Facebook Google+ Twitter

Siadajmy do wigilijnego stołu

  • Źródło: Głos Wielkopolski
  • Data dodania: 2006-12-23 08:51

Rozmowa z Joanną Szczepkowską, aktorką i pisarką

Stół wigilijny to właściwie dokument z historii rodziny: gdy u kogoś jest kutia, to wiadomo, że ze Lwowa, pecywałki – z Cieszyna, makiełki – Wielkopolska.

– Rzeczywiście stół jest naznaczony historią rodziny. Nawet te pokolenia, które nie wiedzą dlaczego, zachowują pewne reguły. U nas na przykład musi być na Wigilię przewaga karpia w galarecie nad karpiem smażonym. Jeśli zastanowię się, dlaczego tak jest, to okazuje się, że te osoby, które nie jadały karpia smażonego – a były takie w rodzinie – dawno już przecież odeszły, a my wciąż dostosowujemy się do ich nawyków. Jak gdyby, niewidzialne, wciąż siedziały z nami przy stole i czekały na karpia w galarecie, bo innego nie jedzą... Fot. MWMedia

A w wymiarze historycznym, w wymiarze wędrówek Polaków?
– Jest kutia...

Zmodernizowana ryżem zamiast pszenicy?
– Nie, ta najprawdziwsza, z pszenicą.

Kto nowy wchodzi do rodziny, ten często odciska swój ślad na stole wigilijnym. Pojawia się nowa potrawa. Czy u państwa też są jakieś znaki nowych przybyszów?
– Nowy jest u nas zwykle rodzaj śledzia. Kto z racji małżeństwa wchodzi w rodzinę, może eksperymentować na śledziu.

Śledź to nie to samo co taka świętość jak karp, tak więc łatwiej tu ,,uchylić drzwi” komuś obcemu.
– I myślę, że jeśli chodzi o sposoby przyrządzania śledzia, to nasza rodzina wyczerpuje niemal wszystkie. Dziadek mój, Jan Parandowski, mawiał zresztą, że do doskonałości śledziowi brakuje tylko wysokiej ceny, bo gdyby ją miał, ludzie bardziej ceniliby tę niezwykłą rybę, którą można przyrządzić na wszystkie sposoby.

Skoro kutia, to i barszcz?
– Tak, kiszony z kawałkiem razowca, niezwykły w smaku, według receptury mojej babki, podawany tylko w dniu Wigilii. Kilku sekretów tej receptury strzegę i nie podaję nikomu, tylko moim dzieciom. A na koniec jest jeszcze tort orzechowy na cieście razowym, wytrawny w smaku. Nigdy takiego nie jadłam, choć w wielu cukierniach próbuję tortów orzechowych, szukając podobnego.

Chyba jednak nie byłaby pani zadowolona, gdyby go znalazła w jakiejś cukierni?
– Czy ja wiem? Może pomyślałabym, że babcia zdradziła sekret tego tortu kiedyś komuś bliskiemu?

Spotkanie przy stole ma coś wspólnego z teatrem, przebiega według jakiegoś scenariusza, prawda?
– Kiedy spotyka się nasza rodzina, zabiegana i rozproszona na co dzień, naszym głównym tematem jest przeszłość. Wspominamy anegdoty rodzinne, oglądamy albumy, rozpamiętujemy czyjeś cechy, zastanawiamy się nad charakterami. Mamy zresztą taki wzór, książkę dziadka ,,Zegar słoneczny”, która pokazuje, jak dziecko widzi rodzinę, jak w nią wrasta. Żyjemy przeszłością i bardzo jej potrzebujemy. Opowiadamy, co pamiętamy z dzieciństwa. Wracamy z rodzeństwem do jakichś wspólnych przeżyć. To rodzaj takiej podświadomej psychodramy. Możemy w ciepłej atmosferze wyżalić się, że ktoś na przykład kiedyś był dla nas niesprawiedliwy. Lub przynajmniej nam się tak wydawało.

Ale na wesoło?
– Tak, śmiejemy się i często uświadamiamy sobie, że zachowujemy się podobnie, jak babcia lub mama. Czujemy te wspólne geny. Potwierdzamy naszą przynależność do rodziny. Nawet przez rodzinne wady.

