Facebook Google+ Twitter

Shirley Valentine bawi i inspiruje

Monodramat Krystyny Jandy porusza, skłania do zastanowienia się nad sobą i swoim życiem. Równocześnie pobudza do śmiechu, gdyż okazuje się, że nawet największe problemy można rozwiązywać na wesoło.

Z archiwum Teatru Polonia / Fot. Zdjęcie: Robert JaworskiSfrustrowana żona i matka, a przede wszystkim: kobieta. Kobieta, która podczas codziennych zajęć w kuchni podsumowuje swoje życie. Potrafi z humorem spojrzeć na swoje dotychczasowe osiągnięcia, ma wielką wewnętrzną siłę i umie śmiać się sama z siebie. Najczęściej rozmawia ze... ścianą - której rolę gra niejako publiczność - ponieważ tylko w ten sposób może wyrzucić z siebie tłoczące się myśli.

Myśli, których jest sporo. Nie tylko na temat jakości własnego życia, męża i rodziny. Bohaterka zastanawia się nad losami kilku znajomych osób, zastanawia się nad sensem życia w ogóle. I dociera do ważnej dla siebie prawdy. Uświadamia sobie, że kiedyś potrafiła marzyć. Tymczasem teraz, aktualnie - umiejętność ta gdzieś się zagubiła. Krocząc obraną w swoim czasie drogą, przez parędziesiąt lat, Shirley zgubiła swoje marzenia.

Okazuje się, że rodzina to ważna dla bohaterki wartość. I właściwie, na pierwszy rzut oka, wszystko jest w porządku, prawie idealnie. Nie ma patologii, głodu, cierpienia fizycznego. Przynajmniej nie na tyle dużo, by był to problem. A jednak, rodzina Shirley nie jest taka, jaką chciałaby mieć. Dzieci dorosły i opuściły już dom. Nawet gdy znajdują się blisko - zajęte są egoistycznie własnymi potrzebami. W przypadku konfliktu interesów, gdy okazuje się, że matka także myśli i czegoś pragnie - dzieci odsuwają się od niej, nie akceptują decyzji Shirley.

Mąż, kiedyś wspaniały facet, teraz pragnie od życia tylko tego, by parująca kolacja czekała na stole, codziennie wieczorem. I nic więcej: żona przecież jest, to fakt, który się nie zmieni. Żonę można obrazić, uderzyć - ponieważ się ją kocha, a miłość bywa trudna, lecz wiele wybaczy. Nie trzeba się starać, nie trzeba rozmawiać. Więc... Shirley i jej mąż nie rozmawiają. Nie mają o czym. Każdy dzień mija według dawno ustalonego schematu. Nie ma miejsca na spontaniczność, nie ma miejsca na zmiany. Nie ma miejsca na... marzenia.

W momencie, gdy Shirley uświadamia sobie klęskę swoich dawnych pragnień, zaczyna zauważać schemat, rolę w która została wtłoczona jakby nieświadomie dawno temu. I wtedy zaczyna rodzić się bunt. Chęć zmiany, która rodzinie jawi się jako destrukcja, a dla Shirley jest ostatnią deską ratunku. Tylko w ten sposób może odnaleźć samą siebie.

Czy odnajdzie? Trzeba zobaczyć!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.