
Jeżdżę po mieście z Wojciechem Kizińskim. Kierowca MPK z wieloletnim stażem i silnym charakterem nie kłania się łobuzom, bo gęba nie szklanka i do wesela się wygoi. A po północy okazji, żeby oberwać, nie brakuje. – Bo pasażerów mam pijanych. Jakby się zapytać: kto jest trzeźwy, to tylko kierowca rękę by podniósł. I to niezbyt pewnie, bo licho wie, czy od tych oparów paru promili nie złapał – śmieje się weteran nocnej brygady. Dwudziestolatki doceniają jednak jego „kierownictwo”. Kiedyś pogonił chłopaka, który się awanturował. Wyrzucony nawoływał: – Chodźcie ziomki, z takim ciulem nie jedziemy!
Ziomki odmówiły: – Goń się, frajerze! My z tym ciulem za 10 minut w domu będziemy!
Stacja nietrzeźwość
Dworzec PKS. Stąd startują nocne autobusy. O wpół do dwunastej pojawia się pierwsza para nastolatków wracających z eskapady po mieście. On zapala papierosa, ona spada z ławki. On ją podnosi. – Oddychaj, zaraz pojedziemy – radzi.
– Nie mogę – odpowiada szczerze dziewczyna.
Ruszamy. Na Armii Krajowej nieporadnie wdrapuje się do autobusu para narzeczonych. Kiziński codziennie ogląda takie „romantyczne” sceny. Kiedyś dryblas w glanach i z łańcuchem wyprowadzał z „dwieścieczterdziestkitrójki” mocno podpitą blondynkę. Dziewczyna nie utrzymała równowagi i wpadła głową do kubła na śmieci. – Taki muszkieter, a swojej panny upilnować nie potrafi! – skomentował kierowca, a osiłek chwycił za łańcuch.
– Weź lepiej tym łańcuszkiem pannę zwiąż i do domu zaciągnij, bo sama raczej nie dojdzie – uspokoił bohatera.
Bywa, że zakochani pasażerowie dają jeszcze bardziej widowiskowe przedstawienia. Można dziewczynę popieścić na tylnym siedzeniu, można nawet uwieść, czekając na autobus. – Przyjeżdżam kiedyś pod PZU, a tam pewna para tak zawzięcie się kocha, że cały przystanek bił brawo – śmieje się pan Roman, inny doświadczony kierowca nocnych linii.
Do bójki jeden krok
Jeden objazd miasta to co najmniej dwie awantury. Zdarzają się bijatyki, walki o godność dziewczyn i pretensje do kierowcy. Wyrażane na przykład ciskaniem kubłem w pojazd.
W autobusach nie brakuje też poszukiwaczy przygód i przyjaciół. – Krzysiek, gdzie leziesz znowu? – krzyczą nastolatki do kolegi, który, zataczając się na zakrętach i podskakując na wybojach, przedziera się na przód auta. Siada i z uśmiechem zagaduje współpasażera: – Ej, ziom, wporzo jesteś.
– Wyp...! – starszy, chudy punk w przyklapniętym irokezie nie jest przyjacielsko nastawiony. Krzysiek chwiejnym krokiem wraca więc do swoich.
– Często cię smarkacze zaczepiają? – pytam panka.
– Wyp...! – kończy rozmowę.
Kierowcy mówią, że jak na takiego „przyjaznego” punka ktoś się rzuci, to na interwencję policji trudno się doczekać. Chyba że nocnym autobusem... uciekają złodzieje. Z panem Wojciechem jechało kiedyś dziesięciu chłopaków z Leśnicy. Za nimi pędził stary golf. Kierowca zatrzymał autobus. Okazało się, że to kryminalni. – Wiezie pan sprawców włamania. Proszę wpuścić – rozkazał potężnie zbudowany policjant. Nie zmieścił się jednak w pojedynczych drzwiach przy kierowcy, „wsiadł” więc środkowymi. – I zrobił straszny kocioł – opowiada kierowca. – Jak opadł kurz, to cała banda leżała na glebie i tylko dokumenty w powietrzu trzymali – wspomina z podziwem kierowca.
Dojeżdżamy do dworca. Obserwuję, jak z innego autobusu straż miejska wyprowadza pijanego 30-latka. – Zasnął i spadł z siedzenia – wyjaśnia strażnik. – Jeśli będzie w stanie samodzielnie się oddalić, nie wyląduje w izbie – tłumaczy. Nie dał rady się oddalić. Strażnicy podwożą więc pasażera-śpiocha na ulicę Sokolniczą.
