Facebook Google+ Twitter

Seria bzdur zamiast ratowania gospodarki

Gdy przyglądam się kolejnym działaniom "ratującym" gospodarkę, dochodzę do wniosku, że są one fundamentem kolejnej katastrofy.

Przez media przelewa się fala spekulacji i dyskusji na temat ratowania gospodarki i systemu finansowego. Niestety, mam wrażenie, że nikt nie zajmuje się istotą sprawy, a dziennikarze - niestety, jak zwykle - są zadowoleni po usłyszeniu jakiejkolwiek odpowiedzi. W efekcie na naszych oczach rodzi się dziwny plan "ratowania" gospodarki, który nic nie ratuje. Posługując się dosadnym językiem przyglądamy się "pudrowaniu syfilisu, aby udawać że mamy do czynienia z trądzikiem".

Po pierwsze. Nie rozumiem, czemu rządy miliardami dolarów ratują konkretne instytucje bankowe, a nie cały system gospodarczy. Różnica może wydawać się drobna, w istocie zaś jest fundamentalna. Obecnie rządy pompują miliardy dolarów (lub euro - bez znaczenia jest tu waluta) w ratowanie instytucji stojących na skraju upadku. Problem w tym, że instytucje finansowe znalazły się w trudnej sytuacji nie na skutek jakiejś zawieruchy gospodarczej, czy globalnej dekoniunktury. Instytucje finansowe znalazły się w takiej sytuacji na skutek zupełnie nieprawdopodobnej własnej chciwości. Dla tych, którzy mogą się oburzać, że instytucja nie może być chciwa - napiszę wprost. To chciwość zarządów, akcjonariuszy, członków rad nadzorczych, inwestorów doprowadziła je na krawędź przepaści. To presja wyniku i szybkiego zysku doprowadziła system do kryzysu. Co więcej - ta chciwość wywołała globalny kryzys. Światowa gospodarka nie wpędziła banków w kłopoty, to banki wpędziły gospodarkę w kryzys. Czy oznacza to, że rządy nie powinny interweniować? Wręcz przeciwnie - powinny. Ale nie ratując bankrutów. Wolny rynek wymaga, aby każdy kto znalazł się z własnej winy w trudnym położeniu, ponosił tego skutki. A właśnie na naszych oczach zachłanne instytucje są ratowane z opresji. A zamiast pompować miliardy w ratowanie banków z ich zarządami warto by stworzyć nowe i solidnie je dokapitalizować, ewentualnie - wzmacniać te które w paranoidalne interesy nie dały się uwikłać. Po to, aby brak funduszy nie dotknął gospodarki i nie spowodował recesji...

Cały ten mechanizm pięknie określili ekonomiści - na naszych oczach zrodził się system w którym "prywatyzuje się zyski, a straty ulegają nacjonalizacji". Rzesza podatników zrzuca się na najbogatszych i najbardziej chciwych... W efekcie "elita" grupy AIG bawi się na wyjeździe służbowym (rachunek z baru - podobno - 150 tys. dolarów) w chwili gdy amerykański podatnik ratuje tą grupę.

I na koniec tego wątku. Czy po takiej postawie rządów jakikolwiek zarząd instytucji finansowej będzie liczył się z ryzykiem? Kiedyś była groźba upadłości i niesławy. Dziś i jutro jest nadzieja na "nacjonalizację strat". A w dodatku, coś mnie trafia, gdy czołowy ekonomista ze stada "liberałów' przekonuje, że tak być musi, bo tego "wymaga pragmatyzm". I żadna "gwiazdeczka" dziennikarstwa nie potrafi go zapytać o granice ryzyka, odpowiedzialności, rozsądku. Gdy nikt nie pyta, czy kilku kolesi z amerykańskich banków, nie powinno zwiedzić San Quentin z opcją pobytu na jakieś 15 lat. To samo samo dotyczy setek księgowych i kilku kolesi z nadzoru finansowego...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Dużo prawdy w artykule, dla wielu ekonomistów i ludzi zajmujących się gospodarką niestety odległej od ich toku myślenia. Myślą, że przedsiębiorca sobie poradzi, więc po co mu pomoc. Kredytów zwłaszcza hipotecznych nie można zbyt wiele dawać, bo niepewne czasy etc. Dla przykładu premier Tusk ze swoimi ministrami ogłasza plan... na 2010. Co w nim jest konkretnego? link

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.10.2008 16:37

A ja w przeciwieństwie do JTP uważam artykuł za bardzo dobry chociaż z niektórymi jego tezami się nie zgadzam ( nie oznacza to jednak, że uważam autora za niekompetentnego- wprost przeciwnie).
Do JTP :jeżeli porównujesz obecny kryzys z tym z lat 20. XX wieku to nie masz prawa nikogo pouczać
Autor ma całkowitą rację pisząc o przyczynach obecnego kryzysu i stadach durnych liberalnych ekonomistów
Powinieneś kolego wiedzieć, że wybitny liberalny ekonomista to taki ekonomista , który w środę wytłumaczy tobie z mądrą miną dlaczego jego poniedziałkowe przepowiednie o wtorku się nie sprawdziły.
O roli FED I guru liberalnych ekonomistów Greenspanie.Pamiętam jak wszyscy czekali na jego komunikaty pisane wyjątkowo bełkotliwym językiem po których tabuny fachowców tygodniami zastanawiały się co ten geniusz chciał powiedzieć.
Jaki jest naprawdę dorobek naukowy liberalnej ekonomii np w Polsce .Czy mógłbyś podać tytuł najwybitniejszego dzieła np. Leszka Balcerowicza ? Wątpię , bo takiego dzieła nie ma. I co ty mówisz o studiowaniu( czego?).

