Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3842 miejsce

Showtime! Nadchodzi 65. edycja All-Star Weekend


Największe święto niedzielnych kibiców NBA już za pasem. Zbliża się All-Star Weekend czyli wszelkiej maści sztuczki, triki, mecz młodych gwiazd ligi i wreszcie wisienka na torcie w postaci zmagań najważniejszych współczesnych ikon basketu.

W najbliższy weekend do Toronto zjadą same postaci z billboardów - LeBron James, Steph Curry czy James Harden. 


65. edycja rywalizacji. Jednocześnie wyjątkowa, bo pierwsza poza granicami USA. Rozkład jazdy standardowo ma prowadzić do kulminacyjnego wydarzenia w postaci niedzielnego All Star-Game. Jako przystawkę dostaniemy mecz młodych gwiazd (tym razem w wydaniu USA vs Reszta Świata), później starcie celebrytów, konkurs umiejętności „Skills Challenge”, konkurs rzutów za trzy aż wreszcie popisy wsadów. Są tacy, którzy na te konkurencje nastawiają budziki. Każdy jak zwykle będzie mógł znaleźć coś dla siebie, choć fanów wrażeń estetycznych ostrzegamy - w Slam Dunk Contest jak zwykle zabraknie zawodników z absolutnego topu. Ci mają za dużo do stracenia, bo chyba nikt sobie nie wyobraża, że mający za sobą sezon w NBA Zach LaVine wygrywa np. z LeBronem Jamesem.

Nazwisko zawodnika Minnesoty Timberwolves pada tu naturalnie nieprzypadkowo, bo mowa o obrońcy tytułu sprzed roku. W rywalizacji zabraknie innego młodego talentu z ekipy "Wilków" - Andrew Wigginsa. Ten jasno dał do zrozumienia, że za czasów gry na uczelni przegrał podobne zawody i od tej pory ma to w nosie - dunkuje na dwie ręce. Zresztą, niechętnie mierzyłby się z ubiegłorocznym zwycięzcą – Zachiem LaVine’m. Największym nazwiskiem, które przystąpi do rywalizacji jest niewątpliwie Andre Drummond z Detroit, który jednak wcale nie jest faworytem. Bukmacher Fortuna ustalił zresztą na niego kurs wynoszący aż 12.0, co doskonale oddaje powagę sytuacji w porównaniu z 1.35 na triumf LaVine'a. Stawkę zamkną Will Barton z Denver i Aaron Gordon z Orlando, obaj tyle dynamiczni i skoczni, co zagadkowi i niesłynący z przesadnej kreatywności w dunkowaniu w trakcie meczów.

Gdyby spojrzeć na trójkarzy - intuicja z góry podpowiada triumf Stepha Curry'ego. Przed rokiem MVP ligi zdobył 27 punktów (na 34 możliwe). Teraz, jako wyraźny faworyt, stanie w szranki z Klayem Thompsonem (też GSW), Kyle'm Lowrym (Toronto), Jamesem Hardenem (Houston), Chrisem Boshem (Miami), Devinem Bookerem (Phoenix), Khrisem Middletonem z Milwaukee i J.J. Redickiem (Clippers). Ten ostatni wg bukmacherów ma największe szanse na nawiązanie walki z MVP ubiegłego sezonu (u Fortuny 4.75 w stosunku do 2.35 Curry’ego). Curry jest zresztą pierwszym zawodnikiem Warriors, który zdobył statuetkę dla najlepszego „trójkowicza”. Jeżeli wygra i tym razem, dołączy do grona Peji Stojakovica, Jasona Kapono, Marka Price'a i Jeffa Hornacka, dwukrotnych zwycięzców tego konkursu. Więcej triumfów zanotowali tylko legendarny Larry Bird i Craig Hodges (obaj zwyciężali po 3 lata z rzędu). W historii nie było jeszcze ani jednego zawodnika, który zdobyłby maksymalną ilość punktów, ale w taki cud nie wierzy chyba nawet obóz wyznawców Curry'ego... Ten narobił jednak apetytów przed rokiem, bo trafił 13 razy z rzędu w rundzie finałowej. No i łamiąc kolejne rekordy trójek w sezonie NBA jest chyba jedynym człowiekiem (ale przy tym ostatnim słowie duży znak zapytania), który mógłby tego dokonać.

Prawdziwie kumpelską zabawę kibice zobaczą w niedzielę, kiedy na parkiet wyjdą zawodnicy Wschodu i Zachodu. Cyrk, Harlem Globtrotters, trening bez obrony. Tak w skrócie można zapowiedzieć najpopularniejszy event weekendu. Fani i tak zwrócą uwagę na pojedynek LeBron - Durant (obaj są kumplami, zdarzało im się wspólnie trenować) czy na fakt, że po raz 18. i ostatni w spotkaniu zagra Kobe Bryant. Naturalnie nie decydowała o tym forma sportowa, tylko przeraźliwa chęć kibiców, by uczcić ostatni sezon legendy (18. występ w karierze w ASG). Russell Westbrook i Kawhi Leonard po raz pierwszy w karierze wylądowali z kolei w pierwszych piątkach. Swój debiut na ławce trenerskiej Wschodu zaliczy Tyronn Lue (ze względu na to, że z Cleveland pożegnał się David Blatt) i Gregg Popovich.

W dwóch ostatnich edycjach oba zespoły zdobywały ponad 150 punktów. Dziś na papierze Zachód jest zdecydowanym faworytem. Zdaniem bukmacherów - w tym firmy Fortuna - kurs na West z Kobe'em, Currym, Durantem, Leonardem i Westbrookiem wynosi 1.6. Na Wschód (Anthony, George, James, Lowry, Wade) aż 2.44.

Przerwa All-Star Game nie wiąże się z takimi fajerwerkami jak SuperBowl, ale i tak na parkiecie ujrzymy prawdziwego muzycznego giganta - Stinga. Największy show oprócz wokalisty powinni zagwarantować Draymond Green (będzie miał w końcu dwóch kolegów z GSW w ekipie) czy duet z Oklahomy: Durant-Westbrook. Niewiele minut można oczekiwać od Carmelo Anthony'ego, któremu wysiadają kolana. Ewentualnym kandydatem do miana MVP wieczoru obwołano Kyle'a Lowry'ego, który zagra przed własną publiką. No i Kobe Bryant, który na pewno spróbuje przejąć ostatni tak medialny mecz w swojej karierze. Fortuna przewiduje jednak, że największe szanse na nagrodę MVP ma oczywiście Steph Curry (4.5). I nawet jeśli to nie ma wielkiego znaczenia, a w mediach społecznościowych podniesie się wrzawa, że weekendu w tej formie nie warto go oglądać, to przynajmniej warto przewidzieć, kto w nim zaskoczy i ubić na tym typowo amerykański biznes, czyli trochę na nim zarobić. 


Wybrane dla Ciebie:


Tagi: weekend All Star


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.