Pasibrzuch na wakacjach
W nocnych liniach, oprócz brutalnych dialogów, seksu i przemocy, zdarzają się też miłe pogawędki.
– Ale jestem głodny. Jak pasibrzuch, ten smerf – tłumaczy współpasażerom krępy chłopak w niebieskiej skórze.
– Idioto, pasibrzuch smerfy zjadał na obiad – poprawiają go koledzy. Głodny sapie ciężko, przymyka oczy i wyznaje: – Muszę iść na urlop....
Nie wszyscy jednak opadają z sił w autobusach. Dyspozytor Janusz Nawrocki opowiada, że pewna dziewczyna po wejściu do autobusu zaczęła robić striptiz. Kierowca bał się jej przerwać, bo pasażerom się podobało. Wcisnął więc gaz i jak najszybciej dojechał na pętlę. Dziewczyna nie zdążyła odsłonić wdzięków, więc widownia rozeszła się do domów. – Może kierowcy było żal, że sam do niej plecami siedział – żartuje dyspozytor.
Niektórym starcza też sił na wspólne śpiewy. „Sokoły”, „Jesteś szalona”, „Czarny cyganie” – ludyczna pieśń dobiegająca z wesołych nocnych autobusów to norma. – Kiedy student ma się napić i wyśpiewać? Jak będzie pracował!? – usprawiedliwiają jednak autobusowe wybryki kierowcy.
Dla nich problem jest wtedy, gdy na przystankach zbiera się przyjaciołom na pożegnania. Długo wtedy wysiadają i stracony czas trzeba nadrabiać prędkością. A ta odbija się na komforcie jazdy. – Panie, ludzi pan wieziesz, nie kartofle – złoszczą się standardowo pasażerowie.
Kierowcy potrafią się odgryźć. – Autobus to nie burdel, tu się trzeba trzymać, a nie puszczać! – mawiał jeden z nich, ale rzucił pracę w MPK i wyjechał do Anglii poszukać porządniejszych przewozów.
Poderwać kierowcę
– Jestem kawalerem z odzysku – zwierza się Wojciech Kiziński. – Nie, nie przez nocki. To po prostu zła kobieta była – śmieje się spod wąsa. Kierowca jest do wzięcia – na razie po robocie wstaje, jak się wyśpi, a i na kawę z dziewczyną chętnie się umówi. – Raz przyszła na pętlę taka pięćdziesiątka. W szlafroku i kapciach. Ładna, nie powiem – opowiada. Mówi do mnie: „Przyjdź po pracy, napijemy się i...”. Kierowca nie dał się przekonać. Randki nie było.
Po Wrocławiu jeździ od 1982 roku. Na początku nie było łatwo. Jak gubił trasy, to sadzał obok pasażera: „Prowadź pan!” – zachęcał.
Ale to niepewna metoda. Pewien żółtodziób w nocy jechał na Psie Pole. Nie znał drogi i poprosił o pomoc kilku chłopaków. – Tak go pokierowali, że ich do domu zawiózł na jakiś wygwizdów – śmieje się pan Wojciech. – Pożegnali się ładnie, a młody rozłożył ręce i się rozpłakał. To pół biedy, ale czasami naprawdę trzeba pasażerów do domu rozwozić, bo człowiek nie ma wyjścia. Jak się sprzeciwić, kiedy ci nóż do gardła przystawią – poważnieje kierowca.
Akurat przy zepsutym autobusie kręci się młody chłopak przegryzający knyszę. Mechanicy odpędzają go, ale fan nocnej komunikacji jest uparty. – Panowie, ja turystykę studiuję i na autobusach się trochę znam. Elektronika wam siadła!
Pasażer – jaki jest, każdy czuje
Opinie o pasażerach nocnych autobusów różnią się jak oni sami.
– Giertych ma rację. Polska młodzież jest pijana i śmierdzi – zaciska zęby mężczyzna w średnim wieku z reklamówką w dłoni. – Trzeba to powiedzieć odważnie i głośno! – dodaje zdegustowany, wysiadając z przegubowca.
– Tak, wszyscy mówią, że teraz jest gorzej – wzdycha pan Grzegorz, kolejarz, który mija się z nim w drzwiach autobusu nr 245. – Ale czy my byliśmy lepsi?
Jest czwarta, jedziemy na Brochów. Kolejarz szykuje się do pracy, a obok niego w fotelu kolebie się śnięty dwudziestolatek w dresie. – A mnie znowu wywalą z roboty... – pociąga łyk piwa, opuszcza głowę i wypuszcza z dłoni puszkę. Ta toczy się po podłodze zaspanego autobusu. •
Maciej Czujko
PT