Myśląc o rozmowie z panią, wyobraziłam sobie wigilię bez stołu, z jedzeniem poustawianym jak w bufecie i doszłam do wniosku, że stół jako mebel jest też ważny. Przy stole się dzielimy jedzeniem. M 
– Oczywiście, stół-mebel jest spajający, ale bałabym się uogólnień. Dopuszczam taką możliwość, że mieszkanie jest za małe, nie zmieści się stół. Lub sam stół jest za mały, choćby dostawiło się nawet deski do prasowania. Ciasnotę i brak stołu może odczuwać niejedna rodzina w tym dniu. A jednak jest rodzina, jest gwar, śmiech, ruch. Jest spotkanie. To spotkanie, ten niewidzialny ,,stół” – to jest najważniejsze. Bo może być tak, że jest mebel, są potrawy, wszyscy siadają i nagle zaczyna wpełzać rozczarowanie, pustka. Jest stół, a nie ma spotkania.

Siedziałam kiedyś podczas Wigilii przy bardzo eleganckim, zupełnie szklanym stole – było dziwnie. Dobry stół ukazuje nas do pasa, jak pomnikowe popiersia.
–Tak, stół kojarzy się z drzewem, a drzewo z bezpieczeństwem, z czymś naturalnym i solidnym. No i nakryć go trzeba w wigilię obrusem białym, z płótna, też naturalnym. Tak jest najlepiej. To jest ważne. Ale czy najważniejsze?

Znajoma twierdzi, że jej małżeństwo by się nie rozpadło, gdyby pilnowała bardziej wspólnych posiłków przy stole, chociaż kolacji. Aż tyle to może znaczyć? Wspólne jedzenie?
– Pewnie. Znaczenie ma każdy rytuał, tworzy jakąś powtarzalność. To jest ważne nie tylko dla człowieka, nawet dla psa i kota. Wspólna kolacja, wspólny obiad to codzienny rytuał. Bo musimy mieć coś, za czym można tęsknić. Mój ojciec był góralem i to był rytuał, że w pewnym momencie na Wigilii śpiewał kolędę góralską, sam. Czekało się na ten moment. Teraz, gdy go nie ma, ta kolęda musi być. A gdy ją śpiewamy, wzruszamy się i to jest nasza rodzinna tajemnica. Dobrze jest pilnować rytuałów. Łatwo je zburzyć, odbudować trudno.

A do jakiego stołu pani zasiądzie?
– Ja mam naprawdę dużo stołów w domu, może nawet za dużo. Stoły mnie fascynują. Ten pierwszy to był w ogóle pierwszy mebel kupiony za własne pieniądze, pamiętam, że to było 100 złotych. Byłam wtedy młodziutką aktorką, a stół ten stał u stolarza w teatrze i miał w sobie coś, choć nie był żadnym zabytkiem, a jemu służył do pracy. Ktokolwiek zobaczy u mnie ten stół – a towarzyszy mi w każdym moim mieszkaniu – jest pod wrażeniem, choć nie wiadomo dlaczego, naprawdę. Chyba ma duszę.

Czy dobry stół powinien być okrągły czy prostokątny?
– Ja mam i okrągłe, i podłużne, małe i większe, każdy tworzy inny klimat spotkań towarzyskich. Są na bardzo różne okazje. Mam wrażenie, że nie byłabym w stanie wyrzucić na śmietnik stołu. To przecież jakiś kawałek życia.


Komentuje

dr hab. Krzysztof Podemski: - Jest zaledwie kilka takich chwil w roku, gdy niemal wszyscy żyjący w tym samym mieście uczestniczymy w tym samym rytuale. Wyraźnie widać to o godz. 24.00 w Sylwestra, kiedy składamy sobie wszyscy życzenia, choć w imprezach noworocznych uczestniczą tylko nieliczni. W Wigilię nie tylko moment, lecz cały wieczór spędzamy podobnie. Siadamy przy wspólnym stole z najbliższymi. Składamy sobie życzenia, dajemy prezenty.
Bez względu na różnice dochodów, wykształcenia czy poglądów jemy
te same dania. Podobne do tych, które nasi przodkowie jedli już parę pokoleń wstecz. Ta krótkotrwała wspólnota obejmuje nie tylko teraźniejszość, ale i przeszłość.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.