Facebook Google+ Twitter

Serie A. Włoska liga już bez cudów

Agonia Calcio przepowiadana jest od kilku lat, ale daty pogrzebu nadal nie ustalono. Mimo spadku konkurencyjności w porównaniu z europejską czołówką oraz odpływem gwiazd, ma jeszcze kim przyciągać. Póki co.

 / Fot. EPA/VENEZIAW latach 90. nazywana "ligą cudów", bo uraczyła swoich widzów spektaklami rodem ze świata fantazji. Była dyktatorką piłkarskiej mody, z której czerpała reszta świata, zapraszała na wybieg najgodniejszych uznania obcokrajowców, którzy nie zastanawiali się nad taką ofertą dwa razy. Chciałeś wiedzieć, gdzie zmierza futbol nogami jego największych artystów - musiałeś zajrzeć na Półwysep Apeniński. Napoli, drużyna wcale nie pierwszego wyboru, skusiła jeszcze żądnego sławy Diego Maradonę, Milan Silvio Berlusconiego w finale Ligi Mistrzów rozbij Barcelonę Johana Cruyffa 4:0, Juventus, jako jedyny w 20-letniej historii rozgrywek trzy razy z rzędu dochodził do finału. W pierwszej dekadzie XXI w. podobny wyczyn w dwuletnich odstępach był dziełem Milanu (ten z 2003 r.okazał się wewnętrzną sprawą włoską, co było wówczas wydarzeniem bez precedensu). Nie licząc jednorazowego najazdu Interu, prowadzonego przez Jose Mourinho, który w finale wystawił kosmopolityczny skład bez jednego Włocha, Serie A od trzech lat nie dostarczyła swojego przedstawiciela do 1/2 tych rozgrywek. Trzy pierwsze ligi rankingu UEFA wyraźnie jej odskoczyły, punktowo bliżej jej do piątej Portugalii niż zajmującej ostatni stopień podium Bundesligi.

Kończące się niebawem mercato było świadkiem kontynuacji odpływu piłkarskiego kapitału. Edison Cavani, obok Ramaela Falcao najwybitniejszy piłkarz niezrzeszony w klasowym klubie, wybrał pokój z widokiem na wieżę Eiffela zamiast krateru Wezuwiusza, a koszt przeprowadzki okazał się największym z tegorocznych transakcji. Stevan Jovetić, jedna z najbardziej pożądanych postaci na rynku, zasilił również dotowany petrodolarami Manchester City. Maarten Stekelenburg, zamiast bronić bramki strasznie nieporadnej w defensywie Romy, wybrał Fuhlam, podążając niejako śladem Edvina Van Der Sara.

Czy z Calcio naprawdę jest tak źle? Nie do końca. 5 klubów wydało na transfery ponad 30 mln euro, obroty całej ligi wyniosły ponad 310 mln, więcej niż Primera Division i Bundesligi. Słusznie typowany do roli hegemona Juventus nie stracił żadnego ze swoich ogniw, ba, Carlos Tevez i Fernando Llorente mogą w Turynie znaleźć nowy impuls dla nieco jednak przyhamowanych karier, a Angelo Ogbonna wznieść się na poziom nieosiągalny w Torino.

Między Bogiem a prawdą, to będzie sezon mistrzowie Włoch kontra pozostali. Na boisku, bo po za nim różnica jest jeszcze drastyczniejsza. Ze względu na kwoty z tytułu praw telewizyjnych Juventus zarobił najwięcej ze wszystkich uczestników ubiegłorocznej Ligi Mistrzów (65 mln euro). Nowy stadion otworzył przestrzeń do finansowego skoku dystansującego konkurencję o kilka długości. Reszta obiektów, nawet jeśli w części znacznie pojemniejsza niż turyńskie 41 tys.miejsc, jest własnością samorządów. Kiedyś zachwycano się tym, że ekipy z Mediolanu, Rzymu i Genui mogą grać na jednym stadionie, dzieląc koszty jego utrzymania. Dziś, kiedy przychody z biletów, lóż biznesowych, powierzchni reklamowych stały się niezbędne dla budżetu, dzielenie bardziej szkodzi niż pomaga.

