Facebook Google+ Twitter

Sen motocyklisty

Jak śpiewał znany niegdyś zespół "Gawęda" - ".... każdy jakieś hobby ma, jeden ma królika, drugi ma psa....", tak i ja mam swoje. Jeżdżę motocyklem. A co tam, jeżdżę i już, nawet powiem, że uwielbiam patrzeć na świat z tej perspektywy.

Jak aspiryna na ból głowy, tak motocykl na stres i monotonię życia codziennego. A z siedziska motocykla świat wygląda zupełnie inaczej, niż z fotela przed telewizorem. Choćby był on nawet plazmowy czy LCD, rzeczywistości nie zmieni. Oglądam wiadomości, taki wieczorny mini maraton we wszystkich najważniejszych, krajowych mediach. Informacje te same, ich przekazy diametralnie różne. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... finansowania... politykowania? Pytanie retoryczne, gdyż wszyscy znamy odpowiedz.
Gdzie tu jeszcze miejsce na obiektywizm, profesjonalizm, prawdę? Do diabła, głównie prawdę, o nią chodzi przecież.

Ale już dobrze, bywam często naiwny. Dlatego siadam na motocykl, wyjeżdżam z garażu i widzę "prawdę". Dziurawe drogi, śliskie pasy i inne poziome znaki drogowe, po najechaniu na taki, zwłaszcza podczas deszczu, upadek murowany. Widzę matkę na spacerze z dzieckiem, popijającą piwo, kierowców nerwowo gestykulujących krzycząc coś do komórki, wyciskających ze swoich "katamaranów" resztki potu. Bezpańskie psy wybiegające na drogę bez przyczyny. Sterty gazet, butelki po napojach zaśmiecające przydrożne rowy. Co jakiś czas miła pani pozdrawia mnie przyjaznym machnięciem dłonią. Dzisiaj zimno i pada, a ona w kusej spódniczce i wyzywającym makijażu stoi przy drodze.

Widzę nasz kraj, jak długi i szeroki, poszarpany skrajnościami. Mijam sportowe porsche z parą pięknych kochanków, by nieco dalej ostro hamować przed złomiarzem, który ostatkiem sił ciągnie swój wózek. Wózek pełny nadziei na lepsze jutro. Każdy z nas taki wózek ciągnie za sobą, tylko różne w nim skarby. W jednym wiara, optymizm i siła, inny zaś pełen zwątpienia i szarości. A co, gdybyśmy się tak wózkami pozamieniali? Ten premiera dla Kowalskiego, prezydencki dla Nowaka, ministerialny dla Wiśniewskiej itd. Wózek bogacza nędzarzowi, lekarza - choremu, policjanta - złodziejowi... Czy ciągnąć będzie lżej? A jakież byłoby nasze zdziwienie, gdybyśmy zajrzeli do środka.

W wózku bogacza zwątpienie i rezygnacja, u nędzarza nadzieja i radość. A może policyjny będzie pełen złości i drobnych kłamstw, u księdza zaś znajdziemy małe grzeszki, u lekarza ból głowy... Tak myślę, że nikt z nas nie jest idealny, pełno w nas wad i zalet, tak bardzo charakteryzujących człowieka. Mam tylko obawy, co znalazłbym w wózku polityka, gdzie punkt widzenia zależy głównie od punktu siedzenia. Czy prawda to ładnie opakowane kłamstwo, a szczerość to z uśmiechem podany fałsz? Co prawda od każdej zasady są wyjątki. Jednak nawet nie chcę zaglądać do środka.

Jadę dalej, nic to! Zza chmur wychodzi słońce, wjeżdżam na piękną, równą jak stół drogę.
Wysprzątane dookoła, mijam co jakiś czas schludne parkingi, na niektórych nawet bezpieczne dla dzieci place zabaw. W wyprzedzających mnie autach dostrzegam wesołe twarze, pozdrawiające mnie dzieci.

Nagle na horyzoncie coś się pojawia, miga tysiącem kolorowych świateł. Z każdą minutą obiekt staje się coraz większy. Dostrzegam wokoło tłumy kolorowo ubranych ludzi, wesoło śpiewających jakieś piosenki...

Zaraz, zaraz, to przecież stadion narodowy! Jaki on wielki, dostojny, nowoczesny.
Podjeżdżam bliżej, do grupki mężczyzn, kobiet i dzieci podskakujących i tańczących zorbę, niczym na greckim weselu. Różnią ich tylko kolory koszulek i szalików, co wskazuje, że są kibicami przeciwnych drużyn. Zatrzymuje się obok i pytam, co się tutaj dzieje.
- To jak, pan nic nie wie? - pada odpowiedź.
- Dzisiaj przecież wielki mecz Legia Warszawa - Wisła Kraków - odpowiadają z uśmiechem kibice Legii.
- Tylko szkoda wielka - dodaje inny mężczyzna, chyba kibic Wisły - że trafiliśmy na siebie już w półfinale Ligi Mistrzów! A przecież mógł być Polski Finał!

Odwracam się na pięcie i z niedowierzaniem wsiadam na motocykl. Kibice jeszcze długo mi machają na pożegnanie. Jadę zadowolony dalej, przed siebie, z uśmiechem na twarzy.
Myślę sobie, jak dobrze, że żyję tutaj właśnie, w kraju ludzi przyjaznych, szczerych i prawdziwych.

Ale nagle co to?? Jakiś straszliwy huk, jak z armaty wali mnie po głowie, porusza wszystkie moje zmysły, rozpala mi skronie... Otwieram oczy - no tak, to budzik, już siódma rano, czas wstawać do pracy! Natychmiast jednak postanawiam - zaraz po pracy wsiadam na motocykl i jadę przed siebie. Przecież to nie mógł być tylko sen ....

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: motocykl sen


Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Też lubię jeździć motocyklem i w trakcie czytania zastnawiałem się gdzie mieszkasz aż pod koniec wyjaśniło się wszystko , tak , byłoby wspaniale gdyby tak było naprawdę , ale niestety nasza rzeczywistość jest inna. Bardzo mi się podobało czekam na następne .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam. To mój absolutny debiut, więc zapraszam czytających do komentowania. Każda z Waszych opinii będzie dla mnie cenna wskazówką. Więc miłej lektury. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.