Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Kultura > Książki > "Serce narodu koło przystanku" Włodzimierza Nowaka - fragment

Pozycja materiału w rankingach:

45515 miejsce

Dział: Książki

Ocena: 0pkt

Oceń:

"Serce narodu koło przystanku" Włodzimierza Nowaka - fragment

  • Źródło: Gość dnia
  • 2009-10-23 10:54
  • Odsłon: 1994
  • Komentarzy: 0

"Serce narodu koło przystanku" to opowieść o Polsce B, tej zapomnianej, wypchniętej poza nawias rozwijającego się kapitalizmu. Reportaże składające się na ten zbiór powstawały od 1998 do 2009 roku. Pojawiają się w nich najbardziej palące kwestie: upadające PGR-y, zamykane kopalnie, wejście do Unii Europejskiej.



Między seriami ćwiczeń podchodzi się do wielkiego lustra i ogląda ciało. Czy rośnie? Czy równo z każdej strony? Więc się prężymy i opowiadamy różne historyjki. Na przykład o psie, który przekoksował. Bokser miał pana, który lubił sterydy. Pan kłuł siebie w tyłek i tą samą strzykawką psa. Koks też ten sam, nie wiadomo już, czy dla zwierząt, czy dla ludzi. Pan rósł pięknie i pies też. Panu się podobało, że jego bokser wygląda jak olbrzymi rottweiler. Aż pies przestał wydalać. Jak weterynarz go rozkroił, to nie było czego zszywać, jedno g... Pan koksuje dalej w pojedynkę.

- No, co tam trzeba, kolego? - usłyszałem. - Trzeba brać, bo nie urośniesz. Może winko z deką? A najtańsza jest metka z omką, tylko 180 zł. - Marten może mi załatwić koks jeszcze dzisiaj. - No, albo trochę teścia, będziesz mocny. Chyba, że stać cię, kolego, na hormon wzrostu, będziesz duży, może nawet wyższy o kilka centymetrów. Ale na dobrą kurację wydasz z 12 tysiaków.

Poleca deczkę (deca durabolin), najlepsza jest holenderska. A przy okazji może załatwić lewą viagrę.

Marten z koksem się nie narzuca, nowicjuszowi podtrzyma sztangę, podpowie, jak ćwiczyć plecy, a potem zagadnie: – I co, młody, pizgasz żelazo i nie rośniesz? Weź coś, bo się zajedziesz.

I przychodzą. Po dwóch tygodniach, po miesiącu. Zamawiają, pytają, jak brać. On pyta hurtownika. Jak ten powie „raz albo dwa razy w tygodniu”, to Marten powtórzy młodemu, „musisz brać dwa razy”, żeby w interesie był większy ruch. Do biznesu dostał się przez dwóch penerów z Dębca, których poznał na siłowni. Brali duże dawki. Chciał trochę koksu dla kolegi i załatwili. Kiedyś zadzwonili do niego z trasy, że na sobotę potrzebują koks, a wracają z Belgii i nie zdążą odebrać. Podali adres. Sklep z legalnymi odżywkami i sprzętem sportowym. – Jak powiedziałem, po co przyszedłem, to facet krzyczał, że wezwie policję. Uspokoił się, jak wymieniłem ksywki penerów. Zadzwonił z zaplecza, sprawdził. Dał koks i przepraszał, myślał, że to tajniak węszy, bo policjanci też chodzą nieźle napakowani.

 / Fot. CzarneTeraz Marten czeka, aż klienci wyjdą ze sklepu. Mówi, że wiele nie ryzykuje, bo koks to nie narkotyki, tylko lekarstwa, możesz mieć przy sobie.

Marten opowiada o fortunach, które powstały na koksie. W takim mieście jak Poznań jest z 60 siłowni, w każdej po 50 pakerów. To razem trzy tysiące. Z tego dwa tysiące to klienci, jadą na koksie, więc hurtownicy dobrze żyją, mają z tego samochody, domy, wczasy.

Wydawnictwo Czarne
 / Fot. Czarne

Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.