Komentarz został ukrytyrozwiń

co do JTP - dawno nie usłyszałem, że jestem nieukiem. Zastanów się, czy po prostu nie irytuje Ciebie to, że mam inny pogląd niż oficjalne media. A straszenie rozruchami... Bez żartów.


Skawel - proszę bardzo:

http://paliwa.pl/go.php/pl/aktualnosci/pozostale/az_71_proc_kontraktow.html

pisała też o tym Wyborcza, na podstawie raportu amerykańskiej agencji ds. surowcowych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Autor pisze: "Ale jeśli w czasie hossy na cenach ropy - 70 proc. transakcji to transakcje spekulacyjne, a tylko 30 proc. to realne zakupy surowca na potrzeby rafinerii,"

Bardzo konkretne i ciekawe dane - bardzo proszę o podanie źródła lub metody jak powstały te szacunki. pozdr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przepraszam, ale zapomniałem napisać, żę warto zapoznać się z historią krachu swiatowego na początku XX w. Dobra lekcja i podobne dzialania. Warto poczytać.
JTP

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak naprawdę to można sobie rozmawiać i rozmawiać tylko prawda jest jedna - mleko się rozlało.
Po pierwsze można nie ratować systemu bankowego i wiele osób straci swoje oszczędności. Czy ratować bank w którym są pieniądze 100-200 tyś. obywateli i utrzymać jego płynność, a może pozwolić na jego upadłość i zamieszki w kraju (założenie dla wszystkich banków w Polsce). Trudno podejmować decyzję jednoznaczną dla każdej sytuacji.
Po drugie dostępność do kredytów. W USA kredyty mieszkaniowe zawierane przez konsumenta były pod zastaw nie tylko hipoteczny kupowanego domu ale zastawem stawał się np. dom rodziców. W momencie niewypłacalności nie jedna nieruchomość przepadała ale dwie. Na cóż bankowi nieruchomość której nie może sprzedać? On potrzebuje gotówki do obrotu. System w USA pożyczał, dawał na lewo i prawo. Niestety się przeliczył. Akurat w Polsce wysokie wymagania nie dopuściły do takiego stanu. Amerykańska wpadka pociągnęła jak domino banki na rynku między bankowym i to jest istota problemu. Banki nie operują tylko swoim kapitałem, pożyczają sobie na wzajem pieniądze.
Po trzecie. Zabezpieczenie kredytu w postaci wpłaty własnej jest wskazane. Wtedy jest większa mobilizacja i wiarygodność kredytobiorcy. Jeżeli kogoś nie stać na wpłatę własną nie stać go i na kredyt. Moim zdaniem jest to jakiś sposób na uzdrowienie systemu.
Prawdą oczywistą jest to, że kredyty nigdy w Polsce nie były dla biednych. Przeciętna rata za mieszkanie ok. 40m2 to miesięczny wydatek 2000 zł i to przez 25 lat, a gdzie reszta na życie?
Kredyt to nie zabawa, a wielka odpowiedzialność po obu stronach. Biadolenie i narzekanie niczego tu nie zmieni.
Oczywiście można przyjąć zasadę wolnego rynku i nic nie robić niech bankrutują. Tylko wtedy rodacy o broni i kto pierwszy po swoje pieniądze ten dostanie więcej.
I jeszcze jedno. Podniesienie gwarancji wypłat do 50tyś euro ma zapobiec właśnie wypływowi pieniędzy z banku i utraty jego płynności.
Reasumując. Bicie piany, straszenie i biadolenie ukazuje polską cechę - nie wiele wiem, ale się wymądrzę. Zawsze lubimy mieć zdanie nie będąc znawcą, ale za takiego się uważamy. W taki oto sposób powstają dzieła o niczym, o może przepraszam o narzekaniu i wymądrzaniu.
Pisać zawsze można, ale radzę jeżeli można, przed pisaniem czegoś, co ma nosić miano fachowego zapoznać się z materią. Narzekać każdy może tylko po co? Artykuł w żaden sposób nie rozwiązuje problemu. Nawet nie daje własnego rozwiązania. Operowanie zwrotem „po co” to tylko biadolenie. Po tylu piórach oczekiwałem czegoś więcej.
Pozdrawiam i zachęcam do studiowania rynku kapitałowego i bankowego
JTP

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mnie, kompletnemu laikowi, czlowiekowi, ktory juz zadnego kredytu w żadnym banku nie dostanie bo jako emerytka jestem programowo niewyplacalna - cały powyższy wywod bardzo trafia do przekonania.
Nie byl to wolny rynek ,a raczej przyslowiowa "wolna amerykanka" finansowa.
Zastanawia mnie jednak, jakiego rodzaju sprzeżenie zaistniało (bo musialo) miedzy bankami a przemysłem zbrojeniowym, napędzanym polityką amerykańskich wojen i wojenek.
Jak wiadomo z historii, przemysł zbrojeniowy jest napędem dla gospodarki i nauki, ale też dostawy wojskowe - źródłem niewyobrazalnych naduzyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Albo mówimy o wolnym rynku, w którym pojęcia spekulacji nie ma nawet sensu wprowadzać, albo o czymś, czego Autor nawet nie potrafi nazwać. Za to wolnym rynkiem ponad wszelką wątpliwość nie jest.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.