Facebook Google+ Twitter

Seks w... zakresie obowiązków – rozmowa z Anetą Krawczyk

  • Źródło: Express Ilustrowany
  • Data dodania: 2006-12-08 09:20

Aneta Krawczyk ujawniła kulisy pracy w Samoobronie. Za usługi seksualne ze Stanisławem Łyżwińskim miała dostać pracę. Nie sądziła, że będzie o niej mówić cała Polska. Taka sława zaczyna ją już przerastać.

fot. Dziennik ŁódzkiJak się czuje kobieta, o której mówi cała Polska?
- Na pewno nie marzyłam o takiej sławie, Boże... Byłam zwykłym szeregowym obywatelem, a tu nagle sława, której nie życzy sobie chyba nikt. To nie tak miało wyglądać. Artykuł w "Gazecie Wyborczej", od którego wszystko się zaczęło, miał wyglądać zupełnie inaczej. Miałam być jedną z kilku opisanych dziewczyn, które dostały pracę w Samoobronie za seks, a stałam się główną bohaterką. Miałam pozostać anonimowa, ale to, co wyrzuciłam w prywatnej rozmowie, okazało się w całej krasie... Mieli zmienić mi imię, nie wspominać nazwy miejscowości, gdzie mieszkam...

Początkowo ukrywała pani swoje nazwisko i twarz. Dlaczego zdecydowała się pani ujawnić w programie TVN-u?
- Sprawy poszły już tak daleko, że dalsze ukrywanie się byłoby tchórzostwem. Złożyłam zeznania w prokuraturze, pojawiły się konkretne zarzuty, zeznania. Uznałam, że jeżeli chcę pokazać prawdę o całej historii, to nie mogę dłużej pozostawać anonimowa. Pozostawanie incognito nie miało już sensu.

Jeżeli są inne ofiary, to trudno byłoby im się identyfikować z kimś takim. Jeżeli już to zaczęłam, będę to kontynuować. Na planie "Teraz my" byłam bardzo zdenerwowana, dostałam środki uspokajające, a w studiu była ekipa medyczna i lekarz, na wypadek gdybym się źle poczuła.

A gdyby pani dostała się do sejmiku, ujawniłaby pani sprawę?
- Pewnie dalej byłabym zobligowana do milczenia, lojalnością wobec partii, bo z ramienia tej partii sprawowałabym jakąś funkcję publiczną.

Nie próbowano pani zaoferować pracy w zamian za milczenie?
- Zbywano mnie, mówiono o jakiejś połówce etatu w przyszłości. Żeby na chwilę zatkać mi usta, żebym nic nie mówiła. Żaden z naszych przywódców nie wierzył, że ktokolwiek może takie coś ujawnić.

Jak poseł Łyżwiński zareagował, gdy pani powiedziała, że jest z nim w ciąży? Mówił, że to nie jego dziecko?
- Nie, nic takiego nie było. Powiedział, że trzeba to "załatwić". Zawsze na pierwszym miejscu stała lojalność, bo wiadomo, że jak nie będzie lojalności, to będą w stanie mnie utrącić. Wtedy miałam do stracenia stanowisko, bo funkcji radnej nie mógł mnie pozbawić.

Powiedziała pani, że asystent posła Łyżwińskiego, weterynarz, wstrzykiwał pani oksytocynę, by wywołać wcześniejszy poród. Czyli zgodziła się pani na to.
- Tak, zgodziłam się. Ale nie od razu. To wcale nie przychodziło tak łatwo.

Poseł nie obawiał się, że pani ujawni całą sprawę?
- Nie. Znał mnie bardzo dobrze. Wiedział, że ze wstydu nigdy nie odważę się mówić. Przypadek sprawił, że ujawniłam to, a teraz lawina ruszyła...

Jak reaguje rodzina, sąsiedzi?
- Prawie nie ma mnie w domu, więc trudno mi mówić o reakcji sąsiadów. Dostaję natomiast sporo SMS-ów od znajomych i nawet obcych osób, które podnoszą mnie na duchu, że jestem dzielna, że dobrze, iż to ujawniłam, że są ze mną, żebym się trzymała, że nie potępiają tego.

Pojawiają się opinie, że tezy "praca za seks" nie będzie pani w stanie udowodnić. I że może miała pani po prostu romans z Łyżwińskim.
- Romans?! Jaki romans?! Seks był po prostu w zakresie moich obowiązków.

Andrzej Lepper stwierdził, że każde z trójki pani dzieci ma innego ojca.
- Jak on mógł tak powiedzieć?! Dwie starsze córki są z mojego pierwszego, jedynego zresztą, nieudanego małżeństwa. Mają dobry kontakt z ojcem.

A jakie ma pani dowody na potwierdzenie swoich spotkań z Lepperem i Łyżwińskim?
- Właśnie się dowiedziałam, że jeden z dowodów: księga z wpisami gości i zdjęciami w restauracji w Radomsku, gdzie się spotkałam z Lepperem i gdzie robiono nam pamiątkowe zdjęcia, gdzieś zaginęła. Ale są inne dowody...

Nie próbowała pani z tym skończyć, zdobyć dowody, np. nagrywać wasze spotkania na magnetofon czy kamerę wideo?
- Nie wierzyłam, że to kiedykolwiek się skończy. I że będę musiała to ujawnić.

Jak pani wyobraża sobie dalej swoje życie?
- Wyjadę na pewno za granicę. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym zostać w Polsce. Jest ciche przyzwolenie na tego rodzaju praktyki. Osoba pokrzywdzona jest w oczach społeczeństwa tą najbardziej winną. Nie oprawca, mężczyzna, który ją wykorzystuje, tylko ofiara, która zdecydowała się mówić o tym publicznie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jeśli ładna kobitka jest tzw. otwarta osobą i nie robi moralnych problemów z udostępnieniem siebie, to tylko żałować, że takich babeczek nie spotyka się zbyt często. Lgną do osób wpływowych a nie do nieudaczników. I na tym polega niesprawiedliwość.
Sporo jest ogłoszeń w prasie - za pracę, za towarzystwo podczas wycieczki, za towarzystwo 60 minut studentki oferują swe jestestwa. Czy to sa legalne ogłoszenia? Czy studentki nie kłamią, że są studentkami i za kłamstwo nie ma ścigania z urzędu?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.