Dobrać się do spódnicy "Starej Damy" najbliżej, co nie znaczy blisko, wydaje się być regularnie finiszujące w pierwszej piątce Napoli, rekompensując sobie - nieoczekiwaną jednak - stratę Cavaniego desantem z Realu Gonzalo Higuaina, Raula Albiola i Jose Callejona. Do Florencji przybył Mario Gomez, który nie tak przecież dawno hurtowo trafiał do siatki w koszulce Bayernu. 16,5 mln dolarów kosztował Romę Kevin Strootman, w założeniu klasyczny reżyser gry, którego będzie można sprzedać w przyszłości za wielokrotność tej sumy.

Nie bez powodów tego lata cicho było o obu gospodarzach San Siro. Nerwowo palący papierosa za papierosem Massimo Morratti dawno rozstał się z rozrzutnością, co nie mogło się odbić na jakości kadry strąconego w przeciętność Interu. Sprowadzenie Icardiego, Rolando i Campagnaro trudno odczytać inaczej niż uzupełnienie składu. Milan, oprócz ogranego Cristiano Zacchardo sięgał wyłącznie po szerzej nierozpoznawalnych młodzieńców.

Nadal dużo do powiedzenia ma schodzące ze sceny pokolenie z lat 70. 34-letni Andrea Pirlo namiętnie dyryguje turyńską orkiestrą. Trudno wyobrazić sobie giallorosich bez rzutów wolnych, prostopadłych podań i brutalnych fauli Francesco Tottiego, choć ten już częściej chodzi niż biega. Luca Toni zdegradowany do beniaminka z Werony, wczoraj dwukrotnie sprowadził na ziemię Milan, podobno nadal jest zainteresowany grą w reprezentacji. Kim jest dla Udinese Antonio di Natale, nie trzeba tłumaczyć. Taka pogodna piłkarska starość tylko w Serie A.

Co akurat nie zmieniło się w niej przez lata, to zdolność do kreowania/przyciągania trenerskich osobistości. Antonio Conte (dwa lata pracy, dwa tytuły) jako jedyny z europejskiego topu gra systemem 3-5-2. Tym samym tropem wytrwale podąża Vincenzo Montella, jego "Fiołki" zajęłyby wysokie miejsce na prowizorycznej liście najbardziej ujmujących drużyn kontynentu. Rudi Garcia, prowadzący do sukcesów Lille, ma przynieść stabilizację Romie, w której od przybycia amerykańskich właścicieli dzieje się tyle, że równie szybko przychodzący, co odchodzący szkoleniowcy mogli nie poznawać zawodników po wejściu do szatni.

Wciąż aktualnym problemem na włoskich trybunach jest rasizm (z tego powodu zamknięta była wczoraj część Stadio Olimpico) oraz niejasne powiązania ludzi piłki z mafią. Najgłośniejszym przypadkiem z ostatnich miesięcy było oświadczenie Fabrizio Miccolego, w którym przyznał się do kontaktów ze światem przestępczym w ramach uiszczenia zaległości przez jeden z sycylijskich barów. Tajemnicą poliszynela było swego czasu zażyła znajomość panów operujących argumentem siły i gwałtu z piłkarzami ze stadionu św. Pawła. Doceniając talent prezesów i dyrektorów sportowych nad Adriatykiem, nie należy się dziwić nowym wątkom w niekończących się aferach korupcyjnych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Tekst ciekawy, jednak moim zdaniem regres Serie A spowodowany jest w większej mierze brakiem zagranicznych inwestorów. Ligue 1, za sprawą zagranicznych petrodolarów w PSG i Monaco, staje się finansowo bardziej konkurencyjne przez, co może przepłacać za zawodników (Cavani za ponad 60 mln). Liga włoska musi się otworzyć na nowych, bogatszych inwestorów. Dzięki temu powstaną nowe, własnościowe stadiony itp. Teraz z piłce nożnej grają niestety nie zawodnicy, lecz pieniądze. Kto ma ich więcej może sobie pozwolić na wzmocnienia i wysokie kontrakty, które to przyciągają piłkarzy (a nie marzenie gry we Froncji, czy Rosji (np. Hulk).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.