Facebook Google+ Twitter

Sen o Lidze Mistrzów prysnął. Steaua była lepsza od Legii

Gorączka wtorkowej nocy powoli mija. Rano wszyscy obudzą się w szarej brutalnej rzeczywistości piłkarskiej i z kacem moralnym. Po raz 17. z rzędu polski klub nie załapał się na europejski piedestał i nie zagra w Lidze Mistrzów.

Słowacki piłkarz Dušan Kuciak podczas meczu eliminacji Ligi Europy UEFA Legii Warszawa ze Spartakiem Moskwa na Łużnikach. / Fot. Julia Nowikowa"Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt, już dziś wyruszaj ze mną tam. Zobaczysz jak, przywita pięknie nas warszawski dzień" - śpiewał kiedyś Czesław Niemen i kibice na Łazienkowskiej, kiedy Legia we wtorkowy wieczór podejmowała Steauę Bukareszt w spotkaniu rewanżowym IV rundy eliminacji Ligi Mistrzów.

Wszyscy daliśmy się nabrać i wyruszyliśmy w tę podróż za "stołecznymi", która skończyć się miała u bram piłkarskiego raju. Rzeczywistość jest jednak brutalna, bo "Sen o Lidze Mistrzów" ciągle pozostaje tylko i wyłącznie kolorowym snem, któremu niewątpliwie towarzyszyła ciekawa i gorąca oprawa kibiców warszawskiego klubu. Pozostaje niedosyt i uczucie moralnego kaca, że znowu daliśmy się nabrać. Z wielkiego prestiżu nie zostało nic. Po raz kolejny lepszy przeciwnik odarł nas z resztek piłkarskiej godności i zostawił z niczym. Z marzeń o wielkiej finansowej zaliczce pozostanie zapewne jedynie kolejna kara do zapłacenia po racowisku, jakie zgotowali na PEPSI Arenie fani Legii.

Sen o wielkich chwilach nie trwał długo. Przez zaledwie 7 minut meczu legioniści grali jak nigdy. Niczym żołnierze na wojnie ruszyli do ataku. Szybko jednak stało się coś, co we wszystkich wywołało wielkie rozczarowanie. Błąd w defensywie i trzeba było gonić wynik. Dwie minuty później napłynęła w nasze serca ogromna fala pesymizmu. 20 minut meczu minęło i dobrze nie było. Wtem zaczęliśmy gdybać, bo sędzia nie uznał bramki Michała Kucharczyka. Słusznie zrobił, gdyż spalony rzeczywiście był. Siedem minut później fala gdybania narastała, bo byłoby 2:2, a tak po bramce Miroslava Radovicia było tylko 1:2.

Niestety, Legia nie poderwała się do ataku. Zły początek wyraźnie zbił z tropu piłkarzy trenera Jana Urbana. Do końca spotkania nie miał już kto wziąć odpowiedzialności za grę stołecznych. Na boisku zabrakło piłkarza, który zostałby bohaterem tej pamiętnej wtorkowej nocy. Nie pomógł Michał Żyro, Ojamaa i Mikita. Zabrakło agresji, zdecydowania i determinacji.

Pierwszą połowę, gdyby nie stracone bramki, można by określić mianem dobrej. Druga, która z reguły piłkarzom "stołecznych" wychodziła lepiej, tym razem nie wyszła. Po 60 minutach gry zawodnicy warszawskiego klubu wyglądali tak, jakby wcale nie zależało im na wyniku. Jakby pogodzili się z porażką i tylko bronili własnej bramki, by przypadkiem nic więcej im nie wpadło, aby z pojedynku ze Steauą wyjść o ile to w ogóle jest możliwe z twarzą. Z każdą kolejną minutą goście się rozkręcali i przejmowali inicjatywę.

