Facebook Google+ Twitter

"Selfie-pudełko" w Klubie Kultury Saska Kępa w Warszawie

Rewelacyjny performance "Selfie-pudełko" wystawiany premierowo 21 i 22 listopada w Klubie Kultury Saska Kępa w Warszawie to metafora osobowości everymana - każdego z nas.

Plakat z performance Każdy z nas pielęgnuje w sobie swoje lęki, kompleksy, przyzwyczajenia. Zamyka się w żmudnej i nudnej rutynie życia. Czasami nasze negatywne myślenie o sobie osiąga miano tragedii. Zamykamy się w pudełku naszych nawyków, melancholii, strachów, a także upartego egocentryzmu.

Czwórka performerów: Agata Życzkowska, Katarzyna Kafel, Thomas Harzem i Jan Zimmermann świetnie odgrywają/przedstawiają role zamkniętych w sobie egocentryków, osób, które skupiają się na swoich lękach i pochłaniają w świecie ograniczających ich czynności.

Jan Zimmermann gra psychodeliczną muzykę na starym fortepianie. Katarzyna Kafel skupia się na swoim ciele i seksualności. Agata Życzkowska jest matką, producentką, aktorką, kochanką, siostrą. Wypowiada w performance szereg słów: jaka jest, kim jest i co robi. Z żalem, rozgoryczeniem, znużeniem życiem. Nie lubi siebie, nie lubi swojej roli, swojej sylwetki, swojego brzucha, swojego koloru włosów. Mówi: jestem gruba, mam długi, mam ojca, ale nie mam taty, mam małe mieszkanie, córkę, starą pralkę. Znużenie życiem wyziewa z jej słów. Rutyna i skupienie się na sobie (nieszczęśliwej) popycha ją do rozpaczy. Krzyczy.

Postać Agaty - to utożsamienie każdej z nas. Naszej roli w życiu, kompleksów, przeżyć. Każda z nas jest córką, posiada mieszkanie, pracę, dzieci...

Jan Zimmermann zadbał o dźwięk w spektaklu. W tle wypowiedzi Agaty słyszymy muzykę klasyczną, dyskotekową, przemówienie Baracka Obamy, a także dziwne "riffy" starego fortepianu, wytworzone na strunach rozciągniętych między jego kubaturą. To jeszcze bardziej podkreśla fakt - że taka kobieta jak Agata może żyć wszędzie - w Polsce, w Stanach, w Niemczech, może mieć różny gust i różny styl ekspresji, różny głos, a także różne potrzeby. Mówi, ponieważ chce zwrócić na siebie uwagę, chce, aby ją ktoś usłyszał, chce powiedzieć, że jest.

Performance rozgrywa się na scenie zbudowanej na kształt pudełka, które można otworzyć i zamknąć. W środku pudełka postaci - bohaterowie sztuki odgrywają swoje role.

Widz, czyli widownia zostaje wyprowadzona przez reżysera Thomasa Harzema na zewnątrz, poza Klub Kultury Saska Kępa, na dwór. Reżyser pokazuje jej możliwość oglądania performance z innej perspektywy - przez szybę, z trawnika pod budynkiem. Widz ma wybór - może oglądać spektakl z zewnątrz lub wejść do środka.
Nie ukrywam, że z takim zabiegiem reżyserskim spotkałam się po raz pierwszy w teatrze. Myślałam długo, czemu to ma służyć, rozważając... czy to tylko sztuka dla sztuki?

Ale po paru godzinach po spektaklu olśniło mnie. Po zakończeniu performance aktorka Agata Życzkowska zaprosiła nas do środka pudełka, czyli wszyscy widzowie mogli wejść do środka sceny, "zamknąć się" w selfie-pudełku, gdzie akcja sztuki niejako toczyła się dalej, tyle że już z udziałem widza wewnątrz. Każdy mógł poczuć się jak te grane postacie zamknięte w pudełku, mógł wczuć się w ich role, w ich położenie. Dotknąć fortepianu, a nawet zagrać na nim. Posłuchać osobistych zwierzeń Agaty o odwiecznej zmorze wszystkich kobiet - odchudzaniu i codziennym mierzeniu się w pasie, a także pooglądać rekwizyty z bliska, a nawet porozmawiać z aktorami. Dodam, że w pudełku panowała ciemność z kilkoma kolorowymi błyskającymi światłami. Fortepian wydawał psychodeliczne dźwięki, wypowiedzi performerów były niewyraźne.

