
Aleksander Wasiljewicz Konuzin jest ambasadorem akredytowanym w Belgradzie od 2008 roku, jego "wybryki" to jednak zjawisko stosunkowo nowe.
Wszystko zaczęło się w czerwcu, na koktajlu zorganizowanym wtedy przez rosyjską ambasadę z okazji Dnia Rosji. Oprócz głowy serbskiej cerkwi prawosławnej, patriarcha Ireneja, prezydenta Borisa Tadića i premiera Mirka Cvetkovića na liście gości znalazły się dwie osoby, które odliczały dni do początku odbywania kary pozbawienia wolności. Pierwsza z nich to kontrowersyjna serbska gwiazda muzyki pop (i wdowa po watażce wojennym Arkanie) Svetlana Ceca Ražnatović, dziś w areszcie domowym z powodu malwersacji finansowych w klubie piłkarskim męża "Oblilić". Druga - biznesmen Siniša Vučinić, skazany za wyłudzenia, już wcześniej w konflikcie z prawem z powodu utrudniania schwytania byłego serbskiego prezydenta, Slobodana Miloševića. Zaproszeni oficjele ten nieprzyjemny afront przemilczeli, a i media nie pisały o nim zbyt wiele.
Potem w połowie września, na regionalnej konferencji dotyczącej bezpieczeństwa, wyraźnie rozjuszony pytaniami dotyczącymi polityki Rosji ambasador, retorycznie spytał zgromadzonych: "Czy na tej sali są Serbowie?". Dał on w ten niezbyt subtelny sposób do zrozumienia, czym powinni zajmować się oni w sytuacji, w której ich rodacy budują barykady w Kosowie. Reakcja polityków na takie zachowanie była umiarkowana, a radykalne grupy nacjonalistyczne zaczęły wręcz rozpływać się w uwielbieniu do Konuzina i rozlepiły po Belgradzie plakaty ze znaczącym napisem "Konuzin: ambasador Serbów w Serbii".
Nieco większą konsternację wywołał najnowszy występ ambasadora. W zeszłą sobotę pojawił się on wraz z innymi dyplomatami na obchodach trzylecia prawicowej Serbskiej Partii Progresu (SNS), w przeciwieństwie do swoich kolegów zabrał jednak głos. Jego słowa, wprost nakłaniające do głosowania na partię i oznaczające ją jako najważniejszą siłę polityczną w Serbii, wywołały poruszenie. Zareagował sam prezydent Tadić, określając zachowanie Konuzina jako "niedyplomatyczne", a liberalna partia wojwodińskich Węgrów zażądała wręcz usunięcia go z kraju jako persona non grata. Burza trwała jednak krótko, a już dwa dni po tym wydarzeniu ambasador udzielał rządowi rad, co do polityki europejskiej, na konferencji w Nowym Sadzie.