Dopiero w doliczonym czasie gry zaskoczył Jakub Rzeźniczak, który dał wyrównującą bramkę. Cóż z tego, skoro do awansu potrzebne było jeszcze jedno trafienie, a do końca spotkania pozostała niespełna minuta? Dla Rzeźniczaka to trafienie mogło się okazać najważniejszym w karierze, gdyby oczywiście zdobył je 10 minut wcześniej i poprowadził kolegów do zwycięstwa. Nie byłby już tylko najbardziej medialnym piłkarzem Legii i gwiazdą Twittera, a prawdziwym bohaterem.

Pozostaje zadać pytanie, o co w tym sezonie gra jeszcze Legia? Podobno najważniejsza była Liga Mistrzów. Podobno, bo po grze na boisku widać tego nie było. Owszem remis 1:1 w Bukareszcie wywalczony w kiepskim stylu dawał nam więcej satysfakcji niż wysoka porażka Śląska Wrocław z Sevillą odniesiona po nieziemskiej walce. Piłkarzom Legii wyraźnie zabrakło chęci do gry. Może porównanie do polskiej reprezentacji jest trochę nie na miejscu, bo legioniści mieli większe szanse na grę w Lidze Mistrzów niż ma kadra na występ na Mundialu w Brazylii, to jednak zagrali tak jak ostatnimi czasy biało-czerwoni.

Kosecki był najbardziej wyróżniającym się piłkarzem "stołecznych" w obu meczach ze Steauą Bukareszt. W pierwszym udało mu się strzelić wyrównującą bramkę, w drugim próbował i nawet chciał. Z tym, że po prostu mu nie wychodziło. Szkoda, że żaden z kolegów nie złapał bakcyla. Próbował Radović, ale to niestety za mało, by skraść Rumunom marzenie o Lidze Mistrzów. Próbował Kuciak i chwała mu za to, że stał między słupkami Wojskowych w pierwszym spotkaniu, bo gdyby nie on, to nawet złudzeń przy Łazienkowskiej byśmy nie mieli.

Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy na Ekstraklasę obecna dyspozycja legionistów wystarczy. O ile spotkanie z Lechią jest niemiarodajne, bo zagrali głębokimi rezerwami, o tyle do ich formy w kolejnych spotkaniach mam głębokie obawy. Prawda jest też taka, że Legia nie ma ławki rezerwowych. Drugi skład Legii jest za słaby na Ekstraklasę, co pokazał w Gdańsku, sprowadzeni Władimir Dwaliszwili i Helio Pinto nie mieszczą się nawet do rezerwy (jeden zbyt samolubny, drugi jeszcze nie przyzwyczaił się do tego jak gra Legia, tak przynajmniej tłumaczył przed spotkaniem trener Urban). Pozostaje mieć nadzieję, że podstawowa jedenastka nie nadwyręży się mocno na trzech frontach, na jakich przyjdzie jej toczyć walkę.

Po kolejnym piłkarskim rozczarowaniu może warto zacząć śpiewać przy Łazienkowskiej nie "Sen o Warszawie" Niemena, a "Sen o dolinie" Budki Suflera?

"Znowu w życiu mi nie wyszło
Uciec pragnę w wielki sen
Na dno tamtej mej doliny
Gdzie sprzed dni doganiam dzień
W tamten czas lub jego cień ..."

Na otarcie łez pozostają nam zmagania Ligi Europejskiej, które rozpoczną się 19 września. Mistrz Polski wraca do rozgrywek po dwóch latach nieobecności. Ostatnio występował w LE pod wodzą trenera Macieja Skorży i po dobrej fazie grupowej awansował do rozgrywki pucharowej. Jednak przyszła przerwa zimowa w rozgrywkach i styczniowe okienko transferowe. Legia wyprzedała połowę wyjściowego składu, nie dokonując praktycznie żadnych zakupów. Na wiosnę rywalizowała ze Sportingiem Lizbona i po remisie 2:2 i porażce 1:0 odpadła z rywalizacji, nie załapując się do najlepszej szesnastki.

Może tym razem będzie inaczej? Losowanie już 30 sierpnia w Monako.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.