Facebook Google+ Twitter

Sen, z którego nie chcesz się obudzić – koncert Hatifnats w HRC

Indie rocka w założeniu nie słucham. Pochodnych gatunków od niego raczej też nie. Na koncert Pepsi Rocks! w Hard Rock Cafe Warsaw przyciągnęło mnie Hatifnats. Trudno było sobie odmówić kolejnej hipnozy i możliwości zobaczenia ich na żywo.

 / Fot. Okładka płytyTegoroczny koncert z cyklu Pepsi Rocks! był wydarzeniem dedykowanym fanom indie rocka. O występującym tego wieczoru zespole pisałam już kiedyś - byłam wówczas zachwycona czymś co wydawało mi się całkiem nowe i nieznane. Recenzowałam ich debiutancki koncert w Jadłodajni Filozoficznej, zaledwie miesiąc po tym jak ukazało się pierwsze demo zespołu ("Horses From Shellville"). To było w 2007 roku, w środku tygodnia, we wtorek - dokładnie tak jak wczoraj. Od tamtej pory wiele się jednak zmieniło - widziałam ich jeszcze kilka razy na żywo - dojrzało Hatifnats, dojrzał mój odbiór tego co działo się na scenie.

Po debiutanckim występie panowie pokazali się potem na wielu koncertach, między innymi dwukrotnie na mysłowickim Off Festiwalu, gdyńskim Open’er Festival, węgorzewskim Union of Rock czy Jarocin Festival. Grali w różnych zakątkach Polski. Najważniejsze jednak było wydanie pierwszego krążka - „Before It Is Too Late”. Po tym jak pierwszy singiel w ciągu kilku dni ściągnęło niemal tysiąc osób, album stał się jedną z najbardziej oczekiwanych premier na polskim rynku muzycznym. Długie oczekiwanie przyniosło jednak efekty - zespół został pozytywnie oceniony przez krytyków. Czy słusznie? Sądzę, że tak. Słuchając tej płyty na pewno można oderwać się na chwilę od rzeczywistości, może nawet aż za bardzo. To nie zmienia jednak faktu, że najbardziej uwielbiam ten zespół w wydaniu koncertowym.

Po tym nieco przydługim wstępie przejdę do konkretów. Muzycy niemalże po kryjomu wyszli na scenę, szybciutko stając z instrumentami w dłoniach i rozpoczynając koncert mniej więcej o godzinie 22. Charakterystyczny wstęp i publiczność została zaproszona na drugi koniec własnej podświadomości dzięki melancholijnemu głosowi wokalisty i ekspresyjnej grze sekcji rytmicznej.

„Soil” „Mathematix”, „The Lost Boys” i to co nazywałam kiedyś hipnozą muzyków coraz bardziej spełniało swoje założenia. Tym bardziej, że „The Lost Boys”, które usłyszałam na wczorajszym koncercie, było po prostu doskonałe, przynajmniej dla mnie. Swoiste ciepło, nutka tajemniczości i niezwykła barwność kompozycji wywoływała poczucie, że koncert jest niesamowicie krótki. Nie zabrakło na szczęście takich utworów jak „World 2” czy chociażby „Before It Is Too Late”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Recenzja... pełna dynamiki :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.