanych i tutaj zaszczepionych. Jedno wielkie Nie. Inaczej to widizałam inaczej poznawałam. Wielki minus za ten artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.07.2011 16:53

Otóż to niech dyskusja będzie na poziomie. Teksty typu gdzie chodziłeś do szkoły? nie powinny mieć miejsca. Wolność słowa nie oznacza, że można mówić wszystko. Zacytuje słowa R. Kimballa autora książki o rewolucji obyczajowej w Ameryce: "Istnieje powszechna tendencja, by zakładać, że skoro (ktoś) może coś zrobić, to (mu) wolno. Trudno o większy błąd. Pomiędzy „można” w „wolno” powinna istnieć cała sfera biorąca pod uwagę obowiązek, uczciwość, współczucie, smak i wszystkie inne rzeczy, które czynią życie pięknym,
a istnienie społeczeństwa możliwym." Tym kierujmy się w życiu także w dyskusji. Bądźmy przykładem, że w internecie pomimo anonimowości (to pewnie wpływa na to, że teksty obraźliwe się pojawiają choć ta anonimowość jest pozorna) można prowadzić dyskurs na poziomie. Niech głos mają argumenty a nie emocje bo one są wrogiem nauki

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.