W reklamie kandydata PiS na stanowisko prezydenta Warszawy, emitowanej w Radiu Zet, podawana jest zakamuflowana informacja, iż współczesny Herkules posprzątał stajnię Augiasza.
To, że w reklamie uwydatnia się wyłącznie pozytywy reklamowanej osoby, usługi, czy też produktu..., to oczywista i ogólnie przyjmowana norma. Jednak reklama, choć w wybiórczy sposób, to jednak ma zawierać informacje prawdziwe. Zatem w takich kategoriach – kategoriach prawdy – zacząłem rozpatrywać płatną reklamę komitetu wyborczego. I okazuje się, że kandydat, który wypowiada słowa: „mam najlepszy plan dla Warszawy” jest tytanem pracy. Wszak w reklamie informacje podawane są w liczbie pojedynczej.
„Zainicjowałem”, „pokazałem”, „zdobyłem”, „przyciągnąłem” itd. mówi w niej Kazimierz Marcinkiewicz. „Zainicjował”, „podwyższył”, „walczy” itd. dodaje lektor. Na dodatek wszystko dopełnione jest jakże sugestywnie – „to tylko część załatwionych spraw”. W świetle powyższych treści bezcelowe jest zatem dalsze zatrudnianie urzędników w warszawskim Urzędzie Miasta, skoro i tak wszystko co pozytywne i czym można się pochwalić zrealizował jeden człowiek – Kazimierz Marcinkiewicz.
Fakt, przydałby się taki współczesny Herkules i to nie tylko w Warszawie. Jednak nie Herkules, który przypisuje sobie i przypisują mu niektórzy (m.in. lektor czytający treść reklamy) dokonania całej rzeszy ludzi. To, że stanął na ich czele nie znaczy przecież, że to on wykonał określoną pracę. Różnica pomiędzy ostatecznym zatwierdzeniem, czy też ratyfikowaniem czegoś, a przygotowaniem i zrealizowaniem tego jest duża. I przypisywanie sobie czyich dokonań raczej trudno uznać za semantyczne nadużycie, tylko należy zakwalifikować jako kradzież dorobku kogoś innego. A pozorny Herkules zapędził innych do sprzątania augiaszowych zaniedbań.
I dziwić powinna bierność komitetu wyborczego Hanny Gronkiewicz – Waltz. Przecież doniesienie do prokuratury powinno zostać złożone bezpośrednio po pierwszej emisji reklamy Kazimierza Marcinkiewicza. A jak na razie nie podniesiono nawet larum w tej sprawie.
Czyżby tak popularna ostatnio walka na spoty reklamowe stała się już elementem przeszłości? A cały sztab ludzi odpowiedzialnych za reklamę nie zwracał uwagi w jaki sposób prezentowany jest kontrkandydat. Wydaje się to mało prawdopodobne, więc może samochwalstwo i przypisywanie sobie efektów czyjejś pracy jest już w Polsce normą. Gdyby tak w rzeczywistości było, to czas na płacz i lament maluczkich nastał, bo ich praca, nie jest już ich dziełem!