Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

156127 miejsce

Serce zostawiłam w Gdyni

Był lipiec 2007 roku. Wysiadłam z pociągu na szarym i niszczejącym dworcu, jakich wiele w naszym smętnym kraju. Postanowiłam zwiedzić miasto "po swojemu" - iść gdzie mnie nogi poniosą. Wystarczyło kilkanaście kroków. Zostałam.

Klif orłowski - najbardziej "filmowe" miejsce w Gdyni. "Wysiedziałam" tam wiele zachodów słońca. / Fot. Anna KorzonPierwsze wrażenie? Niby nic - bloczki, kamienice i centra handlowe. Dużo samochodów, kiepsko położonych chodników i budek z hot dogami. Ludzie gdzieś pędzący przed siebie, z komórkami przy uszach i kartami płatniczymi w pogotowiu. Podobne obrazki widzi każdy mieszkaniec większego miasta.
Coś jednak było inne. Atmosfera? Nutka oczekiwania? A może tylko ja...

Pierwsze co pokochałam w Gdyni, to jej niebywałe podobieństwo do Łodzi. Zabudowa, pośpiech, ludzka życzliwość i to nieuchwytne coś, co sprawiało, że czułam się jak w domu. Jedyna różnica, niezwykle dla mnie istotna, to woda. Ja - mieszczuch z centralnej Polski - nagle miałam jej tyle wokół siebie!
Mogłam poczuć pod stopami piasek i godzinami patrzeć na najbardziej sentymentalny obrazek wymyślony przez Boga - zachód słońca nad spokojnym morzem. Tuż obok kołysały się jachty, a wiatr wygrywał przedziwne melodie na ich wantach. Cóż - jestem romantyczką. To ta romantyczna, żeglarska dusza namówiła mnie, żeby znów przeorganizować swoje życie i zacząć wszystko od nowa.

Swoje miasto odkrywałam powoli. Każdy zakątek i skwer stanowił dla mnie niespodziankę. Każdy kolejny dzień przynosił przekonanie, że to jest właśnie mój świat. Godzinami piłam "swoją" herbatę w Contraście, spacerowałam pod orłowskim klifem i chłonęłam atmosferę portu jachtowego.

I wtedy zakochałam się znowu. W człowieku. To była, jest i będzie największa miłość mojego życia - mimo iż nie jesteśmy już razem. Za to też kocham to miasto, bo nauczyło mnie, czym jest pełnia.
W Gdyni spędziłam rok. Najpiękniejszy i najtrudniejszy rok w moim życiu. Spotkało mnie wtedy najwięcej dobrych rzeczy, ale i popełniłam najwięcej błędów. Tam spotkałam miłość i przyjaźń, by po chwili wszystko utracić.
Nie żałuję. Gdynia nauczyła mnie żyć.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: Gdynia


Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moje story jest podobne, tylko, że ja zostałam. Znam Łódź i podobieństwa nie widzę. Nie spotkałam jeszcze w Polsce miasta tak pełnego zieleni jak Gdynia. Centrum miasta jest tak małe jak w moim rodzinnym mieście i tylko dlatego miasto to mnie nie przeraziło. Może i zwiedzanie "po swojemu" sprzyja zakochaniu się w tym mieście tylko, że choć mnie raczej Gdynia ujęła - zostałam. I choćby mi się dach nad głową palił... zostałabym.

(-) Tekst nic nie wnosi i pasuje raczej do kartki z pamiętnika. W mojej opinii, po przeczytaniu tej krótkiej opowieści wnioskuję, że ujęła Cię odmienność tego miasta i zarazem jego prostota. I nie wiem czy pokochałaś to miejsce ale nie mogłaś w nim zostać czy pokochałaś człowieka a wraz z końcem związku nie potrafiłaś sama się odnaleźć w Gdyni. Przywiązanie do miejsca jest odmienne od przywiązania się do człowieka.

P.S.
Pośpiech raczej nie idzie w parze z życzliwością?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.02.2009 13:01

Sentymentalny tekst. Bardzo dobry. Szkoda tylko, że tak krótko.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Gdynia "dotyka" morza i to jest fascynujące.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aniu :), jak sympatycznie i ciepło...
szkoda, że nie zostałaś tu na dłużej.
plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trochę za krótkie, jakoś nie przemawia do mnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.