Facebook Google+ Twitter

"Senny żywot Leonory de la Cruz" według Agnieszki Taborskiej

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2012-04-09 17:56

Autorka wykłada historię sztuki, a przy okazji teoretycznych zajęć poświęconych surrealistom, stworzyła wraz z jedną ze swoich studentek coś niepowtarzalnego. Ani to album, ani rozprawa, ale na mnie robi piorunujące wrażenie. Zwala z nóg.



Tak rozpoczął się kult świętej, która oscylowała na pograniczu jawy i snu, co według surrealistów jest stanem błogosławionym, pozwalającym odkrywać i przekazywać światu prawdy objawione, niedostępne zwykłym śmiertelnikom. Dla papieża surrealistów, Andre Bretona o wiele ważniejszy był autentyzm płynnie wydobywających się z ludzkiego wnętrza wyznań, niż mozolne składanie z części mowy konkretnych znaczeń i budowanie struktury. To jednak była uzasadniona historycznie manifestacja z początku wieku, odreagowująca koszmar pierwszej wojny światowej. Po takiej hekatombie ofiar wszystko, nie tylko zresztą dla artystów i filozofów, straciło jakikolwiek sens. Wyrzucając z siebie setki i tysiące słów pisarze i poeci zadrukowywali nimi setki i tysiące stron papieru pokrytego tekstem, który zapominali tuż po jego wydaniu i nawet rzadko do niego wracali. Zajmowała ich kolejna surrealistyczna manifestacja i następny skandal, seans spirytystyczny, a najlepiej umiejętnie sprowokowane samobójstwo. Życie jest przecież tylko snem…

Współczesna piosenka brzmi podobnie, jak głośno wykrzykiwali swoje hasła pionierzy dadaizmu: „Wszyscy mamy źle w głowie, że żyjemy… Hej, hej, tralala la… Hej, hej, tralala la”. Dzisiaj ma to znamiona protestu, pewnej manifestacji wyobcowania i dystansu wobec skompromitowanych autorytetów, malwersantów i niekompetentnych polityków pogrążających kraj w studnię kryzysu bez dna. Ale nic to, przecież życie jest tylko snem! Autor tej maksymy (i sztuki pod tak znaczącym tytułem, Pierre de Calderone de La Barca), miał w surrealistach godnych siebie następców. Autorka jest jednym z nich, ale powołuje się na surrealistów, którzy znaleźli w bohaterce jej książki Muzę, inspiratorkę i patronkę większości swoich artystycznych manifestacji. Trwają one zresztą do dzisiejszego dnia, bowiem wbrew temu, co twierdzą niektórzy historycy sztuki surrealizm wcale nie umarł wraz ze śmiercią Louisa Bunuela i Salvatora Dali. Pisarka twórczo kontynuuje wielkie dziedzictwo czerpiąc obficie z dorobku surrealistów. Na podstawie kolaży z "Sennego żywotu Leonory de la Cruz" powstał film animowany, a w 2010 roku dzieje mniszki trafiły na scenę.



Tytuł tej inscenizacji brzmi: "Biuro zaginionych snów" reżyseria: Elzbieta Jeznach

Ich cytaty były równie ekscytujące, choć inteligencja, według nich, popycha człowieka do samobójstwa. Jednakże zanim to się dokona szaleniec, zbrodniarz, somnambulik, medium, kochanek muz i artysta zdąży zapoznać się z zestawem takich oto myśli, przypadkowo zresztą wydobytych ze strumienia automatycznie tworzonych tekstów: „Świat jest kryptogramem, który wymaga rozszyfrowania”, „Ze snu stworzyłem królową świata”, „Świętość będzie konwulsyjna, albo nie będzie jej wcale”, „Ona (kobieta) uwalnia świętość, albo przyzywa miłość”, „To nie czas mija, lecz my”, „Histeria jest najwyższą formą ekspresji”, „Niczego tak nie kochamy, jak młodych histeryczek”, „Zdaj się na niewyczerpane źródło podszeptu”, „Ewo, nadstaw ucha zdradzieckiemu wężowi”, Ludzie żyją wśród magicznych przepaści z zamkniętymi oczami”, „Jedyną ideą, która oparła się próbom redukcji jest miłość”. No i po tak oczywistym stwierdzeniu faktu, nie wypada już nawet tego komentować.

