Pozycja materiału w rankingach:
Najkrócej? W 2006 roku Martin Scorsese nakręcił koncert Stonesów. Przeczytajcie to jeszcze raz - wielki reżyser zrobił film z koncertu legendy rocka! Tego nie można przegapić! Panie i panowie... The Rolling Stones!
Nie będę ukrywał, że ta recenzja jest subiektywna, stronnicza i emocjonalna. Od dwudziestu lat słucham Stonesów i choć ostatni genialny album nagrali prawie dwie dekady temu ("Steel Wheels" w 1989 r.), to wciąż tworzą dobre kawałki, a słuchanie ich muzyki to prawdziwa frajda. Ale zacznijmy od początku...Zobacz także:
Artykuły
(32)
Galerie
(21)
Średnia ocen
(4.95)
Wiek: 39 | Miejscowość: Częstochowa | Kraj: Polska
O mnie: tak poważnie, to mnie tu nie ma, buziaczki i grabula dla wszystkich którzy mnie ciepło wspominają
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
vwhwljbdgj 13.07.2011 19:59
reagDJ <a href="http://qnpzionbgjvv.com/">qnpzionbgjvv</a>, [url=http://wjoabegzroon.com/]wjoabegzroon[/url], [link=http://xbnafwemvsjo.com/]xbnafwemvsjo[/link], http://rxfvxcbripfs.com/
BARBARA Romer Kukulska 15.07.2008 17:54
no , ale jak Mick tę Christinę złapał w pół w tali. Ufff! i przyciągnął do siebie w taneczynym pląsaniu bioder......Salsa to pestka i pryszcz. A jaj jej zaaglądał za dekolt. oh lalala. !!!
ta.
Film nie tylko trzeba zobaczyć by ruszyć sie z domu do kina, ale w ogóle by zaczęcić do ruszania się. Nie można się zastać. Stonsi - 60 letni są przykładem.
Nie wiem wprawdzie czy nie biorą jakiś świństw dopujących. RedBuli. czy innych sportowych hockuspokus. Licho wie. W końcu trzeba niebwale końskiej kondycji, aby wytrzymać dwie godziny takiej morderczej harówki non stop.
Jeszcze teraz mam go w uszach. I dobrze mi... z tym...
Anna Góralska 15.07.2008 16:20
Plus za ciekawy i zachęcający artykuł do ruszenia tyłka i wyruszenia do kina, coś dla ucha i coś dla oka.
Trochę ździwił mnie duet Nicka z Christiną Aguilerą, ale przemilczę ten wątek;) Całość cool, pomimo że długie to chcę się przeczytać.
BARBARA Romer Kukulska 15.07.2008 10:47
właśnie, dlatego śmiem twierdzić, że Stonsi, c-cola i wranglery-levisy przyczyniły się do upadku PRL. ;))))
Marek Bonarski 15.07.2008 08:09
Stonesi gdy pojawili się na rynku byli reklamowani jak przeciwwaga dla "grzecznych" Beatlesów ;) Dawno już skończyły się czasy gdy Stonesi byli utożsamiani z anarchią, teraz to sprawnie działający muzyczny kombinat. Genialny :) A Stonesi i Beatlesi się przyjaźnili na przekór medialnym pohukiwaniom, John i Paul napisali nawet Stonesom piosenkę :)
BARBARA Romer Kukulska 15.07.2008 07:59
właśnie sobie uświadomiłam, że Stonsi są na scenie więcej niż 40 lat, zaczęli po Beatelsach, ale nie pamiętam dokładnie kiedy.
Buddy Guy był rewelacyjny i także znajde jego płyty. Taką muzykę mogę słuchać na okrągło, działa jak balsam. Gołowąs piał trochę jak chłopczyna.
A Clinton, będąc gospodarzem imprezy, nie odważył się był wystąpić z saxem. Może i dobrze.
Może nie chciał obiżać poziomu imprezy. hihihihi ;)))
Marek Bonarski 15.07.2008 07:30
"Gołowąs" jest wokalistą jakiegoś zespołu o którym w życiu nie słyszałem. Cieniutko wypadł prze Jaggerze, ale tak to jest jak się śpiewa z gumą do żucia w ustach, żenada. Dobrze że się nie udławił na scenie, bo Scorsese miałby materiał do innego filmu niż planował. Cieszę się, że film Ci się podobał. ;)
BARBARA Romer Kukulska 15.07.2008 00:00
O! naładowałam akukumulatory. Po takim koncercie, chce się żyć. Smutki precz i złe humory a kiepskie nastrooje rozmyły się gdzieś.
Mick jest jak sprężyna, ba ! dwie sprężyny. Niesamowity facet, ileż namiętności w jego tanecznch ruchach, które mogłaby pozazdrościć nie jedna tancerka brzucha.
Trudne to było wyzwanie dla reżysera. Nie potrafie ocenić, bo na filmowaniu się nie znam.
Dla mnie najcenniejsza była piosenka bluesowa, którą zespół udwodnił iż całą czwórką są po prostu bezkonkurencyjni. Cuntry też było OK. dla złapania oddechu.
Za moich licealnych czasów, uważaliśmy , że Stonsi to genialna chaotyczna muzyka, a Beatlesi to genialnie uporządkowana muzyka,
Coś w tym jest, Dziś powiedziałabym tak, ten ich chaos, arytsytycznym nieporządkiem jest, ale absolutnie bezkonkurencyjnym.
Nie bardzo zrozumiałam, tak zasłuchana byłam, że umknęło mi kim był dokładnie ten młodziutki gołowąs Jack, śpiewając z Mickiem?
Reasumując. Nie ma koncertu na zakończenie którego nie byłoby Satysfaction, ale jakże zaśpiewany!! to rzeczywiście żyjąca legenda rocka. Podejrzewam, że objazdowych koncertów już nie będzie.
PS, czekałam na jedno: aż Bil weźmie saxofon i choć trzy takty...................pewnie zrobił to już bez kamer.
Grammy 2012: Adele najjaśniejszą gwiazdą gali w Los Angeles
(odsłon: +8608)