Myślę, że każdy, kto wszedł do pudełka, nie do końca wiedział, po co tam jest i czemu ma służyć ten zabieg. W selfie-pudełku nie było przyjemnie. Performerzy starali się tą atmosferę unieprzyjemnić, bądź co najwyżej uczynić neutralną.
Zapadła cisza i oczekiwanie co będzie dalej. Po czym padły słowa reżysera Thomasa Harzema: "Fajnie Wam tu jest? Dobrze się czujecie? Jeśli nie, usiądźcie sobie na podłodze, będzie Wam wygodniej". Po parogodzinnym olśnieniu po sztuce zrozumiałam, co te słowa znaczyły.

Za chwilę Agata zapytała, czy nie jesteśmy głodni i czy nie zjedlibyśmy czegoś i czy mamy ochotę na ciastka, lody, czekoladę? Pewnie tak. Lecz Agata powiedziała, że przyniesie nam chleb ze smalcem i ogórkiem oraz wino. I rzeczywiście częstowano nas tymi smakołykami.

Z czasem widzowie opuszczali Klub Kultury. My również z mężem wyszliśmy, myśląc, czemu miał służyć ten wstrząsający performance?
Pomyślałam od razu, że to nawiązanie do teatru eksperymentu, poszukiwań, pewien rodzaj sztuki nowoczesnej, trochę tzw. nurtu świadomości, trochę z teatru Kantora, trochę sztuki pantomimicznej, trochę z Jerzego Grotowskiego.

Grotowski stworzył Teatr Laboratorium, w którym odrzucał wszystko, co nie jest niezbędne do jego istnienia, a w którym pozostał tylko aktor i widz. W takim teatrze ubogim to człowiek stanowi integralną całość teatru i na nim wszystko się skupia.
W drodze eliminacji Grotowski stopniowo pozbywał się zbędnych elementów przedstawienia. Punktem wyjścia była pusta sala, przestrzeń teatralna pozbawiona tradycyjnego podziału na scenę i widownię - te projektowano na potrzeby przedstawienia. Teatr Grotowskiego był eksperymentalną sceną, w której badano relacje zachodzące między sceną a widownią, dlatego pracom scenograficznym i architektonicznym współpracowników Grotowskiego przyświecał cel zjednoczenia tych dwóch biegunów, wykreowania takiej przestrzeni scenicznej, która zagarniałaby widzów, czyniąc z nich aktywnych uczestników przedstawienia.

Równolegle z eksperymentami dotyczącymi rozwiązań przestrzennych w teatrze, rozwijała się idea "aktu całkowitego" - takiego rodzaju procesu twórczego, w którym aktor "ogołocony" odwołując się do mitów i archetypów jednoczy to, co zbiorowe z tym, co indywidualne. W procesie twórczym odsłania więc tę warstwę ludzkiej natury, która w codziennym życiu pozostaje ukryta. Aktor w akcie całkowitym ogałaca się, docierając do najgłębszych pokładów psychiki.

Thomasa Harzema można nazwać współczesnym Grotowskim polskiego teatru, który w "Selfie-pudełku" prowadzi dialog z widzem, pyta o rozwiązania, wspólnie z widzem buduje scenę, zadaje pytania, szuka odpowiedzi.
Do pudełka, czyli sfery czyichś przeżyć i intymności możemy wejść, ale też możemy z niej w każdej chwili wyjść. Wszystko zależy od nas i naszej woli.
Takie selfie-pudełko może być również metaforą naszej psychiki spowitej lękami, w którym możemy się zamknąć lub wyjść na zewnątrz i aktywnie zmieniać świat na pozytywny z innymi ludźmi.

To przedstawienie było pewnym rodzajem wstrząsu. Weszłam do pudełka, w którym nie było przyjemnie i zrozumiałam wówczas, co znaczyły słowa Thomasa Harzema - "Podoba Wam się tu? Chcecie tu zostać?" Ja zdecydowanie wybieram wyjście na zewnątrz, doceniając to, co mam. Piekne życie z ludźmi.:) Pełne dobrych relacji i pozytywnych uczuć.
Jeśli takie przesłanie miało nieść "Selfie-pudełko", to przedstawienie było genialne. Gdy wielu z nas uświadomiło sobie, że nie warto zamykać się w swoim selfie-świecie, lepiej wyjść na zewnątrz i zmieniać świat. Z ludźmi.:) Z bycia samemu nic dobrego nie wynika. Interpretując dalej - z bycia samotnym egocentrykiem nic dobrego nie wynika.:)

Przedstawienie to kolejna pomysłowa odsłona talentu aktorki, producentki i założycielki Fundacji Rozwoju Teatru "Nowa Fala" - Agaty Życzkowskiej.

Klub Kultury Saska Kępa - Teatr Hoteloko.
Reżyseria/Scenografia/Wideo - Thomas Harzem
Dźwięk/Preparacja pianina - Jan Zimmermann
Performerzy - Katarzyna Kafel, Agata Życzkowska, Thomas Harzem, Jan Zimmermann
Produkcja - Fundacja Rozwoju Teatru "Nowa Fala"

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.