Pozycja materiału w rankingach:
Zbliżające się 80. urodziny Güntera Grassa to dla mnie czas szczególny. Czas wyciszenia i refleksji, czas poświęcony lekturom i spacerom w miejsca bliskie sercu Mistrza
Jestem zaledwie o pokolenie młodsza od Güntera Grassa, ale mimo, że podobnie jak on urodziłam się i wychowałam w Gdańsku-Wrzeszczu, długie lata nie wiedziałam, że poruszam się śladami Mistrza. Dzisiaj, kiedy zaglądam w pobliże parku Kuźniczki, z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy dziecięcymi susami pokonywałam kamienie rozrzucone w potoku Strzyża, pamiętające być może dotyk stóp małego Günterka. Widok neogotyckiej bryły kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa, w którym podobnie jak przyszły laureat Nagrody Nobla, byłam chrzczona, a wiele lat później ślubowałam dozgonną miłość, powoduje, że moje serce bije niczym bębenek uderzany oskarowymi pałeczkami. Spacer wzdłuż ulicy Lelewela, przy której mieszkał pisarz, przywołuje na myśl stawiane tu pierwsze kroczki mojego syna urodzonego, podobnie jak Mistrz, 16 października. 
Tak. W 1958 r. pisarz przyjechał do Gdańska i nawiązał ponownie bliskie stosunki z krewnymi, a przede wszystkim właśnie z Janem Krause i córką jego brata Franciszka. Tu warto dodać, że ów Franciszek zginął podczas obrony Poczty Polskiej w 1939 r. i był pierwowzorem dla postaci Jana Brońskiego z powieści „Blaszany bębenek”. Fakt, że ukochany kuzyn jego matki zginął z rąk niemieckich, jest dla Grassa szczególnie bolesny. Pisarz miał zresztą wewnętrzną potrzebę niesienia pomocy finansowej pozostałym w Gdańsku krewnym. Długie lata wspierał w szczególności Jana Krause i swoją rówieśnicę Irmgardę, córkę rozstrzelanego Franciszka.
„Szkoła Pestalozziego był to nowy, ozdobiony nowocześnie sgraffitami i freskami, trzypiętrowy, podłużny gmach z płaskim dachem [ …] Nienaturalnie małe, a ponadto zieleniejące drzewka stały w żwirze przed głównym wejściem między zabezpieczającymi podobnymi do pastorałów żelaznymi prętami” (cyt. „Blaszany bębenek”) - dzisiaj przed wejściem do gmachu stoi rząd samochodów, ścianę szkoły ozdabia …graffiti, a drzewka stały się drzewami.
Przysiedli razem na ławeczce, obok brązowej postaci bębnisty, zdobiącej od paru lat znany pisarzowi fragment miasta i pogawędzili.
- Kiedy władze miasta zastanawiały się nad postawieniem pomnika nobliście - opowiada mój cicerone - pisarz nie bez goryczy zaproponował, żeby za przeznaczone na ten cel pieniądze miasto zafundowało mieszkańcom kamienicy oddzielne toalety, które do tej pory funkcjonowały na klatce schodowej i nazwało je …jego imieniem.
Ja znam Grassa prywatnie. To bardzo ciepły człowiek, lubiący rodzinną i biesiadna atmosferę. Nie stroni od kielicha i uwielbia rozmawiać z ludźmi, chociaż jak słyszę potrafi też wykazać się ostrością języka. Pewne jest też, że ceni sobie rozsądne wydawanie pieniędzy.
