Facebook Google+ Twitter

Serbowie o Kosowie: Dialog jest potrzebny, ale miłości tu nie będzie

"Po każdej wojnie należy posprzątać" - wg porozumienia z Brukseli serbska i albańska strona 26 kwietnia miały przedstawić plan implementacji postanowień parafowanych przez oba państwa. 12 dni po terminie planu brak. Zaczynają się protesty.

Chyba nie można już bardziej dobitnie powiedzieć: "Nie chcę cię znać.". Widok na słynny most po serbskiej stronie Kosowskiej Mitrowicy. / Fot. Natalia ŻabaDedlajn nie tak surowy jak rzeczywistość

To, co w oczach wspólnoty międzynarodowej określane jest jako "historyczne porozumienie", "wielki krok naprzód" i zwrot ku przyszłości, zamiast kolejnego kroku wstecz dla mieszkańców serbskiej części Kosowskiej Mitrowicy mieni się w zupełnie innych kolorach. Jak bardzo napięta jest sytuacja pokazuje fakt, iż pomimo parafowania porozumienia, nadal nie ma planu implementacji jego postanowień, chociaż wg wcześniejszych ustaleń obie strony miały przedstawić swój pomysł na jego wdrożenie prawie dwa tygodnie temu. Powodem takiego opóźnienia jest kategoryczny sprzeciw Serbów z północy Kosowa, dla których założenia porozumienia brukselskiego takie jak: stworzenie wspólnotyWidok na most w Kosowskiej Mitrowicy po stronie albańskiej. / Fot. Natalia Żaba gmin serbskich funkcjonujących według prawa kosowskiego równa się zdradzie stanu, przyznaniu Kosowu niepodległości i naruszenia konstytucji. Przedstawiciele gmin serbskich w Kosowie mówią jednym głosem: "Nie chcemy żyć w quasi-państwie Kosowo, nie wg ich (albańskich przyp. red.) praw i porządków. Mamy swoje państwo i jest nim Serbia".

Sprzedam twój dom w Polsce. Powiem, że to już nie twój dom i nie twoje miejsce. I powiedz mi, co zrobisz?!

Kosowska Mitrowica, widok na cerkiew. / Fot. Natalia ŻabaMieszkańców Kosowskiej Mitrowicy, mających z polityką wspólnego tyle, że wpływa boleśnie na ich życie, bardzo trudno namówić na rozmowę. Nie mają ochoty już niczego komentować. Nie pozwalają na nagrywanie, robienie zdjęć. Najczęściej słychać z ich ust: "Nie interesuje mnie polityka. Nie wiem. Nie chce rozmawiać". Gdy pytam, czy to dobrze, że przedstawiciele władz serbskich zdecydowali się na rozpoczęcie rozmów o normalizacji, mówią, że nie wiedzą co z tego wyniknie i czy jest to jakiś przełom. Jak im się teraz żyje? "Normalnie" - mówią. "Myśmy już nawykli do wszystkiego, już nic nie jest nienormalne". Ponieważ nie udało mi się porozmawiać z nikim na ulicy ani przy kawie (co na Bałkanach zwykle nie jest zbyt trudnym zadaniem) postanowiłam wejść do jednego ze sklepów i tam zacząć rozmowę.Kosowska Mitrowica - wyjazd z miasta. / Fot. Natalia Żaba

Czytaj także: "Chorwacjo, matko, będziemy zabijali Serbów". Historia zatacza koło

"Żadnych komentarzy, zdjęć, nagrań" - usłyszałam od właściciela sklepu. Chociaż zapiera się, że nie będzie ze mną rozmawiał, po chwili sam zaczyna, bez agresji, ale wzburzonym tonem: "Nie można zmusić kogoś do wspólnego życia, kiedy nie ma takiej chęci po żadnej ze stron. Z tymi zza rzeki nie da się współpracować. Widziałaś cmentarz muzułmański po naszej stronie miasta? Jest nienaruszony. Idź na Sziptarską (chodzi o albańską stronę miasta, Serbowie kosowskich Albańczyków nazywają Sziptari) stronę, zobacz, jak tam wygląda nasz cmentarz. Jest kompletnie zdewastowany".

