Facebook Google+ Twitter

Shakin’ Stevens koncertował we Wrocławiu. Enter rock'n'roll man

Idol lat osiemdziesiątych Shakin’ Stevens pojawił się na wrocławskiej scenie w Hali Stulecia, aby rozbawić licznie zgromadzoną publiczność mocnymi dźwiękami rock'n'rolla.

Shakin' Stevens podczas koncertu / Fot. fot. Solaris Music, materiał promocyjny organizatoraTakże i tym razem okazało się, ze artysta jest, jak wino. Im starszy, tym lepszy. Koncert, który rozpoczął się z małym poślizgiem, muzyk wraz z zespołem otworzył piosenkami ze swojej najnowszej płyty. Dało się odczuć inny powiew w jego rock’n’rollowej karierze.

Pojawiły się ostrzejsze brzmienia i całkiem nietypowe, jak na Stevensa aranżacje. Publiczność częściej miała okazję usłyszeć brzmienie rock’a. Rock’n’roll w tej części grał jakby drugie skrzypce. Te dość nietypowe, jak dla artysty brzmienia przyjęto ciepło, ale owacji nie było. Przyznaję, że mnie również nowe utwory niezbyt przypadły do gustu. Być może to tylko kwestia osłuchania.

Przy starszych, znanych, typowo, jak na Shakin’ Stevensa „Elvisowskich” brzmieniach widownia bawiła się doskonale. Dźwięki „Cry Just A Little Bit” ujęły publiczność a nogi same wielu porwały do pląsów po parkiecie. Niestety miejsca do tańczenia było trochę zbyt mało, z racji rozstawionych aż do samej sceny rzędów krzeseł. Później słyszeliśmy znów powrót do utworów z nowej płyty. Niestety nie znam tytułów, więc ich nie zamieszczam. Fani wiedzą, o jakie utwory chodzi, zainteresowani odnajdą je zapewne bez trudu.

Po trzydziestu minutach koncertu nastąpiło coś dziwnego. Artysta wraz z zespołem nic nie mówiąc zszedł ze sceny i zapalono wszystkie światła. Nie za bardzo wiadomo było, co się dzieje. Po około pięciu minutach ktoś z obsługi pofatygował się na scenę i „zaprosił wszystkich na dwadzieścia minut przerwy technicznej”. Przyznaję, z rozczarowaniem, że zamiast takiego obrotu sprawy wolałbym zaprosić artystę na scenę.

Z dwudziestu minut zrobiło się trzydzieści. Zespół po tej nieoczekiwanej przerwie wrócił wraz z muzykiem i koncert trwał nadal. Niesmak jednak pozostał. Shakin’ zachwycał w drugiej części publiczność starszymi utworami, ale także prezentował te nowe. Usłyszeliśmy z bogatego repertuaru między innymi: Oh Julie, You Drive Me Crazy, Give Me Your Heart Tonight i wiele innych. Mnie artysta ujął tym, że cały czas śpiewał „na żywo”. Nie było nawet pół playbacku i to mu się bardzo chwali. Tym razem już bez żadnej przerwy koncert trwał nieprzerwanie ponad godzinę.

Na szczególne wyróżnienie zasługują muzycy towarzyszący artyście oraz doskonały chórek. Widać było, że muzyka to ich pasja i rozumieją się wszyscy doskonale. Ciekawie prezentowała się oprawa świetlna. Zasługuje ona na szczególne wyróżnienie. Podczas koncertu widzowie oczarowani byli ilością barw, błysków, kolorów, fleszy i wszelkiego rodzaju mix-kompozycjami.

Koncert zakończył się aż trzema bisami oraz oklaskami dla artysty i zespołu na stojąco.To dzięki takim występom prawdziwy rock’n’roll jest zawsze na czasie, czego we Wrocławiu dowiódł jeden z jego najlepszych przedstawicieli, wiecznie młody Shakin’ Stevens.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.