Fani literatury Güntera Grassa z niecierpliwością czekają na światowa premierę „Blaszanego bębenka” w reżyserii Adama Nalepy; już w sobotę 6 października. Tym razem, słowa babki Anny Brońskiej-Koljaiczek: „ Tak to już jest z Kaszubami, Oskarku. Zawsze dostają po głowie […] Bo Kaszubów nie można przenieść nigdzie, oni zawsze muszą być tutaj i nadstawiać głowy, żeby inni mogli uderzyć, bo my za mało polscy jesteśmy i za mało niemieccy, bo jak ktoś jest Kaszubą, nie wystarcza to ani Niemcom, ani Polakom” - nie sprawią, jak to było za czasów PRL z filmem Schlöndorffa, że pozostanie na półce.Zobacz także:
Artykuły
(97)
Galerie
(38)
Średnia ocen
(4.94)
Wiek: 3 | Miejscowość: Gdańsk | Kraj: Polska
O mnie: Swoją przygodę z dziennikarstwem obywatelskim zaczęłam od tego portalu:), potem serce oddałam mmmojemiasto.pl :), teraz czas na kolejny krok naprzód:)
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Andrzej Pieczyrak 11.10.2007 11:16
Piękne i z sercem. Warto było czekać na ten tekst :-)
Miroslaw Kraszewski 07.10.2007 15:07
Wszyscy SSmanni czekaja na zaproszenie na sentymentalne spacery po Gdansku.Czy nie powinno sie im tego umozliwic i sfinansowac wycieczek??
Miroslaw Kraszewski 07.10.2007 15:05
(-)duzy minus.Artykul jest jednostronny i pomija umyslnie ciemny przeszlosc GsaSSa jako SSmanna i oszusta. Polacy przedstawiani w jego ksiazkach to osoby wylacznie negatywne.
Natomiast wybiela on swoich kolesi i ziomali w elegancki sposob.Lapia sie na to nawet naiwni Polacy.
Ewa Kowalska 04.10.2007 16:32
Henryku -> "Czy jednak rzeczywiście Gdańsk powinien fetować człowieka, który tak długo milczał, a teraz kręci? " - sama jestem pełna wątpliwości dotyczących fetowania urodzin pisarza. Nie zastanawia mnie jednak, CZY Grass zasługuje na uroczystość w miejscu swojego urodzenia, bo jego twórczość daje mi odpowiedz . Natomiast nie jestem pewna, czy czterodniowa feta jest w tym wypadku najlepszym rozwiązaniem. Hmm, mam wrażenie, że te uroczystości swoją skalą dorównują obchodom 25-lecia powstania "Solidarności", które mimo wszystko miało dla świata większe znaczenie, niż urodziny Mistrza.
Czy powinien przeprosić? Dla mnie przeprosinami są jego książki. Myślę, że gdyby miał zamiar przepraszać, to zrobiłby to w liście, który skierował rok temu do gdańszczan. Ale może woli to zrobić osobiście i przed całym narodem. Zobaczymy ...
Ewa Kowalska 04.10.2007 16:20
Klaro -> Ukazanie się książki, to rzeczywiście bardzo ważne wydarzenie, ale moim zamysłem był jedynie spacer śladami Grassa, dlatego o nowej pozycji na rynku księgarskim nie wspomniałam (o Waffen SS jest słówko w tekście). Wiesz, ogólnie nie chciałam, żeby to był artykuł o fecie zorganizowanej na cześć pisarza. Jak sobie pomyślę, że za oknem piękna pogoda, a on przesiaduje godzinami na debatach, to mi jest go po ludzku szkoda.
Andrzej Czaja 04.10.2007 10:24
Artykuł jak zwykle na bardzo wysokim poziomie;) Czyta się go z lekkością i zaciekawieniem +
Magdalena Adamowicz 04.10.2007 00:11
Ewunia, jestem pod wrażenie, co za piękne, lekkie pióro, grassowskie metafory, siadaj kochana do pisania ksiażek! Gratuluję..
Patryk Szczerba 03.10.2007 10:23
Ewo, doskonale widzę się z Natalią uzupełniacie. Ona pyta "Czy? Dlaczego?" a Ty pewne rzeczy po prostu wyjaśniasz:) +
Marcin Nowak 02.10.2007 18:40
Ewo... Nadajemy na tych samych falach. Myślimy i czujemy to samo. Tylko o dwóch innych regionach. Regionach, w których nakładają się na siebie dwie rzeczywistości.
Szacunek!