Między seriami ćwiczeń podchodzi się do wielkiego lustra i ogląda ciało. Czy rośnie? Czy równo z każdej strony? Więc się prężymy i opowiadamy różne historyjki. Na przykład o psie, który przekoksował. Bokser miał pana, który lubił sterydy. Pan kłuł siebie w tyłek i tą samą strzykawką psa. Koks też ten sam, nie wiadomo już, czy dla zwierząt, czy dla ludzi. Pan rósł pięknie i pies też. Panu się podobało, że jego bokser wygląda jak olbrzymi rottweiler. Aż pies przestał wydalać. Jak weterynarz go rozkroił, to nie było czego zszywać, jedno g... Pan koksuje dalej w pojedynkę.
- No, co tam trzeba, kolego? - usłyszałem. - Trzeba brać, bo nie urośniesz. Może winko z deką? A najtańsza jest metka z omką, tylko 180 zł. - Marten może mi załatwić koks jeszcze dzisiaj. - No, albo trochę teścia, będziesz mocny. Chyba, że stać cię, kolego, na hormon wzrostu, będziesz duży, może nawet wyższy o kilka centymetrów. Ale na dobrą kurację wydasz z 12 tysiaków.
Poleca deczkę (deca durabolin), najlepsza jest holenderska. A przy okazji może załatwić lewą viagrę.
Marten z koksem się nie narzuca, nowicjuszowi podtrzyma sztangę, podpowie, jak ćwiczyć plecy, a potem zagadnie: – I co, młody, pizgasz żelazo i nie rośniesz? Weź coś, bo się zajedziesz.
I przychodzą. Po dwóch tygodniach, po miesiącu. Zamawiają, pytają, jak brać. On pyta hurtownika. Jak ten powie „raz albo dwa razy w tygodniu”, to Marten powtórzy młodemu, „musisz brać dwa razy”, żeby w interesie był większy ruch. Do biznesu dostał się przez dwóch penerów z Dębca, których poznał na siłowni. Brali duże dawki. Chciał trochę koksu dla kolegi i załatwili. Kiedyś zadzwonili do niego z trasy, że na sobotę potrzebują koks, a wracają z Belgii i nie zdążą odebrać. Podali adres. Sklep z legalnymi odżywkami i sprzętem sportowym. – Jak powiedziałem, po co przyszedłem, to facet krzyczał, że wezwie policję. Uspokoił się, jak wymieniłem ksywki penerów. Zadzwonił z zaplecza, sprawdził. Dał koks i przepraszał, myślał, że to tajniak węszy, bo policjanci też chodzą nieźle napakowani.

Teraz Marten czeka, aż klienci wyjdą ze sklepu. Mówi, że wiele nie ryzykuje, bo koks to nie narkotyki, tylko lekarstwa, możesz mieć przy sobie.
Marten opowiada o fortunach, które powstały na koksie. W takim mieście jak Poznań jest z 60 siłowni, w każdej po 50 pakerów. To razem trzy tysiące. Z tego dwa tysiące to klienci, jadą na koksie, więc hurtownicy dobrze żyją, mają z tego samochody, domy, wczasy.
Wydawnictwo
Czarne