Kosowska Mitrowica - scena wokół której skupiali się przeciwnicy porozumienia w trakcie protestów po parafowaniu dokumentu w Brukseli 19 kwietnia. / Fot. Natalia ŻabaSerbowie z północy Kosowa są wściekli, czują się oszukani. Najpierw dekadami politycy w Serbii przekonywali ich, że kolebki ojczyzny nie można zostawić, że to jest cenniejsze niż każde bogactwo, a dziś mówią coś zupełnie innego. Doświadczenia wojny i głębokiej nienawiści również silnie wpływa na ocenę własnej sytuacji. "Dialog jest potrzebny, ale miłości tu nie będzie. Niech wezmą, co wzięli do tej pory, ale my chcemy być w Serbii" - mówi ze łzami w oczach mój rozmówca.Kosowska Mitrowica - rzuca się w oczy, iż dzielnica należąca do kosowskich Albańczyków jest bardziej dofinansowana. Powstają nowe budynki, po stronie serbskiej inwestycji nie widać. / Fot. Natalia Żaba
- Czy możliwe jest porozumienie poza polityką? Wasze, ludzkie? - pytam. Widok mostu na to nie wskazuje. "Porozumienie jest potrzebne, ale nie ma się co oszukiwać. Jak ktoś stracił kogoś bliskiego w wojnie, będzie zawsze nienawidził. Nie mścił się, ale nienawidził - tak".

Rozwiązanie, które mogliby zaakceptować jest tylko jedno. Separacja. Odłączenie od Kosowa i włączenie do Serbii. Na takie zmiany nie ma zgody ze strony Unii Europejskiej i USA.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Piekny, rzeczowy, wyczerpujacy tekst. Jako Albanczyk( z Albanii), przebywajac co namniej ze trzy razy w Kosowie, ani razu nie odwazylem sie przekroczyc mostu nad rzeka Ibar. Ciekawi mnie jak teraz daja robie rade Serbowie.Pewnie, ze jest im ciezko, ale Albanczykom bylo jeszcze ciezej, bo dzisiaj nie te czasy (1980-1999). Miejmy nadzieje ze bedzie obu stronom lepiej i spokojnie. Pani Natalio, przyblizalas mi pelny obraz sytuacji. Dziekuje, gratuluje Ci i zachecam do dalszych takich pieknych tekstow.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oooo,

historia brzmi bardzo znajomo.

W zeszłym roku wracałam z Albanii przez Kosowo i w środku nocy zostałam dosłownie wyrzucona z autobusu przez celników serbskich - ponieważ wg. nich "urwałam się z choinki". Nie pozwolono mi skorzystać z telefonu (moj serbski nie działał), do Prisztiny 30km drogi, było troche po północy, ruch na granicy kompletnie martwy. Skończyło się na tym, że jeden z celników zlitował się nade mną i poprosił kierowcę ciężarówki by mnie podwiózł do jakiejś "kafany" czynnej całą dobę. Taka miała być w Podujevie. Gdy dojechaliśmy na miejsce okazało się, że zamykają za pół godziny, w okolicy żadnego hotelu, a przy najlepszych chęciach nie mógł mnie podrzucić do Prisztiny, bo już dawno przekroczył dozwoloną pulę jazdy. Noc spędziłam u niego w szoferce, a wracać musiałam przez Macedonię... Koszmar.