Agnieszka Taborska
"Senny żywot Leonory de la Cruz"
Kolaże: Selena Kimball
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011 (wyd. drugie, poszerzone)
Seria: Rzeczy artystyczne
format 165 x 235 mm, 164 strony

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

jak tylko skończą się święta wszelakie, zgromadzę środki i siły, by sięgnąć po tę książkę, która od dłuższego czasu dopomina się o moją uwagę :) dziękuję za recenzję potwierdzającą moje dotychczasowe przemyślenia na jej temat!

Komentarz został ukrytyrozwiń
6023
  • 6023
  • 09.04.2012 23:47

Niezmiernie ciekawa relacja z dogłębnej lektury. Widać, że autor głęboko przejął się treścią książki i żywotem wyimaginowanej świętej. Cóż z tego, że wyimaginowanej. Czasem myśli zrodzone z imaginacji są tak realne w skutkach, że bywają równie bolesne. Mnóstwo ciekawych cytatów i inspiracji. Wielkie dzięki za niezłą robotę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ciekawski
  • Ciekawski
  • 09.04.2012 22:01

zazdroszczę Autorowi słusznego wyboru. Ta książka, to jak wygrana na loterii.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.04.2012 21:38

@Noblesse oblige... ale 44 pln to nieco drogo... Przyznam się Bywalcowi, że aplikując o tę pozycję wśród kandydatów na recenzentów nie znalazłem drugiego ochotnika decydującego się na wybór tej książki. Coś mi podpowiadało, że to jest właśnie to... I nie omyliłem się. Jestem szczęśliwym posiadaczem pięknie wydanego egzemplarza, który na stale zagości w moich zbiorach. Warto więc pisać recenzje, serdecznie namawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Bywalec
  • Bywalec
  • 09.04.2012 21:32

Noblesse oblige... ale 44 pln to nieco drogo. Jednak z drugiej strony za 35 ilustracji z tekstem, tyle się należy. Kogo na to stać, ten się zaopatrzy. Nie wyobrażam sobie takiej książki w postaci elektronicznej, bo liczy się dotyk papieru i bezpośredni kontakt z drukiem na jego szorstkiej powierzchni. Bibliofile wiedzą, o czym myślę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.04.2012 21:18

No, no... pełne uznanie dla znawców i miłośników boskiej Leonory de la Cruz. Obaj cytowani autorzy są wspomniani w tym ustępie drugiego manifestu: "Chwała, mówiliśmy, Aragon i ja, histerii i orszakowi młodych, nagich kobiet, które czołgają się po dachach". Przy okazji nie omieszkam poprawić w tytule imienia bohaterki książki - Leonora, nie Lenora

Komentarz został ukrytyrozwiń
surrealista
  • surrealista
  • 09.04.2012 21:10

No to ja, wywołany tym razem do tablicy, uzupełnię: Poddanie się cudowności stanowi jedyne, wieczne źródło obcowania ze sobą ludzi. I to napisał odrzucony przez surrealistów, zdeklarowany komunista - Louis Aragon

Komentarz został ukrytyrozwiń
Czytelnik
  • Czytelnik
  • 09.04.2012 21:07

Ta książka jest cudowna, niezależnie od kategorii cudowności wprowadzonej przez surrealistów. W ich pierwszym manifeście czytamy: "cudowność jest zawsze piękna, nieważne jaka cudowność, tylko bowiem cudowność jest piękna". Prawda, że to kompletnie nielogicznie... ale za to jakie piękne!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.