Dopóki sytuacja się nie wyklaruje, a Wy będziecie zapuszczać się w te rejony, warto po przekroczeniu granicy Kosowa prosić sąsiadów - mówię o Albanii, Macedonii itd., żeby Wam nie wstawiali pieczątek, bo chcecie wracać przez Kosowo. Bez poświadczenia, że opuściliście granicę Kosowa innym przejściem niż to z Serbią, nie będzie problemów, by wracać tą samą drogą. :)

Pozdrawiam,
N. Żaba

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Natalio dla fanu dalej pojechaliśmy do Serbi. Zakończyło się graniczną awanturą. Pogranicznik serbski zobaczywszy wizę kosowską dostał szału, chciał wyrwać tę stronę z paszportu.
Musieliśmy się pośpiesznie wycofać i pojechać na inne przejscie graniczne. Tam już nie pokazywalismy paszportów tylko dowody osobiste. Dowiedzieliśmy że do Serbi nie można wjechać z kraju którego nie ma. Nasz fan zostach okrzyknięty jako max hardkor ale innym podróżnikom takiej odwagi nie polecam. Poprostu mieliśmy wielkiego farta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Bartłomieju, a z Mitrovicy dokąd się udaliście?

Komentarz został ukrytyrozwiń

W zeszłym roku zwiedziłem Bałkany z rajdem samochodowym ZŁOMBOL. Byłem również w Kosowie i Mitrowicy. link
Potwierdzam słowa autorki że tam już wojny nie ma ale niechęć graniczna pozostała.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cała przyjemność po mojej stronie. Nie wiecie jak bardzo bohaterzy tego tekstu cieszyliby się na wasze słowa!

Spokojnej nocy!

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Człowiek, jak widać teraz w Syrii, niczego nie nauczył się z wydarzeń z nieodległej przeszłości." Marku, to jest największy powód do smutku każdego uzciwego historyka. Jako historyk XX wieku wspomnę jednak, że wcześniej świat przyglądał się bezczynnie okrucieństwom wojsk federalnych w czasie tłumienia powstania biafrańskiego w Nigerii (arcycywilizowane państwa, jak W. Brytania, jeszcze pomagały tej rzezi dokonywać), potem w prasie zachodniej wychwalano pod niebiosa Pol Pota i spółkę, a błogosławiono też na mordowanie prze pomocy (...... ten serwis czytają również dzieci) ludności Rodezji przez jeszcze innych, dzielnych rewolucjinistów.

Wracam do swego stałego twierdzenia; nieszczęściem drugiej połowy XX wieku stała się światowa hegemonia Jankesów, którzy za kaśdym razem muszą wyzwalać jakichś niewolników, których sobie wybrali do tej roli. Zaczęli od zrobienia w ten sposób wielkiej krzywdy własnemu krajowi, ale nie chcąc się do tego przyznać brną w to coraz dalej. Czasami udawało im się prawidłowo rozpoznać, kto rzeczywiście zasługuje na poparcie ich machiny wojennej i propagandowej, ale tylko czasami. Zresztą z reguły nie umiek wytrwać przy właściwie dokonanym wyborze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Długo nie mogłem w przeszłości zrozumieć, jak Hitler mógł otumanić Niemców? Ale gdy pod koniec XX wieku doszło do rzezi na terenie byłej Jugosławii, dziwić się już wszystkiemu przestałem i teraz wiem, że wystarczy parę różnych "zbiegów okoliczności" i będzie powtórka z eksterminacji... Człowiek, jak widać teraz w Syrii, niczego nie nauczył się z wydarzeń z nieodległej przeszłości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trudny temat, bolący i będący boleć jeszcze przez wiele lat. Z jednej strony "Kosovo je Srbija" na każdym chyba murze, z drugiej... właśnie, co z drugiej? Szpitari? Uciskana mniejszość, której udało się uciec spod noża (strasznego) i teraz pokazuje, kto tu rządzi, będąc tak naprawdę równie niepewną swoich racji, co jeszcze kilka, kilkanaście lat temu ? Obie strony mają rację, równocześnie jej nie mając - to właśnie największy dramat tamtego społeczeństwa, Natalia pięknie go przedstawiła. Ode mnie tylko +5 bo więcej w skali ocen nie ma. Więcej takich tekstów poproszę i pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.